Kiedy dzień jest niehandlowy takie słyszy się rozmowy

Od jakiegoś czasu Sarasti widywała w socjal mediach w niedziele niehandlowe wizerunek Wieszcza z podpisem: Widziałem lud, co bez celu się błąka, zamknięty Lidl, zamknięta Biedronka. Pochlebiała sobie, że nie jest częścią tego ludu – ona zawsze wiedziała dokąd i po co wybiera się w niehandlowe niedziele. Bywało, że po prostu pochodzić sobie wzdłuż Wisły samotnie lub z resztą rodziny, bywało zaś, iż był to Rynek Nowomiejski, gdzie wybierała się w poszukiwaniu lokalnych specjałów oferowanych na nieobjętym zakazem handlu wolnym jarmarku. Tak było i tym razem. Zakupiwszy kilka luksusowych dóbr spożywczych kierowała się w stronę przystanku tramwajowego. Za sobą usłyszała rozmowę dwóch, na pierwszy rzut ucha zdawało się młodzieńców: teraz jak zakupów nie można zrobić to trzeba spędzać czas z rodziną przy rosole. Sarasti zdziwiła się, o ile pamięć ją nie myliła, zakaz handlu nie obejmował restauracji i jeśli komuś nie pasował rosół w domu z rodziną zawsze mógł pójść na burgera czy innego kebaba z przyjaciółmi i zamknięte sklepy nie miały nic do tego… Rozmyślania przerwał jej nadjeżdżający tramwaj. Nim do niego wsiadła, zadzwoniła jeszcze do Małżonka z prośbą o włączenie gazu pod garnkiem z wodą, zaraz bowiem będzie w domu i ugotuje makaron. Po udanych zakupach wracała bowiem do domu, by spędzić z rodziną niedzielne popołudnie przy rosole.

Reklamy
Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Day after

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Różana bombonierka

Różana bombonierka

(proporcja na ok. 50 czekoladek)

150 g orzechów nerkowca

50 g konfitur z płatków róży

3 czubate łyżki nierafinowanego cukru pudru (lub syropu z agawy)

200 g gorzkiej czekolady (+/- 70%, bardziej gorzka zdominuje smak nadzienia)

1. Czekoladę stopić w kąpieli wodnej, zostawić do ostygnięcia, dbając jednocześnie by nie stężała. A w tym czasie:

2. orzechy wrzucić do malaksera, miksować na proszek. Do proszku dodać różę i cukier puder/syrop z agawy. Miksować do uzyskania masy.

3. Z masy formować kulki takiej wielkości, by zmieściły się do silikonowych foremek tak, by mogły być ze wszystkich stron oblepione czekoladą.

4. Silikonowe foremki napełnić do połowy czekoladą.

5. W foremkach układać orzechowo-różane kulki.

6. Przykryć kulki resztą czekolady.

7. Włożyć czekoladki do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.

Jeśli bombonierka nie jest przeznaczona dla małych dzieci odrobina wódki nie zaszkodziłaby.

Opublikowano słodkości | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Grzanka z serduszkiem

Niezależnie od jutrzejszego święta Dzieć mój Starszy generalnie ma hopla na punkcie serduszek. Kiedy więc zakupiłam na prośbę Dzieci książkę „Gotuj z Biedronką” (Miraculous, nie supermarketem) to pierwsze, co Młodym wpadło w oko to właśnie jako sadzone w grzance czy jak to się tam nazywało, więc postanowiłam popróbować. Oczywiście przepis odtwarzany z pamięci, bowiem książka teraz gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie czyli gdzieś pomiędzy porozrzucanymi po całym pokoju książkami Dzieci.

Walentynkowa grzanka z jajem

kwadratowy lub prostokątny chleb  (pewnie najlepiej by pasował tostowy, ale nie chodzi mi o to, żeby przez takie grzanki z serduszkiem ktokolwiek zawału serca dostał albo innej choroby, więc wybrałam pieczywo z bardziej ubogim składem chemicznym niż przeciętny chleb tostowy)

jajka (po jednym na grzankę)

masło

W kromkach chleba wykroić duże serduszka, najlepiej foremką do ciastek. Takie dziurawe kromki podsmażyć z obu stron na suchej patelni, dodać masło, jak to się roztopi w serduszko wbić jajo i smażyć aż się białko zetnie. Delikatnie zdjąć z patelni i jak ktoś lubi to posolić, jak ktoś je szczypior o tej porze roku (ja zimą i wiosną nie mam zaufania do świeżej zieleniny) to sobie może posypać szczypiorem.

WP_20190209_21_34_22_Pro

Opublikowano śniadania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Zwierciadło wody

Wycieczki do Inowrocławia to nie tylko zakupy w pijalni wód i okrążanie tężni. A może tylko? Rzecz w tym, że do Pijalni i do tężni trzeba dojść, a droga piękna o każdej porze roku. Nawet wtedy, gdy śnieg właśnie się topi. Wówczas można na przykład podziwiać drzewa i krzewy odbijające się w Stawiku, który trzeba przemierzyć, by dojść do tężni.

Opublikowano podróże małe i duże | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Jak na zakupy to tylko do Inowrocławia

W tym roku upodobałam sobie Inowrocław na wypady weekendowe. Taka namiastka morza – wprawdzie nie popływam, nie posłucham szumu fal, nie pochodzę bosymi stopami po piasku i nie opłuczę stóp morską falą, ale co się jodu nawdycham to moje. I przede wszystkim łatwiej dojechać niż do Gdańska – raptem niecałe pół godziny pociągiem, więc Małżonek może w domu spokojnie sporty zimowe uprawiać oglądać. No i do Inowrocławia jeżdżę nie tylko po jod ale i na zakupy. Gdzie indziej za pięć małych (0, 33 l) butelek wody gazowanej i trzy małe opakowania landrynek zapłacę prawie 50 zł? Tylko w pijalni wód w Ino (pewnie w innych uzdrowiskach też, ale nie każdą wodą jestem zainteresowana). No dobra, wody to wody lecznicze i jedna butelka wystarcza na trzy dni a landrynki to cukierki solne (5% solanki) pomocne w schorzeniach gardła. Woda smakuje obrzydliwie i trudno mi powiedzieć czy działa, bo to nie antybiotyk, żeby zadziałał od razu. No i nie lekarz mi ją dobierał tylko sama dobrałam sobie na podstawie opisu. Parę tygodni będę jeszcze popijać tę na choroby neurologiczne i nerwicę a później przerzucę się na wodę leczącą z depresji i niedoborów minerałów. Może pomoże. W każdym razie pijałam w życiu wody o gorszym smaku. Za to słodko-słone cukierki smakują całkiem ciekawie. Nie ważne, że w składzie mają syrop glukozowy (szkoda, że nie napisali z czego, łudzę się, że z ziemniaka) aromaty i niekoniecznie naturalne barwniki, Dzieci jak zaczynają kaszleć, to po landrynkach kaszel się nie rozwija, więc nie jest źle. Na razie przetestowałam poziomkowe (wybór Dziecia Starszego), miętowe (wybór Dziecia Młodszego), czarny bez i owoc dzikiej róży. Oczywiście najsmaczniejsze dwa ostatnie, bo to mój wybór. Dzieciom też bardziej smakują, niż to, co same wybrały. Jeszcze parę smaków do przetestowania jest, z solonym eukaliptusem eksperymentować nie zamierzam, mięta wystarczyła. Przede wszystkim jednak liczę, że wody pomogą.

 

Opublikowano podróże małe i duże, zakupy | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Złocista owsianka

Taka pora roku nastała, że człowiek cokolwiek osłabiony chodzi. Poza tym wiek też robi swoje. Wprawdzie powiadają, że jak człowiek w pewnym wieku obudzi się i nic go nie boli, to nie wie, że żyje, ja jednak wolałabym w inny sposób niż cierpiąc na jakieś nieustające dolegliwości odczuwać życie. Trzeba się więc jakoś wzmacniać. Świeże owoce cytrusowe, banany czy warzywa z chłodni to zdecydowanie nie to samo co owoce i warzywa sezonowe w sezonie, warto więc poszerzyć zestaw środków stawiających na nogi. Na ratunek ruszają więc suple i podobno cudowne przyprawy. Tak więc eksperymentuję z kurkumą na różne sposoby (jednocześnie uważając, by nie przedawkować, bo co za dużo to nie zdrowo). Dziś dodałam ją do śniadaniowej owsianki.

Złocista owsianka

1/2 szkl. płatków owsianych bio

garść ekologicznej białej morwy

garść ekologicznych jagód goji

garść ekologicznych rodzynek

1 płaska łyżeczka ekologicznej kurkumy

szczypta pieprzu czarnego

szczypta mielonego imbiru

duża szczypta cynamonu cejlońskiego

2 łyżeczki musu kokosowego

wrzątek

Suche składniki wymieszać, zalać wrzątkiem nieco ponad mieszankę. Wymieszać aż się mus kokosowy rozpuści. Zostawić na godzinę, żeby płatki i bakalie wchłonęły płyn. Jeść. Efekt – cóż, za samą kurkumą nie przepadam i na słodko średnio się sprawdza, ale imbir, cynamon i słodycz bakalii jakoś to przykrywają.

Zamiast musu kokosowego i wody można użyć po prostu mleka kokosowego, ale wygodniej zrobić je samemu z musu, który składa się w 100% z kokosa niż przemierzać sklepy i targowiska ewentualnie eksplorując czeluście internetu, by znaleźć mleko o czystym składzie. Można też dodać innego mleka roślinnego (zwierzęcego pewnie też), ale skoro czuję się tak nijako, że potrzebuję wzmocnienia to wymyślając potrawy czy napoje wzmacniające idę po linii najmniejszego oporu. Jeśli superśniadania/obiady/kolacje/napoje/przekąski podziałają, to może i kreatywność się obudzi. Tymczasem realizuję plan minimum.

Opublikowano śniadania | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Ciche miejsce

Świat opanowały niebezpieczne stwory, które reagują na każdy dźwięk i natychmiast eliminują źródło tegoż. Ludzie, którzy chcą przeżyć muszą milczeć, poruszać się bezszelestnie i opracowywać strategie przetrwania. Rodzina Abbotów przetrwała pierwsze kilkadziesiąt dni apokalipsy i gotowa jest zrobić wszystko by przeżyć. To tyle jeśli idzie o zarys fabuły, żeby obyło się bez spojlerów.

Film od początku trzyma w napięciu. Już pierwsze kadry sugerują, że coś jest nie tak, brak jest jakichkolwiek dźwięków, krajobraz bezludny, choć ślady po tym, że jeszcze do niedawna był zamieszkany nadal bardzo wyraźne. Kiedy dochodzimy do bohaterów to widać, że poruszają się bardzo ostrożnie a porozumiewają jedynie przy użyciu języka migowego. Kiedy ktoś próbuje się odezwać od razu jest uciszany. Przyczyny dziwnego zachowania dość szybko się wyjaśniają i od chwili, gdy widać potwora w akcji napięcie nie opada poniżej pewnego poziomu. Bywają jednak momenty, kiedy zdecydowanie się podnosi.

„Ciche miejsce” wymusza oglądanie w skupieniu, bowiem nie może być mowy o tym, że nie patrząc na obraz z dialogów domyślę się o co chodzi, skoro wszystkie są migowe. Kolejną zaletą filmu są potwory, a konkretnie to to, że nie za często je widać w pełnej okazałości, przemykają bowiem szybko i dopiero pod koniec seansu jest okazja, by się dokładniej temu monstrum przyjrzeć. Z pewnością i gorsze porażki widywałam, jednak od lat nie zmieniłam zdania i uważam, że najlepszy potwór to taki, którego nie widać, który pojawia się na mgnienie albo widoczny jest tylko kątem oka gdzieś zza krzaka czy spomiędzy drzew/ruin/kamieni. Ale ja niewspółczesna jestem.

Większość horrorów opiera się na tym że bohaterowie postępują po prostu głupio, a potem się dziwią. O ile na zdziwienie mają czas. Tylko „Ciche miejsce” nie jest typowym horrorem, jest filmem o ludziach, którzy w ekstremalnych warunkach zdecydowali się przeżyć, dlatego fakt, że pewne zachowania pełnoletnich bohaterów były dla mnie nie do końca zrozumiałe uważam za minus produkcji. Nie wielki, bo być może ktoś by mi racjonalnie umiał wytłumaczyć dlaczego jednak ich zachowanie było mądrzejsze niż proponowane przeze mnie. Zachowania dzieci też były nie zawsze racjonalne, ale to dla dzieci typowe. Co więcej, byłam w stanie je zrozumieć.  Skoro już o dzieciach mowa – małoletni aktorzy byli znakomici. Dorośli również, ale wiadomo, dziecko jeszcze bez szkół aktorskich to mu zasadniczo trudniej. Tym bardziej w filmie, w którym mówić zasadniczo nie może.

Gdyby mi przyszło oceniać ten film, byłoby to mocne 5/6, choć nie bardzo potrafię powiedzieć czego mi do tej szóstki brakło. Najprawdopodobniej właśnie „tego czegoś”, co sprawia, że uważam dzieło za wybitne a nie tylko za bardzo dobre.

Opublikowano film | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

Dziś, w 14. rocznicę śmierci kobiety, która doprowadziła w Polsce do rewolucji seksualnej obejrzałam wreszcie film poświęcony jej życiu i walce o wydanie swojej książki.  Film podzielony na trzy części: małżeństwo Wisłockiej ze Stachem i życie w trójkącie z przyjaciółką, romans z Jurkiem i (w sumie wątek przeplatający się z dowiem wymienionymi) walka o wydanie „Sztuki kochania”. Tak naprawdę to nigdy nie przeczytałam „Sztuki kochania” i nigdy nie interesowałam się biografią autorki, więc średnio mnie interesowało na ile wierną biografią jest film, dopiero po obejrzeniu doczytałam gdzieś, że mężczyzn w jej życiu było więcej. Ale chyba nie o to w filmie Marii Sadowskiej chodziło, by dokładną biografię przedstawić tylko raczej te wydarzenia z jej życia, które wpłynęły na to, że napisała i postanowiła wydać „Sztukę kochania”, czyli że to raczej historia jednej książki niż życie autorki. Wyszło dobrze. Magdalena Boczarska miała trudną rolę, bo nie dość, że musiała grać kobietę, która dla wielu nadal wiele znaczy, więc miała świadomość, że przez najbliższych „skandalistki” będzie oceniana, to jeszcze grać musiała młodą dziewczynę, młodą kobietę i dojrzałą kobietę. Wyzwaniu sprostała. Piotra Adamczyka nie lubię ale uważam, że do roli Stacha był idealny, bo jemu generalnie dobrze leżą role mężczyzn takich niezdecydowanych, co to sami nie do końca umieją określić czego chcą. Eryk Lubos w roli mężczyzny, który skutecznie potrafił uwieść kobietę, od której na starcie usłyszał, że jej się nie podoba – rewelacyjny, chociaż dla mnie i tak zawsze już chyba będzie Montagiem 451°Fahrenheita. Role trzecioplanowe też zapadają w pamięć. Danuta Stenka, choć pojawia się niemal epizodycznie, pozostaje w pamięci, podobnie jak Borys Szyc, chociaż odnoszę wrażenie, że on nie miał szczególnie trudno, bo zagrał samego siebie. Generalnie od strony aktorskiej do nikogo nie mogłabym się przyczepić nawet gdybym chciała. Czyli tak generalnie do filmu nie mam żadnych zastrzeżeń, co nie zmienia faktu, że po seansie zdecydowanie nie było mi wesoło. Najprawdopodobniej dlatego, że widząc co się dzieje obecnie w temacie dostępu zarówno do edukacji seksualnej jak i do środków antykoncepcyjnych zdawać by się mogło, że nic się nie zmieniło. Pod pewnymi względami jest nawet gorzej, bo jest internet, z którego o seksie można dowiedzieć się wszystkiego… czyli tego, że dziewictwo jest środkiem antykoncepcyjnym i że masturbacja powoduje rozmaite choroby także. Zależy na jaką witrynę się trafi. I zasadniczo nie bardzo jest gdzie prostować tę nabytą w sieci widzę, bo mało kto książki czyta, a w szkołach przecież nie będą takich rzeczy uczyć.

Tak swoją drogą czasem zastanawiam się, gdzie ja się wychowałam i kształciłam. Kończąc 8. klasę szkoły podstawowej miałam już podstawową wiedzę nt. antykoncepcji i możliwości zarażenia się wirusem hiv. I wiedzę tę wyniosłam właśnie ze szkoły, tę mniej podstawową zdobywałam od koleżanek. Dopiero dużo czasu później zorientowałam się, że jestem wyjątkiem, że na ogół takich rzeczy w szkole nie uczyli. I wygląda na to, że teraz też nie uczą. Co więcej nie ma gazet, z których młodzież mogłaby czerpać taką wiedzę, bo w tych wszystkich bravo girl popcornach na listy (do dziś dawni redaktorzy twierdzą, że autentyczne) odpowiadali fachowcy. Wiem, ktoś mógłby powiedzieć, że o takich rzeczach to się człowiek w domu powinien dowiadywać, ale niektórzy rodzice o seksie w ogóle rozmawiać z dzieckiem nie potrafią (bo jak, przecież to jeszcze dziecko, nawet jeśli jest w wieku, w którym ja już rodzicem byłam/byłem), inni nauczą tego co na naukach przedślubnych czyli coś o kalendarzyku czy wstrzemięźliwości i dzieć później ma ponosić konsekwencje konserwatywnych poglądów rodziców. Czyli film Marii Sadowskiej sobie, pobył w kinach czas jakiś, parę nagród zebrał, ogólne zachwyty takoż, teraz można nabyć płytę za 10 zł. w koszu w supermarkecie a sytuacja dotycząca edukacji seksualnej od lat się nie zmienia, a jeśli już to na gorsze.

 

Opublikowano film | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Makaron z jabłkami i różą

Skoro Potomstwu posmakował makaron z jabłkami, uznałam, że można poćwiczyć wariacje na temat. A ponieważ mam ostatnio bez przerwy ochotę na konfitury z płatków róży, to jak tylko sobie gdzieś (na ogół na jarmarku śniadaniowym) takowe zakupię, staram się je wykorzystać gdzie się tylko da. Nie ważne czy pasują czy nie. Mnie pasują wszędzie. Więc uznałam, że można by spróbować zapiec makaron z tą konfiturą. Wiem jednak, że płatki róży same w sobie są gorzkie i fakt ich posłodzenia nie sprawia, że ta gorycz ginie. Więc żeby zbyt gorzko cz nawet słodko-gorzko nie było, jabłka w makaronie też się znaleźć musiały.

Makaron zapiekany z jabłkami i różą

(proporcja na 2 keksówki)DSC04075

1 op. spaghetti

4 renety

4 jajka

1 słoiczek (320 g) konfitury z płatków róży (pewnie mniejszy ucieranych płatków róży też by się nadał)

masło do wysmarowania keksówek

Makaron ugotować (ewentualnie wcześniej przełamać), odcedzić, wystudzić. Wystudzony wymieszać z rozbełtanymi jajkami, obranymi i pokrojonymi/utartymi w plasterki jabłkami i konfiturą. Włożyć do wysmarowanych masłem/wyłożonych papierem foremek, piec ok. 45 min. w temp. 180 st. C. Równie dobrze smakuje podany na ciepło jak i na zimno, z tym że krojony po wystudzeniu mniej się rozpada.

DSC04076

Opublikowano obiady i kolacje | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz