O piątku 13.

Niby piątek jak każdy inny. Dla pracujących na etacie – początek weekendu, jak co tydzień. Ale dla przesądnych… Dla mnie ani to początek weekendu, bo mój tydzień ma 7 dni, ani szczególnie pechowy dzień, bo choć jestem przesądna, w ten akurat przesąd nie wierzę. Ale skoro już trafił się dziś ten dzień, a miesiąc temu jakoś to „święto” przegapiłam, uznałam go za dobrą okazję to obejrzenia zakupionej jakiś czas temu płyty z koncertu The Stranglers. Płyty zatytułowanej Friday the thirteenth. The live at Royal Albert Hall czyli koncertu, który odbył się w piątek 13 czerwca 1997 roku w Royal Albert Hall w Londynie.

Sam zespół znam od dawna… mam prawo, wszak istnieje on na świecie mniej więcej tyle lat co ja. Zespół powszechnie znany, choć kiedy podam nazwę, zazwyczaj widzę wielkie oczy i słyszę: a co to za kapela? Nie zna… Dopiero jak przychodzi do szczegółów, to nagle się okazuje, że Always the Sun czy Golden Brown zna każdy. Nawet zdarzyło mi się być na ich koncercie, kiedy w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej grali we Wrocławiu. Wówczas zrozumiałam, dlaczego mówiono o nich, że są ojcami chrzestnymi punk rocka… choć wcześniej myślałam, że tym ojcem jest Iggy Pop. Widać Bóg nie bardzo ufał punk rockowi, skoro mu kilkoro chrzestnych przydzielił.

Koncert w Royal Albert Hall nie potwierdza opinii o związkach Stragnlersów z punk rockiem… ale to pewnie dlatego, że zespołowi towarzyszy żeńska orkiestra smyczkowa Electra Strings. Zaczyna się elegancko: wokalista Paul Roberts w garniturze i pod krawatem wyśpiewuje spokojniejsze kawałki, wśród których usłyszeć można Skin Deep, Always the Sun czy moje najulubieńsze Midnight Summer Dream. Jednak od początku widać, że taka elegancja to niekoniecznie coś, w czym Roberts czuje się najlepiej. Momentami odnosiłam wrażenie, że energia go rozpiera i tylko czeka na co żywsze kawałki. Faktycznie z czasem rozkręca się coraz bardziej, utwory są coraz żywsze (All Day and All of the Night, Duchess, No more Heroes czy wieńczące koncert Summer in the City), coraz bardziej przeszkadza mu elegancki strój więc kończy już bez marynarki, krawata i w rozpiętej koszuli.

Koncert bywa lepszym towarzyszem prac domowych niż film – wystarczy dać ponieść się muzyce, nie trzeba przez cały czas patrzeć na ekran… Tylko że filmy nie wywołują u mnie takiej potrzeby pójścia do kina, jak koncerty osobistego udziału. Ale to pewnie dlatego, że na koncercie byłam ostatnio dużo dawniej niż w kinie. I jak na razie nic nie zapowiada, żeby to się miało zmienić.

To już z innego koncertu… ale zawsze piękne.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O piątku 13.

  1. jaszmij pisze:

    Sztanglersi są super, metrum 7/8 rządzi (Goldenbrown)

    • jukkasarasti pisze:

      Tak, że są super to wiem, ale co do metrum w muzyce i gdziekolwiek indziej to ja nie znaju. Przyjmuję na wiarę, co piszesz, bo faktycznie Goldenbrown kocham. Nie tak, jak Sen nocy letniej, ale jednak…

  2. Pingback: O powtarzaniu się | Jak kura pazurem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s