O sprośnych wariacjach XXV

Wszelkie pulpety i kotlety rybne kojarzą mi się z koloniami, wczasami i innym stołówkowym jedzeniem, czyli zasadniczo do moich ulubionych potraw nigdy nie należały. Później uznałam, że może mi to nie smakuje, bo to z placówek masowego żywienia, a przecież wiadomo, że domowe lepsze, bo doprawione wedle własnego gustu. Niestety, okazało się, że te domowej produkcji wcale nie są smaczniejsze od tych ze stołówek. Tylko przychodzi czasem taki okres, że nudzą się wszystkie ryby, jakie się do tej pory robiło, a w końcu ryby (podobno) są super, więc jednak warto się wysilić i zrobić coś innego niż dotychczas. I kiedy tak sobie myślałam i myślałam, że aż niewiele brakowało, żebym została myśliwym, cóż to rybnego można zrobić na obiad przypomniały mi się pulpety mięsne z kaszą jaglaną i uznałam, że może by tak wykorzystać ten patent do zrobienia kotletów z ryby. W ten oto sposób kasza może „rozcieńczyć” smak ryby, a w dodatku – jak wskazywało doświadczenie z pulpetami mięsnymi – sprawi, iż danie wyda się lżejsze.

Kotlety rybne z kaszą jaglaną

1. 0,5 szkl. kaszy jaglanej podprażyłam w garnku o grubym dnie, zalałam 1,5 szkl. wrzątku i ugotowałam pod przykryciem. Wystudziłam.

2. Z 4 płatów śledziowych (ok. 0,5 kg) zdjęłam skórę. Płaty wrzuciłam do malaksera wraz z wystudzoną kaszą. Zmiksowałam.

3. Otrzymają paciaję (widać miksowałam zbyt długo) wymieszałam z 1 małą drobno posiekaną cebulą, sokiem z 0,5 cytryny, szczyptą soli morskiej, świeżo zmielonym pieprzem i 1 jajem.

4. Taką masę smażyłam na złoty kolor na oleju z pestek winogron.

Do tego ugotowałam ziemniaki i zrobiłam surówkę i  każdy dobierał sobie taki zestaw, jaki chciał. Ja jadłam tylko z surówką, nie widziałam bowiem powodu dla którego miałabym jeść kaszę w towarzystwie ziemniaków. Znaleźli się jednak tacy, którzy nie widzieli powodu jeść ziemniaków w towarzystwie kaszy, więc poprzestali na ziemniakach w towarzystwie surówki.

Nie powiem, że efekt mnie zachwycił, ale zdecydowanie było to jedyne tego typu danie z ryby, do którego zechcę powrócić. Tylko może następnym razem albo będę krócej miksować rybę z kaszą, albo zblenduję samą rybę i wymieszam z kaszą? W każdym razie takie kotlety ze śledzia i kaszy jaglanej to dobra opcja na czas przejściowych niedomogów finansowych.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

O tym, gdzie można znaleźć fantastyczne zwierzęta

…czyli tendencyjne streszczenie filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć z możliwymi spojlerami. Uprzedzam lojalnie tych, którzy produkcji jeszcze nie widzieli a wciąż mają w planach wybrać się do kina.

Tytuł podręcznika uczniów Hogwartu tak naprawdę nosi tytuł: Fantastyczne zwierzęta i gdzie je znaleźć i właśnie o tym traktuje. Dlaczego nasi tłumacze słówko where przetłumaczyli jako jak zupełnie nie rozumiem, ale widać mieli jakieś swoje ukryte motywy. Skoro zaś tytuł podręcznika w polskiej wersji językowej brzmi Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, to i film Davida Yatesa funkcjonuje u nas pod tym samym tytułem.

Wprawdzie z podręcznika dla uczniów Hogwartu wynika co innego, jednak film jasno pokazuje gdzie znaleźć niemal wszystkie fantastyczne zwierzęta. Otóż znaleźć je można w teczce niejakiego Newta Scamandra czyli późniejszego autora wzmiankowanego podręcznika. Jeśli zaś chcieć odpowiedzieć na pytanie stawiane przez polskich tłumaczy tytułu, odpowiedź również będzie prosta: wystarczy otworzyć rzeczoną walizkę.

Streszczenie (mówiłam, że będzie tendencyjne, prawda?): film opowiada o zwykłym, niemagicznym Kowalskim [wym. Kołolsky], który przypadkiem w Nowym Jorku, gdzie zamierzał otworzyć piekarnię, zetknął się z czarodziejami. Powielony tu zostaje stereotyp, że jak w amerykańskim filmie występuje Polak, to musi być piekarz, jednak moje patriotyczne uczucia nie zostały urażone: kiedy Kowalski otworzył walizkę, pełną swoich ponczkas dostałam ślinotoku. Czyli nie ważne: piekarz, lekarz czy informatyk, grunt, że dobry w swoim fachu.

Obsada: Colin Farrell jak zwykle przystojny i niepokojący czego się nie da powiedzieć o Johnnym Deppie, który występuje zbyt krótko, by wypowiadać się na temat jego gry aktorskiej ale wystarczająco długo, by stwierdzić, że się brzydko postarzał. I w dodatku w blond (siwych?) włosach i zaroście zdecydowanie mu nie do twarzy. Alison Sudol – urocza. Dan „Kowalski” Fogler takoż, choć z pewnością wśród kobiet budzi nieco inne uczucia niż Sudol wśród męskiej części widowni.Wcielający się w Newta Scamandra Eddie Redmayne może i urodą nie grzeszy (od podobania się jest Farrell) ale budzi sympatię, podobnie jak i cała jego menażeria.

Pozostałe wrażenia: Film jest politycznie poprawny do bólu. Wiem, niektórzy mogą to nazwać postmodernizmem i stwierdzić, że to zgodne z duchem czasu a ja i tak nie lubię politycznej poprawności w zbyt dużych dawkach. Wieść gminna zaś niesie, że dalej (jakby kto nie wiedział, to ma mieć 5 części) może być jeszcze bardziej poprawny politycznie. Przeżyję, i tak zamierzam oglądać kolejne części. Z uwagi na to, że miałam do wyboru wersje: 3D z dubbingiem albo 2D z napisami (była też jeszcze wersja 2D z dubbingiem ale jej zdecydowanie nie brałam pod uwagę), wybrałam wersję dwuwymiarową. Nie powiem, że to był błąd, pierwsze Pottery widziałam w wersji dubbingowanej i wolę tych doświadczeń nie powtarzać, ale podejrzewam, że w trzech wymiarach film zdecydowanie zyskuje. Jednak kiedy grali 3D z napisami, wolałam pójść na Plac zabaw, której to decyzji nie żałuję.

Wrażenia ogólne: gdybym powiedziała, że się zachwyciłam, skłamałabym. Jednak jeśli powiem, że bawiłam się dorze, to powiem prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Więc mówię: podczas seansu bawiłam się naprawdę dobrze.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

O promocji czytelnictwa

Jadę sobie dzisiaj tramwajem i nagle słyszę: Miłość to nie patrzeć na siebie nawzajem, miłość to patrzeć w tym samym kierunku. Mały Książę*. Jadę dalej, i słyszę to samo. Tramwaj zatrzymuje się na przystanku, rusza dalej, tym razem rozlega się: Dobre książki to te, które mówią o tym, o czym już wiemy. Rok 1984. To miłe, jechać tramwajem, czytać książę i słyszeć, że to dobra książka… Czytam bowiem Życie w fast foodzie Morgana Spurloka. I właśnie się dowiedziałam, dlaczego uważam tę książkę za dobrą. Później co przystanek zmieniał się cytat. I tak jakoś było, że żaden nie był dla mnie nowością…

Kiedy już przyszłam do dom i podłączyłam się do sieci, wyczytałam, że te czytające tramwaje to element szerszej inicjatywy Instytutu Informacji Naukowej i Bibliologii UMK. Tylko nie bardzo rozumiem dlaczego promowanie czytelnictwa ma polegać na przeszkadzaniu mi w czytaniu książki w tramwaju? Bo takie cytaty to jednak rozpraszają… No, ale bywają ciekawsze rzeczy. Jeśli ktoś we Wrocławiu porusza się komunikacją publiczną a konkretnie tramwajami, z pewnością zwrócił uwagę na zapowiedź przystanku Arkady Kapitol. Musiałam nieźle się wsłuchać, by zrozumieć wyśpiewywany tekst. I to dopiero za którymś razem. Do tej pory Dzieci od czasu do czasu mi to śpiewają. Swoją drogą, nie wiem czy przypadkiem tutaj,  w Toruniu każdy książkowy cytat był czytany dwukrotnie, żeby dać szansę zrozumienia, co też takiego rozlega się z głośnika, bowiem z dykcją wolontariuszy to też trochę średnio.

*Nie uczę się książek na pamięć, więc cytaty z pewnością nie są dosłowne. Ważne, że oddają, o co w nich chodzi.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 3 komentarzy

O ufaniu

Uff, udało się…  Paluszki nie tylko upieczone ale i zjedzone, kwiatek uszyty, recenzja napisana, teraz poddana korekcie. Mam nadzieję, że do jutra dostanę wersję poprawioną i wyślę do Naczelnego. Jak nie, to wyślę wersję bez korekty, ważne żeby się zmieść w podanym przez siebie terminie. Jeszcze tylko prezenta spakować, odzież Dzieciom przyszykować i można iść spać, bo jutro to już do południa spać nie można.dsc05455

Zaczynam więc ufać, że może czymś jeszcze da się blogi nakarmić, wszak przy porządkach słuchać można audiobooków, w kolejce do lekarza czy w autobusie poczytać książkę – i już jest o czym pisać na drugim blogu. A rękodziełem ozdobię ten bloguś… I od Nowego Roku – jak co roku – zacznę się rozglądać za źródełkiem własnych pieniędzy. Byleby tylko Dzieci zdrowe były…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O przedświątecznych dramatach egzystencjalnych

Tak jakoś wyszło, że tuż przed Mikołajem wypadają urodziny jednego z Dzieci. Niby impreza już była, ale dawno temu obiecałam uszyć kwiatka, takiego, jak siostrze pół roku wcześniej. I jeszcze zamiast – jak każda normalna matka – kupić Dzieciowi cukierki, żeby z okazji urodzin koleżanki i kolegów w przedszkolu poczęstowała, obiecałam, że paluszki halouinowe upiekę. Co gorsza, na Mikołaja obiecałam recenzję wysłać, a recenzje są głupie, bo raczej nie mogę napisać: może to i dobre, ale ja i tak czegoś takiego nie trawię czy beznadzieja, ale są dni, kiedy przyjemnie się taki badziew czyta tylko trzeba wyłuszczyć, co jest obiektywnie dobre, a co kiepskie. No, i przecinki muszą być tam, gdzie je postawić trzeba, a nie tam, gdzie ja je słyszę. Jednak kiedy się chce mieć jakieś audiobooki, a forsa na co innego potrzebna, to jakoś inaczej trzeba za nie płacić.

Poza tym trzeba jakoś prezenta mikołajkowe popakować, lekarza odwiedzić, chałupę ogarnąć (w tym okna pomyć), zacząć już się opierniczać świątecznie, kartki robić do przedszkola na konkurs, bombki takoż. Za chwilę także już potrzeba będzie ozdoby świąteczne na własne choinki szykować. Wszystko to oczywiście obok codziennych zajęć domowych, z którymi i tak niekoniecznie sobie radzę. I jak tu żyć? Jak znaleźć czas na pisanie blogów? Że już nie wspomnę o tym, że zdania nie rozpoczyna się od „że” wypadałoby na poważnie za jakimś źródłem dochodu się rozejrzeć.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 2 komentarzy

O lansie II

Ambitna jestem, więc postanowiłam zdobyć jak najwięcej fanów. Skoro moje wyrafinowane poczucie humoru nie jest mi w stanie tego zapewnić, podobnie jak moje nowatorskie (fakt, niekoniecznie skuteczne) próby radzenia sobie z dołkami psychicznym nie są w stanie zapewnić mi setek tysięcy unikatowych czytelników, postaram się ich przyciągnąć tym, co podobno przyciąga najbardziej: foodpornem i dzióbkami. Dziś i jedno i drugie. Fakt ani jedno ani drugie to nie ja, zarówno food jak i dzióbki dorwałam i sfotografowałam w toruńskiej sali zabaw Ukulele. Sama ani nie potrafię tak ładnie zdobić, ani takiego ładnego dzióbka zrobić. A w końcu liczy się nie kto gotował czy kto pozował, ale efekt.

dsc05383-2

Foodporn: piernikowa babeczka z kremem orzechowo-rumowym, espresso dopio, woda do espresso

dsc05404

Dzióbki: Angry Birds Star Wars

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

O czasopismach kobiecych

Kupuję choć nie czytuję. Czasem po prostu nie mogę nabyć jakiegoś filmu czy innego gadżetu, bez zakupienia dołączonego do niego czasopisma. W ten oto sposób stałam się posiadaczką grudniowego numeru Elle – po prostu spodobał mi się kalendarz, który nabyłam rok temu, a który miał przytwierdzony prawie na stałe ołówek. Na przyszły rok będę miała taki sam.

Samo czasopismo rozczarowało, bowiem brakło w nim jedynego, co mnie w tego typu prasie interesuje – horoskopu. Najlepiej zarówno na grudzień, jak i na cały przyszły rok. Znalazła się jednak rekompensata: przepis na krem daktylowy. Na jego bazie zrobiłam nutellę w smaku do złudzenia przypominającą tę ze sklepu. Z uwagi na to, iż to była wersja demo nie trzymałam się żadnych proporcji, co gorsza, całkiem świadomie pominęłam jeden ze składników. Ale i tak wyszło rewelacyjnie. Do tego stopnia, że poza mną okazję do spróbowania miał tylko Dzieć Starszy.

dsc05378Krem daktELLEowy

Orzechy laskowe podprażyć na patelni, następnie złuszczyć z nich skórkę. Takie przyprażone orzechy zblendować na masło, następnie dodać pozbawione pestek świeże daktyle, szczyptę albo dwie (ewentualnie więcej) cynamonu oraz pesteczki z jednej laski wanilii. Znów włączyć blender i wyłączyć go dopiero, gdy masa będzie całkiem gładka… albo gdy stanie się podejrzanie gorący. W tym drugim przypadku odczekać jakiś czas i znów miksować. Następnie zrobić sobie dobre, świeżo palone espresso i oddać się rozkoszom zdrowego odżywiania się.

Składnikiem, który świadomie pominęłam było kakao. Po prostu zapomniałam o brownieskach, jakie one smaczne, za to pamiętałam próby łączena daktyli z czekoladą, i ich niekoniecznie zadowalający mnie wynik. Tutaj jednak kakao pięknie by się łączyło z aromatycznymi (bo podpieczone pachną cudownie) orzechami laskowymi. Cóż, ten błąd się jeszcze naprawi… robiąc krem w ilościach wystarczających dla wszystkich członków rodziny.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

O pogodzie

Spieszmy się fotografować śnieg. Tak szybko się topi…

dsc05366

dsc05368

dsc05355

dsc05358

dsc05364

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 15 komentarzy

O sprośnych wariacjach XXIV

Jaglanka z sardynką czyli nie zawsze musi być słodko

0,5 szkl. kaszy jaglanej

1,5 szkl. wody

mała puszka sardynek w sosie własnym

dymka ze szczypiorem

odrobina soli kamiennej

pieprz

sok z cytryny

olej lniany tłoczony na zimno

Kaszę ugotować w 1,5 szkl. wody z odrobiną soli. Po ugotowaniu wymieszać z osączoną i trochę ugniecioną widelcem sardynką, posiekanym szczypiorem z dymką, świeżo zmielonym pieprzem, sokiem z cytryny i olejem lnianym.

Nie jest do może najzdrowsze połączenie, Marek Zaremba w książce Jaglany detoks, która natchnęła mnie do częstego spożywania jaglanki i do eksperymentów z tą kaszą pisze, że nie należy łączyć białka z węglowodanami. Jednak tak naprawdę robimy to na co dzień, łącząc płatki śniadaniowe z mlekiem czy jogurtem, jedząc kanapki z serem i wędliną czy na obiad ziemniaki z mięsem… i jakoś żyjemy. Więc od czasu do czasu zajadam się taką jaglanką z rybą z puszki i zdecydowanie wolę to niekoniecznie zdrowe połączenie od ziemniaków z mięsem.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

O satysfakcji… czy raczej jej braku

Kupiłam sobie, za oszałamiającą kwotę 7 (słownie: siedmiu) polskich złotych biografię Stonesów. Na ową biografię składają się: kilkustronicowa książeczka i 50-minutowy film. Fanką The Rolling Stones nigdy nie byłam ale z bliżej nieznanych przyczyn do Jaggera mam słabość… zwłaszcza kiedy patrzę, jaką, mimo wieku, w tym lat spędzonych na chlaniu i ćpaniu energią emanuje na scenie. Lubię też patrzeć na Keitha Richardsa, który nie może o sobie powiedzieć, że ma tyle lat na ile wygląda… bo ludzie tak długo nie żyją.Tymczasem on nie tylko żyje, ale i jeśli chodzi o rozpierającą go energię, nie ustępuje Jaggerowi.dsc05326

Oczywiście określenie fanką nie jestem nie oznacza bynajmniej, że ich nie lubię. Tyle lat są aktywni muzycznie, że musi w ich dorobku znaleźć się coś, w czym się zakocham… choćby przelotnie. Zupełnie nieprzelotnie uwielbiam Paint it black, ale faktycznie, wszystko inne to już miłości bardzo tymczasowe. Więc kupiłam sobie tę płytę z książeczką… i tak naprawdę nie bardzo wiem czego oczekiwałam. Wszak z czasów, kiedy czytywałam Tylko Rocka (teraz magazyn – o ile jeszcze w ogóle istnieje – nazywa się chyba ździebko inaczej) jakie takie pojęcie o historii zespołu miałam. 50 minut filmu także nie jest w stanie dać większego niż jako-takie pojęcia o historii zespołu. Więc jedyną rzeczą, której wcześnie nie wiedziałam był fakt, iż Brian Jones, jeden z założycieli Stonesów, który swojego czasu rozstał się z zespołem, nie zaćpał się na śmierć, jak mi się do niedawna wydawało, tylko został zamordowany. Fakt, morderca przyznał się dopiero w 1993 roku, ale widać ja czytywałam starsze biografie zespołu. To akurat było w książeczce, na filmie tylko wspomniano, iż zwłoki Jonesa znaleziono w jego basenie. Generalnie po zapoznaniu się z materiałem, mogę zanucić za Jaggerem: I can’t get no satisfaction… Chociaż niby dlaczego za 7 PLN miałabym się satysfakcji spodziewać?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz