Gołdap

Zaczęło się od tego. Nie, żebym kochała przebój Bobby’ego McFerrina ale lubię ciekawe covery. Później przez wiele lat utworu nie słuchałam, bo kariery Grupy Rafała Kmity raczej nie śledzę. Tylko tytuł i refren w głowie pozostał. I tak sobie tam leżał. Do czasu.

Pewnego pięknego dnia, kiedy byłam w rodzinnych okolicach Małżonka usłyszałam, jak świekra mówi, że była niedawno w Gołdapi. No to później, dyskretnie (i jak się okaże w dalszej części dialogu, dobrze że dyskretnie) zapytałam swoją Większą Połówkę:

– Gołdapia leży gdzieś tu blisko?

– Jaka Gołdapia??? Gołdap, kochanie, Gołdap.

– To dlaczego Twoja matka mówiła, że była w Gołdapi a nie w Gołdapie?

– Bo to jest TA Gołdap.

– TA??? To powinna być ta Gołdapia.

– To chyba litewska nazwa.

– Zabierzesz mnie tam kiedyś?

– Po co? Tam nic nie ma. No, chyba że się do Rosji wybierasz, to przy granicy.

No to skoro człowiek, który wychował się w tamtych okolicach twierdzi, że nie ma tam nic ciekawego, nawet zakładów przetwórstwa owoców, więc o jakichkolwiek przetworach z Gołdapi mogę zapomnieć, do tematu nie wracałam. Bo po co? Wizy do Rosji i tak nie posiadam, więc o zwiedzaniu Królewca Kaliningradu nie ma mowy.

Jakiś czas później zawarłam bliższą znajomość z Instagramem. Wrzucam zdjęcia, opisuję, hasztaguję i jest dobrze. Nie żeby od razu rzesze fanów i tysiące lajków, ale przynajmniej mam co zrobić ze zdjęciami, z których jestem szczególnie zadowolona. Pewnego pięknego dnia wrzuciłam zdjęcie z tężniami z Inowrocławia i opisuję: #tężnie. Usłużny Instagram dorzuca podpowiedzi:

#tężniesolankowe

#tężnieciechocinek

#tężnieinowrocław

#tężniegołdap

Wprawdzie Małżonek upiera się, że tam naprawdę nie ma nic ciekawego… i że nie, nigdy tam nie był, bo po co, skoro nic ciekawego tam nie ma i ja niby wiem, że na IG mogę sobie wstawić dowolny hasztag i to zostanie, ale i tak sprawdzam w wiki. I okazuje się, że tak, że Gołdap to miasto uzdrowiskowe, nazwa nie z litewskiego a ze staropruskiego pochodzi,  tężnie jak najbardziej tam są i ze zdjęć wynika, że całkiem ładnie tam jest. I nawet jest piękne jezioro, ale ono mi nie jest do szczęścia potrzebne, bo świekrowie też nad jeziorem mieszkają więc mam gdzie pływać z Dzieciakami. Małżonek, jak zwykle nie dowierzający swojej własnej ślubnej małżonce oczywiście też musiał sprawdzić w sieci, żeby upewnić się, że te tężnie rzeczywiście tam są. I nawet obiecał mnie zabrać. To ważne, bo o ile do Ino mogę jeździć bez niego, normalnie pociągiem, tak do Gołdapi raczej się nie da – tamtejsza linia kolejowa bowiem nazywa się „nieczynna”, co i tak nie ma znaczenia, to u świekrów brak jakiejkolwiek linii kolejowej. Czyli musi być samochód i nie da się inaczej.

W końcu pojechaliśmy. Szczególnie daleko nie było, po drodze oczy cieszył widok kilku wirujących OZE sugerujący, że nie tylko wunglem Polska stoi. Samo miasto mnie nie interesowało, choć kiedy przejeżdżaliśmy przez centrum zauważyłam, że wygląda jak nowowybudowane albo ostatnioodnowione. Kiedy dotarliśmy w okolice tężni poczułam się prawie jak nad morzem: ładny deptak na plażę, place zabaw dla dzieci, fit parki i parki linowe dla dorosłych.

WP_20190820_13_04_46_Pro

 

I tylko ludzi jakoś mało, co było o tyle dziwne, że samochodów na parkingach stało całkiem sporo. Nie, żeby mnie brak ludzi przeszkadzał, wszak w Ino listopadową porą też ich nie ma zbyt wielu, a jesienią i zimą jeżdżę tam chętniej niż latem.

Tężnie małe, ale to nie ważne, bo w sumie jakie to ma znaczenie czy przejdę wzdłuż jednej, liczącej kilometr tężni czy pięć razy wzdłuż dwóch krótszych? Liczy się jod, którym przyjechałam pooddychać.

Poza tym, w przeciwieństwie to Ciechocinka czy Inowrocławia, w Gołdapi mogę przejść się pod tężniami w bardzo dosłownym tego wyrażenia znaczeniu czyli mogę przejść tunelem, w którym z trzech stron (góra i boki) otacza mnie spływająca z witek tarninowych solanka. W upalny dzień można tylko żałować, że tunel taki krótki. Jakieś dziecko stwierdziło, że śmierdzi jak… jak… Skoro zaś dziecku słów brakło, uzupełniłam: jak morze, bo faktycznie morzem (takim z rybami) czuć każde znane mi tężnie.

Tężnie małe (internet podpowiada, że czwarte co do wielkości w Polsce ale ja chyba znam tylko te pierwsze i drugie lub trzecie), ale prześliczne.

Sporo tu miejsc do siedzenia

…a jak się ktoś bardzo postara, to i miejsce do leżenia się znajdzie.

Co więcej, za stosowną opłatą można wejść na górę i podziwiać widoki. Nie z każdej strony piękne, bo miasto się rozbudowuje, ale przestrzeń pomiędzy tężniami z góry wygląda nawet lepiej niż z dołu.

WP_20190820_13_22_03_ProWP_20190820_13_22_34_Pro

Kiedy już dość lub prawie dość nawdychałam się jodu weszłam do pijalni wód Mazurski Zdrój by tam skosztować miejscowej wody leczniczej.

WP_20190820_13_20_41_Pro

 

Jeśli powiem, że w smaku mocno nieciekawa to i tak nie powiem nic nowego, bowiem zasadniczo wody lecznicze w smaku nie bywają ciekawe. Woda lecznicza ma w końcu leczyć a nie smakować. Ale tutejsza to chyba nie na moje dolegliwości, bo po wypiciu jednego kubeczka (pół tutejszej mineralnej, pół – leczniczej, bo zasadniczo wód leczniczych nie powinno się pijać w wersji nie rozcieńczonej) nie odczułam pragnienia, by jeszcze się napić, choć dzień był upalny. Wodę można pić z plastikowego jednorazowego kubka (czyli mówię, że chcę wodę i dostaję kubek do którego nalewam wodę z kranów) lub za nieco większą opłatą kupić sobie tutejsze kubki – takie normalne lub takie do picia wód zdrojowych. Z uwagi na to, że nie miałam własnego czystego pojemnika nie zapytałam, czy za stosowną opłatą można wodę czerpać do swojego naczynia. Następnym razem jeśli tam będę nie omieszkam zapytać.

Po skosztowaniu wody leczniczej i przespacerowaniu się jeszcze pod tężniami przeszłam się na krótką chwilę popodziwiać jezioro. Na pierwszy rzut oka piękne i czyste. Na drugi i kolejne rzuty czasu nie miałam, bo wycieczka miała być krótka.

Po krótkim spacerze po promenadzie zawróciłam jeszcze do pijalni by zakupić to, bez czego chyba nie mogłabym wyjechać z miasta czyli przetwory z Gołdapi.

Nie, żeby one były produkowane w Gołdapi, ale nawet tutaj zakupione to wciąż „przetwory z Gołdapi”. „Konfiturą z Mazur” którą sobie zakupiłam był… cukier różany ale cała reszta, to już naprawdę były konfitury.

Odetchnąwszy przez chwilę jodem z Gołdapi i zaopatrzona w przetwora z Gołdapi, mając przed oczyma widok jeziora Gołdap mogłam już spokojnie wracać do świekrów.

 

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże małe i duże i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Gołdap

  1. świechna pisze:

    Raz, że sobie uświadomiłam dzięki Twojemu tekstowi, że za mniej niż miesiąc będę miałą świekrę, po drugie Gołdap wpisuję na listę do zwiedzania. Dziękuję 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s