Kasztany, kwitnące kasztany

Właściwie to już zaczynają przekwitać, więc warto ocalić od zapomnienia ten piękny widok. Przynajmniej do przyszłego roku.

Reklamy
Opublikowano ładne kwiatki | Otagowano , , , | 1 komentarz

Kokosanki bardzo kokosowe

Mocno kokosowe kokosanki

200 g ekologicznych wiórów kokosowychkokokosanki

4 czubate łyżki nierafinowanego oleju kokosowego

3 białka (najlepiej oznaczonych 0 lub 1 ewentualnie od kur zaprzyjaźnionego hodowcy)

50 g cukru kokosowego

szczypta dobrej soli (himalajska. morska, kłodawska)

 

1. Roztopić olej kokosowy w małym rondlu i zalać nim wiórki. Dokładnie wymieszać o odstawić do ostygnięcia.

2. Białka z solą ubić na sztywną pianę. Następnie, nie przerywając ubijania, stopniowo dodawać cukier i dalej ubijać aż do uzyskania gładkiej, lśniącej, sztywnej piany.

3. Pianę z białek wmieszać delikatnie do wiórków.

4. Uzyskaną masę nakładać łyżeczką na wyścieloną papierem do pieczenia blachę.

5. Piec 10 min. w temp. 180 st.C.

Z uwagi na użycie cukru kokosowego kokosanki nawet niedopieczone mogą sprawiać wrażenie cokolwiek za mocno przyrumienionych, jednak kto przyzwyczaił się do ciemnego cukru w kuchni to wie, że idealnie ładnego, białego ciasta nijak nie uda mu się uzyskać.

Wpis inspirowany przepisem na dietetyczne kokosanki znalezionym u FiK-a*.

 

Opublikowano bezgluten, domowe wypieki | Otagowano , | Dodaj komentarz

Niebo przed burzą

Tak naprawdę wybrałam się na spacer, bo po krótkim deszczu powietrze pięknie pachniało. Szukałam kwiatów, którym mogę jeszcze zrobić zdjęcia nim całkiem z drzew czy krzewów opadną. Na chwilę spojrzałam w niebo… i się zachwyciłam.

DSC01244DSC01236DSC01241

 

Opublikowano spacery | Otagowano , | Dodaj komentarz

Żołędziowa gorzka

WP_20180429_22_06_44_ProKawę zbożową pijałam. Pod warunkiem, że z mlekiem i cukrem. Inkę w dzieciństwie uwielbiałam, moje Dzieci nie znają nawet jej smaku, bo dziś nie kupuję nic, co instant, chociaż raz czy dwa zdarzyło mi się kupić inkę w torebkach, takich w jakich sprzedają Anatola. Obecnie z uwagi na nietolerancję kazeiny (tak podejrzewam, nie badałam się pod tym kątem ale skoro tłustą śmietanę znoszę lepiej niż jogurt to chyba kazeina mi szkodzi) unikam mleka, więc i kawy zbożowej nie pijam. Jednak żołędziową kupiłam. Z ciekawości. Ciekawość to pierwszy stopień do czego? Hmm, z pewnością do poszerzenia horyzontów. Więc ja swoje poszerzyłam i wiem już, że tak bez mleka to ja tej kawy nie dam rady pić. Może kiedyś się skuszę i spróbuję z mlekiem kokosowym, bo Dzieciom także wolę nie ryzykować podawania tego trunku bez dodatków. W każdym razie o ile kiedyś obawiałam się kupić, bo podejrzewałam, że mi nie będzie smakować tak teraz już nie będę kupowała, bo wiem, że mi to nie smakuje.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 4 Komentarze

Latarnia morska

Czyli ostatni – po drodze na Hel i fokach – post z wycieczki na Hel. Rok temu nie zdążyłam, w tym roku już nie było zmiłuj, musiałam zdobyć najwyższy szczyt Helu czyli Latarnię Morską. I dokonałam tego. Oto krótka fotorelacja.

Widok z zewnątrz:

DSC01131

Widok od środka:

schody w górę…

DSC01122

… i schody w dół

DSC01123.JPG

Widok z góry:

 

DSC01126DSC01124

Opublikowano weekend z dziecmi | Otagowano , , , , , | 2 Komentarze

Najsłynniejsza z polskich dróg

Już dawno temu śpiewał o niej zespół AC/DC, mocno na wyrost nazywając autostradą, dużo bliżej prawdy był Chris Rea, dla którego jest ona po prostu drogą… czyli jednym słowem: droga na Hel. Tak naprawdę to istnieją dwie takie drogi – jedna lądowa, która z uwagi na szerokość mierzei helskiej nigdy nie będzie autostradą oraz droga wodna. Przebycie tej drugiej zajmuje zdecydowanie mniej czasu i jest zdecydowanie przyjemniejsze… o ile nie cierpi się na chorobę morską. Czasami jednak morze bywa przyjazne dla cierpiących i stoi spokojne jak jezioro. Droga wodna z Gdańska na Hel rozpoczyna się na Wiśle, dzięki czemu podziwiać można urodę pierwszego z tych miast nim wypłynie się na niepełne morze. Później zaś to już tylko woda, woda i… statki.

Opublikowano weekend z dziecmi | Otagowano , , , , , , | 10 Komentarzy

Pięknie kwieciem obsypało

…wszędzie ślicznie, wszędzie biało. Czyli co dziś widziałam za oknem, czego jutro najprawdopodobniej już nie będzie.

DSC01146DSC01150DSC01151

 

Opublikowano ładne kwiatki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Karmienie fok

…widziałam. Załapałam się na nie w fokarium na Helu. I nie zazdroszczę tym fokom, jeść przy takiej widowni. No ale czegóż się nie robi, żeby zyskać więcej pieniędzy na foki.

Opublikowano weekend z dziecmi | Otagowano , , , | 1 komentarz

900. Magnolie

We Wrocławiu było ich pełno i wiedziałam gdzie iść by nacieszyć nimi wzrok. W Toruniu też wiem, gdzie powinnam iść, żeby podziwiać magnolie… tylko że nie jest mi po drodze. Za to na majówkę jak wyjechałam to wiedziałam, gdzie znaleźć. I były, czekały na mnie kwitnące, liliowe i herbaciane (żółte? ecru?).

 

Opublikowano Bez kategorii, ładne kwiatki | Otagowano , , , , , | 2 Komentarze

Kształt wody

Nieczęsto sięgam po oscarowe produkcje, zwłaszcza w roku, w którym statuetkę otrzymały. Najprawdopodobniej ciekawość jak będzie wyglądał kolejny film twórcy „Labiryntu Fauna” oraz uroda okładki powieści „Kształt wody„. No i sam tytuł. Po lekturze książki i seansie filmowym doszłam do wniosku, że del Toro napisał książkę, bo film nie był w stanie oddać wszystkiego, co chciał powiedzieć. Ponieważ film obejrzałam jeszcze tego samego dnia, w którym skończyłam czytać powieść, nie sposób uwolnić się od odniesień.

„Kształt wody” w reżyserii Guillermo del Toro to piękna baśń o miłości prostej kobiety do humanoidalnego stworzenia, które dla prymitywnych ludów Amazonii było bogiem. Cała reszta, w tym zimna wojna pomiędzy USA a ZSRR, miejsce kobiety w domu mężczyzny z przerostem ego czy dyskryminacja „kolorowych” to tylko tło. Tymczasem w powieści wątek miłosny jest jednym z wielu równorzędnych wątków. Wszystko to, co w powieści miało głębszy sens tutaj zostało spłycone. Mocno ucierpiała na tym postać Richarda Stricklanda, który w filmie jawi się zwykłym psychopatą, gdy tymczasem w powieści ukazane są źródła jego stopniowego popadania w manię kontrolowania wszystkiego i chorobliwej wręcz nienawiści do złapanego przez siebie człowieka-amfibii.

Jeszcze gorzej twórcy filmu potraktowali Laine Strickland, w powieści dość wyraźnie zarysowaną postać drugoplanową. Tutaj pojawia się na chwilę niczym karykatura perfekcyjnej pani domu, niczym pin-up girl z reklamy  nowego żelazka, „dzięki któremu jeszcze szybciej i jeszcze lepiej wyprasujesz koszule swojemu mężowi”.

Postać człowieka-amfibii (w książce skrzeloczłowiek, chociaż oryginalnie to bóg ze skrzelami, co najbardziej oddawało jego charakter) też spłycona w zestawieniu z powieścią. No, ale raczej trudno oddać w filmie wewnętrzne monologi tej istoty.

Skoro już wszystkie wątki powieści zostały z filmu usunięte lub zmarginalizowane pozostaje wątek miłosny. Nie zachwycił mnie, bo nie mógł. Bo to po prostu nie moje klimaty. Owszem, jestem w stanie zrozumieć uczucia bohaterów, zwłaszcza mającej niewielkie pojęcie o życiu, samotnej, wychowanej na filmach Elisy, ale i tak wątek mnie nie zachwyca.

Przy filmie utrzymywało mnie przede wszystkim to, że wizualnie jest piękny i w dodatku dobrze zagrany. Szczególnie spodobała mi się Octavia Spencer w roli Zeldy, czarnoskórej przyjaciółki Elisy. Sama bezdzietna do młodszej koleżanki z pracy podchodziła w prawie matczyną miłością i troską i była w tym bardzo przekonująca. Nieco mniej przekonujący dla mnie był Michael Shannon w roli Stricklanda. Chyba trochę przerysował tę postać, przez co o ile w powieści wydała mi się ona wiarygodna, tutaj – na granicy karykatury.

Wiem, na filmach się nie znam, więc jestem stronnicza, ale po seansie odniosłam wrażenie, że w oscarowym wyścigu „Kształt wody” zajął pierwszą pozycję, ponieważ spełnił następujące kryteria;

– silne, choć na pozór słabe kobiety – są,

– mniejszości etniczne – są,

– osoby z niepełnosprawnościami – są,

– mniejszości seksualne – są.

I czegóż chcieć więcej? Emocji, przyciągających ludzi do kin? Tych także w filmie nie zabrakło. Więc trudno się dziwić, że Oscar went to… „The Shape of Water”. Mnie pozostaje się cieszyć, że z powieścią zapoznałam się najpierw, nie jestem bowiem pewna czy po obejrzeniu filmu chciałoby mi się ją czytać. Teraz zaś wiem, że nie przeczytawszy wiele bym straciła.

 

Opublikowano film | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz