O myciu okien

Nielubię. Tak, pisane łącznie, bo nielubić w moim słowniku to czasownik, taki sam, jak lubić. Skoro można kochać bądź nienawidzić to i można lubić bądź nielubić. To tak na wypadek jakby jakiś purysta językowy chciał mi zarzucić nieznajomość języka ojczystego tudzież jakby ktoś miał się dopatrywać pogorszenia mojego stanu zdrowia, skoro już kardynalne błędy popełniam. Otóż w tym konkretnym przypadku, to nie jest błąd.

Ja myć okien po prostu nielubię. Nawet bardzo. Tylko że to nielubienie korzenie swoje ma w czasach, kiedy musiałam myć szklane, rozkręcane okna umieszczone w starych drewnianych framugach. W dodatku szyby były porysowane w trakcie któregoś remontu, więc nawet najlepiej umyte nie wyglądały idealnie. Poza tym okna były pod sam sufit, co też zdecydowanie utrudniało mycie framug i nie raz kończyło się upaćkaniem sufitu. Teraz mam zdecydowanie prościej, bo i okien nie muszę rozkręcać, tym samym mam o połowę mniej szyb do umycia w jednym oknie, i sufit jest bezpieczny, bo od okna dzieli go ok. 10 centymetrów i plastikowe framugi łatwiej się myją niż stare, próchniejące drewniane. Co więcej, skoro okna nie są rozkręcane, mogę jedno okno myć na raty: najpierw od zewnątrz, później albo i drugiego dnia – od wewnątrz… A jednak wciąż, jak mam przed sobą perspektywę mycia okien to jestem chora. I tak się przymierzam, i tak się czaję i tak mi źle z tym, że te okna trzeba umyć… ale i źle kiedy patrzę, jakie one brudne. A kiedy już w końcu się zbiorę i za mycie okien zabiorę, to po chwili się dziwię, jak to szybko i niemal bezboleśnie poszło. Co nie zmienia faktu, że kiedy następnym razem trzeba będzie zabrać się za mycie to znów będę chora…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O myciu okien

  1. anna pisze:

    Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem i zgadzam się nawet na łączną pisownię. Mam okno, które mierzy sobie wysokości ponad 4 metry i szerokości też mniej więcej tyle. Z moim lękiem wysokości po prostu nie da się go umyć. Zawsze więc myje je mąż, a ja dyryguję, ale jemu też nogi się trzęsą na drabinie. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Na szczęście ja tak wielkich okien nie mam. Lęku wysokości też… przynajmniej tak mi się wydaje, bo mieszkam na parterze, ale jakbym mieszkała wyżej to mogłoby się okazać, że też się boję. Cóż, myłabym z zamkniętymi oczami 😉

  2. lilit8 pisze:

    A ja lubię pucować okna! Nielubię (też skorzystam z łącznej pisowni) tylko pucować ich często a muszę, bo miasteczko, w którym mieszkam nie bez powodu zwie się miastem wiatru…

    • jukkasarasti pisze:

      Też bym chciała lubić… bo patrzeć na brudne szyby to żadna przyjemność i wcale nie jest mi obojętne czy mam czyste okna czy nie. Ale czemuś same czyścić się nie chcą 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s