O Mikołaju

Wiem, obchodzi imieniny dopiero za parę dni, ale skoro jeszcze przed tym Młodszy Dzieć ma urodziny, to w ferworze przygotowań mogę zapomnieć, że nie tylko dzieci mogą coś chcieć ale i ja. No to ja chcę od Mikołaja młynek do kawy. Taki zwykły, udarowy. Bo żarnowe to są jakby cokolwiek awaryjne i w dodatku głośne, że już o cenie nie wspomnę. Zresztą, kawę to ja mielę w całkiem przyzwoitym młynku ręcznym… a właśnie, przy okazji tego młynka ręcznego, to Mikołaj mógłby mi nakrętkę na jedną ze śrubek kupić, bo chyba ją wypiłam razem z kawą tudzież wyrzuciłam razem z fusami i teraz, jak chcę kawę zmielić, to mi się młynek rozwarstwia. To jest jednak średni problem. Większym zaczyna być, kiedy Starszy Dzieć próbuje mielić kawę. Tak, bo ona kawosz. Po mamie, tylko mama trochę później zaczynała. A ten młynek udarowy (wie Mikołaj, to taki z ostrzami… sama do niedawna nie wiedziałam, że on się tak nazywa) to mi potrzebny do mielenia siemienia lnianego tudzież innego ostropestu plamistego, bo, podobnie jak kawa, takie świeżo mielone, lepsze. Nie powiem, że smaczniejsze, bo żadne siemię lniane ani ostropest nie jest smaczne, ale skoro jem to na zdrowie, to wypadałoby to jeszcze zdrowszym uczynić.

A żeby Mikołaj sobie nie pomyślał, że ja taka roszczeniowa i nic nie robię tylko mam życzenia, to ja specjalnie dla Mikołaja posłuchałam sobie przygód o Jego imienniku, małym Mikołajku. No, świętym to ten Mikołajek z pewnością nie zostanie… chyba że mu się na stare lata odmieni. Właściwie odmieniło, bo od kiedy Jean Jacques Sempe go opisywał, to już dużo lat minęło i właściwie ten Mikołajek to mógłby być moim ojcem. Konkretnie to słuchałam Rekreacji Mikołajka. Czytał Artur Barciś. Słuchałam wcześniej dwóch poprzednich części przygód Mikołajka, ale chyba niezbyt mi do gustu przypadły, bo teraz ani śladu na swoich mniej lub bardziej twardych dyskach po nich nie mam. Bo ja generalnie nie lubię takich dzieci jak Mikołajek i inne chłopaki. Nawet kiedy byłam w mikołajkowym wieku to nie lubiłam, bo ja byłam bardzo spokojnym dzieckiem. Nie, żeby od razu grzecznym, co to to niekoniecznie… No, ale ja też i chłopcem nigdy nie byłam. Serio. Zresztą, św. Mikołaj chyba to wie, bo jakoś nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek samochodzik czy żołnierzyki dostała. Ale rózgę to już a i owszem, i to nie raz. W każdym razie choć za Mikołajkiem nie przepadam, to w wykonaniu Barcisia mi się podobał. Co dziwi o tyle, że za Barcisiem na ogół też nie przepadam. Ale tutaj miał miejsce (nie jedyny) wyjątek od tej reguły, bo tak zasadniczo to Artur Barciś naprawdę dobrym aktorem jest. Kiedy czyta opowieści Mikołajka, to odnoszę wrażenie, jakbym dziecka słuchała, ale kiedy cytuje rozmowy swoich rodziców, to już słyszę rozmowy dwojga dorosłych ludzi. Może nie jest to teatr jednego aktora na miarę Krzysztofa Gosztyły, ale i klasa czytanych utworów inna. Swoją drogą chciałabym posłuchać Barcisia czytającego bardziej poważną książkę… ale pewnie też dałby radę.

I tak słuchając sobie tego Mikołajka, pomyślałam sobie, że jednak podziwiam J. J. Sempe za to, że będąc już dorosłym człowiekiem umiał tak wiarygodnie przedstawić świat widziany oczyma dziecka. Ja z wieku mikołajkowego to owszem, pamiętam nauczycielki, pamiętam towarzystwo z klasy (tak mniej więcej), ale żebym pamiętała tok myślenia, refleksje nad tekstami nauczycieli? I umiała to oddać w taki sposób, jak to wówczas widziałam? I jednak bez względu na to, jakie mam uczucia do Mikołajka i innych chłopaków, i bez względu na to, kto czyta inne części serii, które jeszcze posiadam, wysłucham wszystkiego do końca. Warto. Choćby po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to nie było tak, że kiedyś do dzieci były spokojne i grzeczne, a dziś to jakieś AD/HD (nie mam na swojej klawiaturze takiej błyskawicy, jaką się pisze przy nazwie zespołu AC/DC więc ukośnik robi mi za tę błyskawicę i to nie jest błąd tudzież przypadek). Nie, albo ADHD istniało od zawsze i tylko nikomu nie przychodziło leczyć go psychotropami, albo też nie istniało nigdy, tylko niektóre dzieci (te lepiej odżywione) były bardziej pobudliwe od innych. A tak poza tym, to jednak naprawdę można się przy niektórych kawałkach uśmiechnąć… a przy innych zastanowić, czy mnie moje dzieci niedługo nie będą widzieć tak, jak Mikołajek swoich rodziców. Chociaż on właściwie z sympatią o nich mówi… Tylko są dla niego, jak chyba wszyscy dorośli dla dzieci – jakby trochę z kosmosu.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s