Gwiezdne kropki… znaczy wojny

Tak wygląda Anakin Skywalker

anakin skywalker

a z tego będzie(?) Han Solo

han solo

Podobno łączenie kropek uspokaja. Podobno…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Reklamy na YT

Nie wiem dlaczego ale dopiero zupełnie ostatnimi czasy kiedy chcę obejrzeć jakiś teledysk na YT zaczęły mi wyskakiwać reklamy. Gorzej, że mają się one nijak do treści filmików, które chcę oglądać. Czyli chcę Dzieciowi włączyć taką np. Laleczkę z saskiej porcelany a tu mi reklama prezerwatyw wyskakuje, a żeby pominąć reklamę trzeba obejrzeć jej co najmniej połowę. I jak tu włączać Dzieciom piosenki czy bajki z internetu???

Na szczęście i tak większość chorobowego spędzają na kolorowaniu wg klucza. Jeszcze niedawno był duży wybór takich rzeczy, jednak jak mi się Dzieci pochorowały i chciałam je zająć czymś innym niż mama, która w końcu też ma swoje obowiązki i czymś innym niż TV, która ogłupia, psuje wzrok itp., to już tylko starłosrsy były. Konkretnie to jedna kolorowanka wedle wzoru (czyli pola o określonym numerze maluj na określony kolor). Gorsza była druga książeczka. Niby proste: połącz kropki. Tylko przestaje być proste, jak tych kropek jest kilkaset na kartce z czego do niektórych jest przypasowane po kilka cyfr. Pół dnia spędziłam na rysowaniu Anakina Skywalkera, Dzieci spasowały ledwie to zobaczyły. Może w któryś dzień załączę fotografię, zarówno samych kropek jak i gotowego rysunku. Ale to tylko o ile dostanę jakiegoś audiobooka do zrecenzowania, bo tracić czas tak zupełnie bezproduktywnie to się nie godzi.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 4 komentarze

Festiwal Kolorów

…się odbył. W minioną niedzielę. I ja tam byłam… z Rodziną, więc niewiele zdjęć zrobiłam, bo Dzieci pilnowałam, za Dziećmi latałam i wodę im kupowałam, by się przekonać, że Małżonek mnie ubiegł i kupił im ajsti. Przeglądałam na toruńskiej Wyborczej fotorelację z tej imprezy – było kilkadziesiąt fotografii i wszystkie wydały mi się jednakie, więc w sumie dobrze, że ja tylko cztery zamieszczam. Tak naprawdę bowiem żadne fotografie nie są w stanie oddać klimatu tego typu imprezy.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 4 komentarze

Minionkowy zawrót głowy

minionki plakatCzeka człowiek kiedy minie minionkowa moda a tu tymczasem na ekrany kin z końcem czerwca ne ekrany kin wchodzi kolejny film z tymi stworkami. W związku z tym minionki atakują galerie handlowe i każdy kto chce może się z nimi spotkać. Moje dzieci chciały, więc się wybraliśmy. Tak z uwagi na nazwę studia, w którym wyprodukowano film nie mogłam powstrzymać się od połączenia go z pralinką, którą uraczyłam się do południowej kawy, spożywanej w rzeczonej galerii. I tak zastanawiam się czy przypadkiem nazwa kawiarni Sowa, z której pochodzi owa pralinka też nie ma coś na rzeczy, bowiem jak powiadali nie tylko w miasteczku Twin Peaks ale i w słowiańskiej demonologii podają sowy nie są tym, czym się wydają.

illuminati

No, ale dość już spiskowych teorii dziejów, czas przejść do szczegółów spotkań z małymi, żółtymi stworkami. Atrakcji było dużo, chociaż bez przesady. Mnie ominęła jedyna, na którą miałam ochotę czyli przejazd minionkobusem. minionkowoCóż, Dzieci moje nie dorosły jeszcze do tego, żeby od dóbr materialnych bardziej cenić wrażenia i przeżycia więc skoro w kole fortuny wylosowały jedno maskotkę a drugie balonik to wolały tych nagród nie wymieniać na przejażdżkę. Rzec by się chciało: cóż, ich strata, tylko że w tym wypadku moja także. Bo to ja chciałam się przejechać takim piętrowym autobusem jakie to w Anglii bywają. Tymczasem Dzieci wolały pokolorować minionki, pograć w minionkowe gry komputerowe, obejrzeć któryś ze starszych filmów, porobić sobie zdjęcia z minionkami, minionkiem i Gru oraz zdjęcia w kabinie z minionkowymi akcesoriami.minonki do oglądania Pomalowały sobie też twarze tak, by wyglądać jak minionki i początkowo się krzywiłam na mało fachowy makijaż. Przestałam się krzywić, jak przypomniałam sobie jak fajnie zmywa się taki bardzo fachowy wykonany, który idealnie pokrywa całą twarz. Z atrakcji „plenerowych” obok wspominanego minionkobusu był też dmuchawiec do skakania i zjeżdżania. Z tej atrakcji z radością skorzystały. Później nie było już tak radośnie, bo przy okazji okazało się, że buty moich Dzieci nie są tak oryginalne jakbym chciała i kiedy przyszło do zakładania obuwia po zejściu z dmuchawca wynikł problem, które buty czyje. zdjęcie z minionkiemNajprościej miał Dzieć Starszy, bo w jego rozmiarze była tylko jedna para obuwa, gorzej Dzieć Młodszy i Bliżej Niezidentyfikowany Dzieć Inny, bo nie dało się ustalić, które buty czyje i nawet były problemy ze skompletowaniem pary. I coś mi się wydaje, że Dzieć Młodszy nabawił się butów wprawdzie w tym samym rozmiarze który nosi ale uprzednio noszonych na nieco większej stopie. Cóż, następnym razem będę w podobnych sytuacjach chować buty Dzieci do torebki.

Przez chwilę dorośli z mojego pokolenia też mogli poczuć się jak dzieci. A konkretnie to przypomnieć sobie własne dzieciństwo i pobyt w sklepach kiedy padało hasło, że pomarańcze, kawę czy inne dobra luksusowe rzucili. Kolejka do koła fortuny bowiem ciągnęła się przez pół galerii i ludzie potrafili tam stać godzinami. Jednak komitetu kolejkowego nie zauważyłam… Ale to może dlatego, że wcześnie przyszłam i krótko stałam.

minionki-kouo fortuny

minionki-kolejka

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 6 komentarzy

Recykling

Kiedyś, jak się prezenty pakowało w papier, to po odpakowaniu (zwłaszcza jak to było urocze bądź tylko nerwowe zdarcie papieru) papier się wyrzucało. Teraz modne są papierowe, całkiem mocne torebki. Cóż można później z taką torebką zrobić? Oczywiście podać dalej. Nie jest to niczym nagannym, wręcz powiedziałabym, jak najbardziej godnym pochwały, bo to i o oszczędności i o ekologicznym podejściu świadczy. Tylko czasem nachodzi taka refleksja: czy jeśli na opakowaniu, w którym Dzieć dostał prezent jest napisane: od Zdzisi dla Krysi a Dzieć nie jest ani Zdzisią ani tym bardziej Krysią, to należy owej Krysi dać prezent, ze słowami: To chyba dla Ciebie. Tak przynajmniej jest napisane na opakowaniu?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Miniony weekend

…upłynął mniej więcej intensywnie. Czyli w piątek truchcikiem z przedszkola do pobliskiej galerii w której zagościły Smerfy. Truchcikiem, bo warto było zdążyć na przedstawienie z tymi sympatycznymi(?) stworzeniami. A potem to konkursy, zdjęcia ze Smerfami, obiad w galerii i powrót do domu.

smerfastycznie w galerii handlowejsmerfy w galerii

Sobota zaś upłynęła na wycieczce najpierw na Bulwar Filadelfijski, gdzie Dzieci uczyły się m.in. jak przesadzać kwiatki i jak robić naleśniki, brały udział w jakichś konkursach etc., po czym udaliśmy się do wód, znaczy na fontannę cosmopolis gdzie można było spotkać Wiedźmina i ekipę, znów brać udział w konkursach, obejrzeć walki wiedźmińskie, dać się zakuć w dyby bądź kajdany a nawet podłożyć głowę pod topór czy poćwiczyć strzelanie z łuku. Dzieciątka wprawdzie z celnością miały problemy ale przynajmniej daleko strzelały. Celność zawsze można poćwiczyć, ważne, że już wiedzą, jak napiąć cięciwę. Mama oczywiście nawet nie próbowała wziąć do ręki łuku, wszak zna swoją celność…

wiedźmiński pojedynejwiedźmin

wiedźmin-głowa pod topórterefere qq strzela dziecko z łuku

I w sumie cieszę się, że niedziela upłynęła na niczym. Nie wiem, czy się starzeję czy to kwestia zmiennej pogody, ale czułam, że na nic nie miałam siły. Więc w sumie dobrze, że deszcz nie pozwolił wyjść z Dziećmi na place zabaw a Zielone Świątki – do galerii handlowych, by skorzystać z tamtejszych atrakcji.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarze

Rogaliki marcepanowe

…wymyślił sobie Dzieć Starszy z okazji urodzin. Konkretnie wymyślił sobie, że nimi będzie częstować koleżanki i kolegów w przedszkolu. Przepis na pierwszy rzut oka wyglądał prosto:

250 g masy marcepanowej

120 g cukru

1 białko

1/2 łyżeczki skórki startej z niewoskowanej cytryny

kilka kropli olejku migdałowego

80 g kuwertury z czekolady mlecznej

1. Do miski wrzucić masę marcepanową, cukier, białko, skórkę cytrynową oraz olejek migdałowy i zagniatać ręcznym robotem z mieszadłami hakowymi, aż do otrzymania gładkiego ciasta.

2. Piekarnik rozgrzać do 180 st. C (z termoobiegiem do 160 st.C).

3. Zwilżonymi w wodzie dłońmi uformować rogaliki.

4. Rogaliki umieścić na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i piec na środkowym poziomie piekarnika ok. 15 min. Studzić na kratce.

5. Połamaną na kawałki kuwerturę stopić na parze. W roztopionej zanurzać czubki rogalików i ułożyć na kratce, do zastygnięcia kuwertury.

Proste by to było gdyby nie fakt, że masę marcepanową najłatwiej nabyć w okresie okołoświątecznym a Zielone Świątki nie zaliczają się do tego okresu. Poza tym skład kupnej masy marcepanowej pozostawia wiele do życzenia. Nie pozostawało więc nic innego, jak taką masę zrobić własnoręcznie. W tym celu 200 g migdałów zalałam wrzątkiem po czym obrałam ze skórki. Wrzuciłam je do miksera wraz z kilkunastoma pestkami gorzkiej moreli i miksowałam dopóki nie byłam w stanie z powstałego proszku sklejać kulek. Do klejącego proszku dodałam ok. 150 g syropu klonowego i kieliszek wódki (wolałabym rum ale w jednym jaki miałam moczą się laski wanilii czyli to już nie rum a esencja waniliowa) po czym miksowałam dalej. Okazało się, że masa wychodzi cokolwiek za rzadka, więc zagęściłam ją sypanym bez odmierzania brązowym cukrem pudrem. Kiedy masa otrzymała prawie pożądaną (bo wciąż jednak nieco zbyt rzadką) konsystencję, odmierzyłam z niej 250 g, zawinęłam w folię spożywczą i schowałam na 24 h do lodówki. Pozostałości wraz z Dziećmi zjadłam. Znaczy dobre wyszło. I nawet zdrowe, wszak amigdalina czyli wit. B17 zawarta w gorzkich pestkach moreli podobno posiada antyrakowe właściwości.

Dnia następnego przystąpiłam do tworzenia rogalików. Do masy dodałam białko, cukier i skórkę z cytryny po czym zagniatałam rękami. Z olejku migdałowego zrezygnowałam, wystarczyły mi gorzkie migdały w marcepanie. Masa wyszła – jak się spodziewałam – cokolwiek zbyt rzadka, więc zagęszczałam ją, sypaną również na oko, mąką kokosową. Migdałowa czy orzechowa byłaby równie dobra, ale jedyną jaką posiadałam była kokosowa. Kiedy ciasto osiągnęło pożądaną konsystencję czyli taką, z jakiej dało się formować rogaliki postępowałam dalej zgodnie z instrukcją.

Upieczone i ostudzone rożki moczyłam w roztopionej czekoladzie deserowej.

Z podanej receptury powinno, zdaniem autorów przepisu, wyjść ok. 40 rożków. Nie wiem jakiej wielkości, bo mnie wyszło 17 i to dość małych, a jakby nie patrzeć ciasta, z uwagi na zagęszczanie mąką kokosową, miałam cokolwiek więcej. Tak więc nawet nie spróbowałam, jak mi wyszło, bowiem wyszło dokładnie tyle, żeby poczęstować wszystkie dzieci w grupie+Panie Przedszkolanki. Jeśli frekwencja będzie 100% to nawet dla Jubilatki nie wystarczy. Czyli trzeba będzie wrócić do pomysłu, bo jeśli rogaliki smakowały tak, jak surowa masa, to warte są tego, żeby i domownicy je zjedli.rożki

źródło przepisu na ciastka: Moja ciasteczkowa książka kucharska My Little Pony

masę marcepanową robiłam na podstawie kilku różnych przepisów znalezionych w sieci, które połączyłam z własną inwencją twórczą

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Do szkoły czas, do szkoły czas…

…wrześniowy wstał poranek. Do jasnych sal, do szkolnych klas wejdziemy roześmiani…. No dobra, ta piosenka, którą kojarzę z mojego dzieciństwa aktualna stanie się dopiero za kilka miesięcy. Tymczasem rekrutacja do szkół podstawowych się zakończyła. Próbowałam zapisać swoje Dzieci do dwóch szkół, z których ta, którą podałam jako szkołę pierwszego wyboru nie była naszą szkołą rejonową. Istniało kilka kryteriów, które sprawiały, że dzieć spoza rejonu zyskiwał dodatkowe punkty przy rekrutacji. Jednym z nich była niepełnosprawność rodzica/opiekuna. No to podałam swój stopień lekki, niech się papier na coś przyda. Innych kryteriów dodatkowych takich jak bliskość miejsca zamieszkania czy bliskość miejsca zatrudnienia jednego z rodziców nie spełnialiśmy.

Wczoraj, tzn. w poniedziałek ogłoszono wyniki: Dzieć Starszy trafił do Szkoły Pierwszego Wyboru, Dzieć Młodszy – do Rejonowej. Nie wiem, co powiem we wrześniu, jak poznam rozkłady zajęć, na razie jest to układ na swój sposób idealny. Przynajmniej dla Dzieci. Zastanawia mnie jednak logika takiego podziału. Ojciec pracuje z dala od Szkoły Pierwszego Wyboru, matka niepełnosprawna. Wprawdzie lekko, ale jednak. Więc co zadecydowało o tym, że owa niepełnosprawna matka (bo przecież nie pracujący ojciec) zmuszona jest zasuwać po potomstwo do dwóch różnych szkół? Czyli – konkretnie – kto wymyślił niepełnosprawność jednego z rodziców jako kryterium umożliwiające dziecku uczenie się nieco dalej od domu? Na mój zdemielinizowany rozum to racze powinno być kryterium przemawiające za tym, żeby dziecia przyjąć jak najbliżej miejsca zamieszkania czyli jeśli rodzic jest niepełnosprawny a szkoła bliższa albo miejscu zamieszkania albo zatrudnienia któregokolwiek z rodziców – to jak najbardziej przyjmować, ale jeśli i rodzic niepełnosprawny i szkoła daleko to może lepiej wysłać do rejonowej? Do rodzeństwa?

Ale jak już napisałam – ja nie narzekam. Ja tylko pewne rzeczy próbuję zrozumieć. Narzekać ewentualnie będę od września, wówczas będę miała rok, żeby ewentualnie Dziecia Młodszego próbować zapisać do tej samej szkoły, do której uczęszcza Dzieć Starszy. Wówczas bowiem Dzieć Młodszy spełniać będzie dwa dodatkowe kryteria (zakładając oczywiście że nic się nie zmieni): 1) niepełnosprawność jednego z rodziców (bo przecież nie wyzdrowieję) i 2) rodzeństwo w tej samej placówce. Czyli to już będzie zdecydowanie bardziej logiczne.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | 3 komentarze

Bond. James Bond na dobre zakończył służbę u Jej Królewskiej Mości

Nie będę go wspominać tak, jak wczoraj Zbigniewa Wodeckiego. Muzyka Wodeckiego nierozerwalnie kojarzy mi się z moim dzieciństwem, tymczasem Roger Moore już niekoniecznie. Owszem, matka bardzo lubiła Świętego, ja z tego niewiele pamiętam, czyli nie podzielałam fascynacji rodzicielki. Za to ze wszystkich Bondów w całości obejrzałam tylko Ośmiorniczkę. I się zdziwiłam, że nie tylko ja nie jestem w stanie traktować agenta z licencją na zabijanie poważnie. On sam siebie też tak nie traktował. Przynajmniej wtedy gdy grał go Roger Moore. Dlatego to właśnie ten aktor a nie Sean Connory pozostanie dla mnie jedynym prawdziwym Bondem. Jamesem Bondem. Dlatego dziś mogę ze smutkiem stwierdzić, że James Bond już nie żyje. W końcu wszyscy inni to tylko podróbki… chociaż tej ostatniej udało się zbliżyć do oryginału.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 2 komentarze

Zbigniew Wodecki (1950-2017) wspomnienie

Kiedy zachwycałam się Pszczółką Mają wraz z rozpoczynającą bajkę piosenką moja matka namiętnie nuciła Chałupy welcome to czyli melodię z zupełnie dla mnie niezrozumiałym tekstem. Cóż bowiem oznacza łelkamtu? Co znaczy w krzakach siedzą tekstylni (…) chcą opalać sztruks? Co to są Chałupy i miss natura to już mniej więcej wiedziałam. Niezrozumiały tekst nie przeszkadzał lubić mi samej melodii, od której nie sposób się było uwolnić. Później mój gust muzyczny uległ przeobrażeniom ale sentyment do Chałup pozostał. Podobnie jak do wielu innych piosenek Zbigniewa Wodeckiego. Choć nigdy nie próbowałam nawet zacząć dnia od Bacha, samą pieśń, w której pada ta sugestia, uwielbiam do dziś.

Później na wiele lat przestałam go słuchać… bo w pewnym momencie stacje radiowe uległy sformatowaniu i w tak sformatowanych nie było miejsca dla muzyków pokroju Wodeckiego. A ja przede wszystkim słuchałam radia.

Kiedy dziś podano informację o śmierci Zbigniewa Wodeckiego, stacja, której słucham, przez pół godziny grała tylko piosenki z jego repertuaru… i po zakończeniu ostatniej uświadomiłam sobie, że już mi nie jest smutno po śmierci muzyka. Jest mi lekko i przyjemnie… I to chyba jeśli spogląda na nas gdzieś z góry, to właśnie uznać może za swój pośmiertny sukces – radość, jaką wkładał w śpiewanie potrafiła się udzielić słuchaczce i rozproszyć smutek po jego odejściu.

Oglądając zaś jeden ze wspominkowych filmików, usłyszałam coś, co mnie urzekło. Cytat oczywiście nie jest dosłowny, ale tu chodzi przede wszystkim o sens a nie o sam dobór słów. Gdybym mógł cofnąć czas to po to, żeby nic nie zmieniać – mówił Wodecki  Właściwie nie wiem czy można sobie życzyć czegoś lepszego niż tego, żeby móc w dowolnym okresie życia właśnie tak odpowiedzieć na pytanie, co bym zmienił(a) gdybym mógł/mogła cofnąć czas.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz