Lunapark

wesołe miasteczko

…się pojawia od czasu do czasu w mojej dzielnicy. Ma dużo więcej atrakcji niż lunaparki objazdowe, które pamiętam z dzieciństwa ale i tak jest niczym, w porównaniu z chorzowskim, w którym bywałam kiedy odwiedzaliśmy rodzinę mieszkającą w tamtych okolicach. Oczywiście do ekstremalnego lunaparku, który bywał we Wrocławiu, kiedy już/jeszcze pracowałam to toruńskiego nie ma co porównywać, ten wrocławski był bowiem przeznaczony wyłącznie dla osób 16+ (albo 18+, już nie pamiętam). Więc kiedy już się taki lunapark ustawi to zabieram tam Dzieci, pamiętając jaką rozrywką była dla mnie choćby karuzela łańcuchowa gdy byłam mniej więcej w wieku moich Dzieci. Ostatnio jednak zauważyłam, że lunapark nie był taką atrakcją jak do niedawna. Pisząc „do niedawna” mam na myśli czasy, kiedy już chodziłam tam ku uciesze Potomstwa a nie własnej. Dzięki temu, że chętnych do jazdy karuzelą czy skakania na trampolinach było mało, Pani od Biletów, widząc, że przyszłam już po raz drugi, w dodatku z dwóją dzieci, uszczęśliwiła mnie darmowym biletem. Skoro dzieci dwójka a ilość biletów nieparzysta, oczywistym było, że ten darmowy przeznaczony jest dla mnie. Tylko co mi po tym skoro jedynej atrakcji jaka mnie interesowała czyli ogromnego diabelskiego młyna nie było. Tak dowcipna, żeby wsiadać z Dzieciem Starszym do „beczki” czyli karuzeli, w której się stało, to nie byłam, wsiadłam więc na „bolero” podobno gdzie indziej znane jako „trabant” – taka platforma która kręcąc się nachyla się pod różnymi kątami. Kiedy już byłam szczęśliwa, że zwalnia, że zaraz wysiądę okazało się, że zwalnia, bo zaczyna się kręcić w drugą stronę. Jakoś przeżyłam, nawet lepiej niż niektóre nieco bardziej ekstremalne dawniej. Smutno mi jednak było, że teraz niektóre karuzele kręciły się z zaledwie jednym chętnym. Niby wszystko dziś drogie, jednak to ekstremalne wesołe miasteczko, które pamiętam z Wrocławia miało dużo więcej chętnych, chociaż już wówczas, czyli jakieś dziesięć lat temu każdy bilet kosztował 10 PLN, a tu tylko te droższe były po 10, tańsze – po 7. Albo biedniejemy albo dzieciaki wolą smartfony i tablety zamiast tak „prymitywnych” rozrywek.

beczkabolerodiabelski młynhardkorlunaparkluna parkłańcuchy

Reklamy
Opublikowano weekend w Toruniu, weekend z dziecmi | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Ładne kwiatki

…czyli  sennych spacerów ciąg dalszy.

WP_20180413_14_04_00_ProWP_20180413_14_04_25_ProWP_20180413_14_05_53_ProWP_20180414_18_17_16_ProWP_20180415_18_36_37_ProWP_20180415_18_38_20_ProWP_20180413_14_04_12_ProWP_20180415_18_38_55_Pro

Opublikowano spacery | Otagowano , , | 2 Komentarze

Wio! senne spacery

Wio! bo czasem tak się nie chce ruszyć tych czterech liter, czasem zaś po prostu zza sterty rzeczy do prasowania nie widzę, że słońce świeci, uszy zatkane słuchawkami z najnowszą książką nie słyszą śpiewu ptaków. Więc mówię sobie wio! i ruszam na senny spacer. Senny, bo przecież chcąc uchwycić jak najwięcej kwiatów, które dziś są a jutro już ich nie będzie, nie mogę puścić się w galop. Więc ruszam się nieco sennie i dokumentuję ulotne piękno, żeby móc je podziwiać gdy kwiaty już zastąpione zostaną owocami lub liśćmi. Tak się jakoś szczęśliwie składa, że mieszkam pomiędzy placami zabaw, drzewami i krzewami, nietkniętymi wolą ex Ministra Zagłady Środowiska, mam więc co podziwiać, mam co wdychać i mam co uwieczniać.

siłownia

kwiatkikrokusśmietnikdrzewodrzewabratki

Opublikowano atrakcje Torunia | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Dzień czekolady

…podobno dziś obchodzimy. Wiem, zasadniczo powinien być obchodzony co najmniej tak lub tak ale kiedy kaszel męczy tak, że po każdym ataku trzeba chwilę odpocząć, to nic robić się nie chce. Więc jest tak:

WP_20180412_15_15_08_ProWP_20180412_15_16_52_Pro

Dla tych, którzy nie rozumieją po niemiecku, skład chemiczny: 39% ekstrakt jęczmienia słodowego, cukier, mleko skondensowane, kako o niskiej zawartości tłuszczu, pełnotłuse mleko w proszku, minetały (węglan wapnia, węglan magnzezu, fosforan diwapnia), 1,3% czekolada, olej rzepakowy, sól kuchenna, witaminy (A, E, C, tiamina, ryboflawina,niacyna, B6, kwas foliowy, B12, biotyna, kwas pantotenowy), aromat waniliny. tłumaczenie skopiowane z jednej z aukcji na Allegro, jeśli ktoś dostrzega błędy, proszę o sprostowanie

Smakowo – jak się przywykło do czekolady robionej jak w linku pierwszym, to siłą rzeczy, żeby poczuć, że się pije czekoladę trzeba zalać wodą (mlecznej czekolady nie lubię) jakieś 2/3 kubka/filiżanki. Jeśli już mam jednak podawać Dzieciom jakieś słodkie kakao (wciąż preferuję surowe wymieszane z cukrem kokosowym lub syropem klonowym ale nie zawsze mam pod ręką) to wolę to, niż inne gotowe słodkie. Skoro zaś już jestem umierająca z powodu męczącego kaszlu to na świętowanie dnia dzisiejszego wybrałam coś, co przynajmniej witaminowo mnie ubogaci. Wszak rozpuszczone witaminy lepiej się wchłaniają niż tabsy.

Opublikowano słodkości, ze sklepu czyli gotowce | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Twój Vincent

Szukajcie a znajdziecie. Proście, a będzie wam dane – mówi Pismo. Najpierw prosiłam, ale nie było mi dane. Fakt, jak się prosi tydzień wcześniej a potem zapomina, to trudno, żeby Małżonek pamiętał o czymś, co go nie interesuje. Trzeba więc było szukać. Po godzinie 17 wyszłam z domu na poszukiwania Vincenta i jak podejrzewałam, w większości kiosków czy innych punktów z prasą poinformowana zostałam, że był, ale już wyszedł. Jednak, jak powiada mądrość ludowa nadzieja umiera ostatnia, więc z uporem godnym lepszej sprawy chodziłam dalej, odwiedzałam kolejne kioski, aż w końcu go zastałam. A właściwie to ją: Gazetę z filmem Doroty Kobieli i Hugh Welchmana „Twój Vincent”. Kiedy tylko wróciłam do domu odpaliłam komputer i obejrzałam.

Fanką animacji nie jestem, choć zdarzyło mi się, że kila mnie urzekło. Sam pomysł zrobienia filmu „obrazami van Gogha” wydał mi się co najmniej ciekawy. Po prostu uznałam, że animacja robioną kreską tego malarza nawet jeśli fabularnie dobra nie będzie to wizualnie z pewnością interesująca. Zwłaszcza że film robiono najpierw w wersji aktorskiej a następnie każdy kadr namalowano stylem van Gogha. Rzeczywiście wizualnie było przepięknie… o ile się lubi obrazy holenderskiego malarza. Aktorom można tylko pozazdrościć, że mogli wcielać się w postaci z obrazów czyli że mogą mieć swój portret jak namalowany przez van Gogha. W książeczce dołączonej do płyty widać odtwórców głównych ról, portrety ludzi, w których się wcielali oraz postaci filmowe, „malowane van Goghiem”. Nie widziałam oscarowej animacji, ale „Vincentowi” należałaby się nagroda choćby za sam nakład pracy, jaki został włożony w produkcję.

Jednak, choć forma tu ważna, to treść też się liczy. Jeśli idzie o konstrukcję fabuły to miałam trochę skojarzenia z „Wieczną miłością” Bernarda Rose. Tak jak u Rose tak i tutaj akcja rozpoczyna się po śmierci głównego bohatera. W „Wiecznej miłości” odtwarza się biografię Beethovena poprzez spotkania z różnym kobietami, które mogły być ową miłością kompozytora, w „Twój Vincent” syn zaprzyjaźnionego z malarzem listonosza szuka Theo van Gogha, by oddać mu ostatni list brata. Początkowo sceptyczny wobec misji wyznaczonej przez ojca, z czasem coraz bardziej wciąga się w odkrywanie tajemnic zmarłego w tajemniczych okolicznościach Vincenta. Czyli o filmie można powiedzieć, że to inspirowany listami Vincenta, malowany jego kreską całkiem niezły kryminał. Powiedziałabym, że z pełni zasłużył na Oscara… gdyby nie fakt, że zwycięskiej animacji nie widziałam. Kto wie, może też uznałabym ją za lepszą?

Choć film powstawał jako film aktorski trudno tu podziwiać grę aktorów, bowiem została ona zamalowana. Jednak zamalować się nie dało głosów. Polska wersja językowa to w większości dubbing, bowiem spośród odtwórców głównych ról tylko tytułową grał polski aktor. Jednak dubbing ów jest bardzo dobry, ale i czego złego można spodziewać się po takiej obsadzie jak Jerzy Stuhr, Danuta Stenka, Robert Więckiewicz, Waldemar Barwiński czy Jerzy Bończak?

Od jakiegoś czasu prawie ciągle narzekam na rodzime filmy. Czasem dlatego, że film uważam za kiepski, czasem – bo po prostu mi się nie podoba, choć wiem, że dobry. Wiem, „Twój Vincent” to kooporodukcja, ale pomysł wyszedł z Polski i polska wersja językowa jest równoprawna z angielską, więc z czystym sumieniem mogę uznać ten film za polski. I cieszę się bardzo, że w końcu jakiś film polski czy prawie polski mnie zachwycił.

Opublikowano film | Otagowano , , , , , , , , , , , | 7 Komentarzy

Moje córki krowy

Miałam więc po Snowdenie sięgnąć po jakiś lżejszy film a sięgnęłam po pierwszy z brzegu, jaki był na półce. Zdecydowanie „Moje córki krowy” nie nadawały się na odreagowanie po Wielkim Bracie z USA. Niby film stanowiący dokładne przeciwieństwo dzieła Stone’a ale nijak nie poprawiający humoru.

Film traktuje o rodzinie, konkretnie to o rodzicach i ich dwóch córkach. Młodsza, Kasia mieszka z mężem przy rodzicach, niby to się nimi opiekując ale też i korzystając z ich pieniędzy, jej się bowiem szczególnie nie powodzi: sama jest nauczycielką a mąż wiecznie szuka pracy. Tymczasem nastoletni syn to także niemały wydatek dla rodziny. Starsza Marta to rozwiedziona aktorka serialowa, obecnie nie posiadająca własnej rodziny i ceniąca sobie niezależność. Pewnego dnia okazuje się, że matka jest śmiertelnie chora a i ojciec już sobie nie radzi. Marta jedzie do siostry pomóc zająć się rodzicami… i tu zaczynają się schody, ożywają dawne pretensje i wyraźnie widać różnice osobowości między siostrami. Marta próbuje racjonalnie rozmawiać z lekarzami,świadoma, że każdy jest śmiertelny, Kasia chwyta się wszystkiego, żeby przywrócić matkę do życia.

„Moje córki krowy” nie jest filmem złym. Pokazuje rodzinę bez lukru, ukazuje, że nawet krytyczne sytuacje nie sprawiają, że skłócone ze sobą rodzeństwo z dnia na dzień zapomni o dawnych urazach i stanie murem za sobą. Świetna zarówno Gabriela Muskała w roli neurotycznej Kasi, jak i Agata Kulesza jako zdecydowana, pewna siebie i konkretne do bólu Marta. Równie dobry (czyli tak dobry, że miałam ochotę mu krzywdę zrobić) Marian Dziędziel w roli ojca, dla którego bardziej niż córki liczyła się ich matka i teraz nie potrafi przyjąć do wiadomości faktu, iż ta umiera. Rzecz w tym, że ja po prostu podobnie jak książek tak i filmów obyczajowych nie lubię. Dlaczego kupiłam – nie pamiętam, pewnie to był impuls. Sięgnęłam zaś, bo był pierwszy z brzegu a ja potrzebowałam towarzystwa do żelazka. Zdecydowanie nie okazał się dobrym towarzystwem – za dużo tak skłóconych rodzin widziałam w życiu, żeby mi się to jeszcze chciało oglądać w ramach oderwania się od rzeczywistości. Następnym razem muszę się bardziej zastanowić nad wyborem filmu. Albo wrócić do audiobooków.

Opublikowano Bez kategorii | 2 Komentarze

Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz

Film kupiłam jakiś czas temu, tylko czemuś ostatnimi czasy praktycznie w ogóle filmów nie oglądam. Uznałam, że w końcu czas to zmienić i w końcu wypadałoby obejrzeć chociaż to, na co pieniądze wydaję. Trafiło na Snowdena, bo akurat czytam kolejną książkę w podobnym temacie. Książkę Luka Hardinga „Polowanie na Snowdena” czytałam swojego czasu, „Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz” Glenna Greenwalda, mam nadzieję, przede mną.

Po film Stone’a nie sięgnęłam z uwagi na nazwisko reżysera czy aktorów odtwarzających główne role, po prostu byłam ciekawa czy obejrzę film o bohaterze narodowym czy o zdrajcy, który zasłużył na śmierć. Obejrzałam o tym pierwszym. Nie dowiedziałam się z niego nic, czego nie wyczytałabym w książce Hardinga, może tylko poznałam dalsze losy byłego agenta CIA, film bowiem jest o kilka lat młodszy od książki. Pewne rzeczy jednak robią większe wrażenie gdy się je widzi niż gdy się o nich czyta. Stąd z całego filmu chyba najbardziej utkwił mi w pamięci obraz, kiedy kobieta wyłącza laptop ale go nie zamyka, więc agenci mogą sobie obejrzeć na żywo, co ona dalej robi w domu. Druga rzecz, którą pewnie jakiś czas będę pamiętać to paranoja Snowdena, niechęć do robienia mu zdjęć i rozmowy z dala od jakiegokolwiek sprzętu elektronicznego. To się udziela, przynajmniej w trakcie oglądania filmu. Gorzej, to nieodparcie przywodzi na myśl „Rok 1984” Orwella. A kiedy się pomyśli o tej książce, to przypomina się, że tam naprawdę żadne miejsce nie było wolne od podsłuchu… Cóż, w najbliższym czasie trzeba będzie sięgnąć po mniej paranoiczny film bo koro przed Wielkim Bratem nie mogę uciec, to przynajmniej wypadałoby nie karmić go swoim strachem.

Opublikowano film | Otagowano , , | 2 Komentarze

Wesołego Alleluja!!!

życzenia

Obrazek | Opublikowano by | 2 Komentarze

Kiermasz w Muzeum

kiermaszjarmark1Konkretnie w Muzeum Etnograficznym w Toruniu. Na sobotnie warsztaty malowania jaj nie dojechałam… bo tak wyszło. Co do niedzielnego kiermaszu to już stwierdziłam, że może się walić, palić, mogę polecieć do bociana lub zaprosić do dom miłą panią z prowajdentu to i tak się tam wybiorę. Tak też zrobiłam. Na towarzyszenie mamie w tej eskapadzie zdecydował się jedynie Dzieć Młodszy, prawie zawsze chętny do wyjścia z domu. Nie protestowałam, bo czegóż się nie robi, żeby tylko Dzieć nie durniał przedkiermasz palmy dowolnie wybranym sprzętem elektronicznym. Na targu dominowało to, co zwykle można spotkać na okazjonalnych jarmarkach/kiermaszach w Muzeum Etnograficznym czyli miody prosto z ula, ekologiczne wędliny, równie ekologiczne chleby oraz wyroby typowe dla święta z okazji którego odbywa się kiermasz. W tym wypadku przede wszystkim były to palmy na przyszłotygodniową Niedzielę Handlową Palmową. Chociaż sama preferuję palmy z bazi, kupiłam Dzieciowi, żeby wiedział, po co przyszedł. Właściwie to dwie palmy zakupiłam, bo nie widzę powodu, żeby karać tego Dziecia, który zdecydował się nie iść ze mną. Może bym więcej kupiła, więcej zobaczyła czy więcej zdjęć zrobiła gdyby nie fakt, że już tuż po wyjściu z tramwaju Dzieć Młodszy oświadczył, że chce się pić, a żadnego kofibajka w pobliżu nie było. Tak więc po szybkim obejściu prawie wszystkich stoisk, po zjedzeniu przez Dziecia wszystkiego, co było przeznaczone do degustacji (w tym mrowiska pełnego zneutralizowanych mrówek) i jednocześnie nadawało się do jedzenia kroki nasze skierowały się w stronę najbliższej kawiarni. Ku mojemu zadowoleniu udało nam się nawet znaleźć wolny stolik… i na tym koniec radości, bowiem z uwagi na piękną aurę i brak otwartych sklepów w pobliżu (przepraszam, Żabka była czynna) w kawiarni tłok jak na dworcu centralnym, więc na kawę/herbatę trzeba było czekać. Na szczęście ciastka, które zamówiłam do kawy podano od razu. Zupełnie nie wiem dlaczego Dzieć, któremu się tak bardzo chciało pić skubał sobie takie całkiem suche ciastko owsiane. Ważne, że siedział spokojnie… bo mu mama pozwoliła pograć na smartfonie. W sumie przykre to, bo drzewiej w tej kawiarni na widoku były maskotki i kartki oraz kredki, a teraz jeśli są to gdzieś zachomikowane. W końcu jednak kawa z herbatą przyszły, więc zamówiłam trzecie ciastko, bo tamte już się zjadły, smartfon i książka poszły w odstawkę i mama zaspokoiła swój głód kofeiny, Dzieć – swoje pragnienie i można już było szczęśliwie wracać do dom. Na krótko, bowiem pogoda znów wygnała Dzieci z domu. A wraz z nimi mamę…

 

Opublikowano atrakcje Torunia | Otagowano , , , , , , | 10 Komentarzy

Zima powoli odpuszcza

Właściwie to dziś miało być o czym innym ale tak wyszło, że nie wyszło. Więc są pierwsze oznaki, że – w przeciwieństwie do chłodu – zima odpuszcza.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Dodaj komentarz