O święcie Wszystkich Świętych

Tak, zdecydowanie bardziej skłonna jestem obchodzić to święto czy jutrzejszy Dzień Zaduszny niż to, które było wczoraj. Chociaż coraz bardziej rozumiem przewagę Halloween nad dniem Wszystkich Świętych. Kiedyś, kiedy ludzie byli mniej mobilni, od pokoleń żyli w jednym miejscu łatwiej było w te święta pielęgnować groby najbliższych. Dzisiaj jednak, w ciągłym pośpiechu wyprawa na odległe czasami dziesiątki a czasami więcej kilometrów groby bliskich to raczej powód do narzekań niż refleksji. Do niedawna w ogóle nie miałam zmarłych bliskich mi osób, więc po zapadnięciu zmroku lubiłam sobie w ten dzień pochodzić po cmentarzach, popatrzeć na setki płonących zniczy… Tymczasem od czasu pogrzebu ojca nie byłam na jego grobie. Jednak, żeby nie powiększać statystyk wypadków na drogach w długi listopadowy weekend, postanowiłam grób ojca odwiedzić odpowiednio wcześniej. Oczywiście nie widziałam powodu, żeby Dzieci ze sobą na cmentarz zabierać, bo je energia nazbyt mocno roznosi, więc pojechałam tam sama, zdawać by się mogło dokładnie poinstruowana przez matkę gdzie szukać grobu. Miało to być pod koniec głównej alejki po prawej stronie. W ten oto sposób zwiedziłam bardzo dokładnie całkiem sporą część cmentarza po prawo od głównej alejki… i nic. Owszem, mam dziury w pamięci, ale nie aż takie, żeby zapomnieć, jak się ojciec rodzony nazywał. Próbowałam zadzwonić do dom a tymczasem okazało się, że pieniądze na karcie mi się skończyły. Udało mi się jednak dodzwonić dzięki uprzejmości przygodnie spotkanej dziewczyny. Komórkę miała chyba jeszcze starszą niż moja, więc mogła mi ją na chwilę powierzyć bez obaw, że ukradnę. Ale i tak doceniam gest. Zadzwoniłam, rozmawiam z matką a ona upiera się, że to na prawo od kontenerów ze śmieciami… Nie, to niemożliwe, zwiedziłam dokładnie. Gdzieś z tła doszedł mnie głos siostry, że to jednak na lewo, choć matka twardo stała na swoim stanowisku. Żeby mi ułatwić powiedziała, że to było koło pięknej brzozy… Tak więc idąc – tym razem na lewo od głównej alejki, nie szukałam już grobu, tylko wypatrywałam pięknej brzozy i dopiero jak takie drzewo zobaczyłam, zaczęłam rozglądać się za odpowiednim nagrobkiem. Znalazł się bez problemu, po prawej stronie od alejki… która znajdowała się po lewej stronie od głównej alei. Grunt, że się znalazł i nie musiałam z wieńcem i zniczami wracać do domu rodzicielki. Szkoda natomiast, że nie miałam ze sobą aparatu, bo to był taki piękny, słoneczny dzień i cmentarz się tak ładnie, jesiennie, refleksyjnie prezentował…

Tymczasem dziś pogoda nie nastrajała do jakichkolwiek, nie tylko cmentarnych spacerów, co jednak nie przeszkadzało mi odwiedzić najbliższej, przykościelnej nekropolii. I z niej właśnie pochodzą zamieszczone fotografie.

dsc05127dsc05129

dsc05132dsc05133

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s