Tylko nie mów nikomu

 

Wzorem całkiem sporej części społeczeństwa posiadającej dostęp do sieci, obejrzałam dokument braci Sekielskich. Nie wstrząsnął mną. Nie, żebym była zupełnie nieczuła, ja po prostu o tych sprawach od jakiegoś czasu czytałam, czytywałam opowieści dorosłych dziś dzieci płci obojga o zachowaniach księży czy – co zawsze bardziej mnie szokowało – o milczącej zgodzie rodziców. Czytywałam też artykuły o tuszowaniu przez Watykan wykorzystywania dzieci przez hierarchów kościelnych na całym świecie, w tym w krajach do których jeździli nawracać. Na tym tle „Nie mów nikomu” wydaje się całkiem przyzwoitą, grzeczną produkcją. Co bynajmniej nie oznacza, że nie skłaniającą do refleksji.

Pierwszym (bo według kolejności chronologicznej a nie wagi problemu), co zwróciło moją uwagę była konfrontacja. Kobieta, dziś już dojrzała, do tej pory nie może się uporać z tym, że ksiądz ją molestował. Regularnie, w pokoju, na osobności. Liczy, że konfrontacja z księdzem pozwoli jej jakoś oczyścić się we własnych oczach, że przynajmniej ksiądz zrozumie, jak bardzo ją skrzywdził i szczerze przeprosi. Spotyka zaś mocno posuniętego w latach staruszka, który – o ile dobrze zrozumiałam – nie bardzo ją kojarzy. Może nie była pierwsza ani ostatnia, więc niby dlaczego akurat ją miałby zapamiętać? A może po prostu ma już tyle lat, że chce spokoju a nie zawracania głowy. I chyba nie bardzo rozumie, że ktoś po tylu latach takie coś może jeszcze pamiętać. No, ale skoro kobieta twierdzi, że przez to żyć normalnie nie może to chyba czegoś od niego chce. Pieniędzy? Czyli: Ona – Skrzywdziłeś mnie. Przez to, co mi zrobiłeś dawno temu do dziś nie mogę normalnie żyć. On – Ale o co ci chodzi, bo nie pamiętam? O te niewinne igraszki? Przecież to nie było nic złego. Jak dla mnie tu się pojawia coś takiego jak przedmiotowe traktowanie dzieci, zwłaszcza przez starsze pokolenia. Po prostu tak jak dziecko można uderzyć jak jest nieposłuszne, tak i można mu ręce do majtek włożyć i nie ma w tym nic złego. Przynajmniej dziecko powinno uważać to za normalne. I w tym akurat przypadku nie sądzę, żeby miało to większe znaczenie czy mężczyzna jest księdzem, ojcem, dziadkiem czy wujkiem – on nie zrozumie, że takim zachowaniem mógł dziecku krzywdę zrobić. Przecież dziecko to jeszcze nie człowiek.

To, co powyżej, to tylko takie moje domniemania na podstawie tego, co czytałam, jak dawniej dzieci były traktowane czy wspomnień obecnych dorosłych, jak traktowali ich wujkowie/dziadkowie. Druga rzecz, którą uważam za ważną w filmie to zwrócenie uwagi na to, kim tak naprawdę jest pedofil, co sprawia, iż „Tylko ne mów nikomu” jest nie tyle filmem o pedofilii w Kościele, co o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez hierarchów kościelnych. Nie raz podkreślano, że odsetek pedofili – czyli ludzi, którzy przyjemność seksualną są w stanie czerpać jedynie z kontaktów z dziećmi jest taki sam, jak wszędzie indziej. To, co robią księża z dziećmi to po prostu zaspokajanie się najmniejszym kosztem – bo dziecko nie odmówi, nie poskarży się. Czyli o ile pedofilów można leczyć (nie wiem, czy skutecznie) o tyle postawy takich ludzi raczej zmienić się nie da. W końcu oni mają Boga po swojej stronie. Kiedy czytam komentarze po seansie ten wątek jakoś umyka a mnie się zdaje, że to warto podkreślić: większość z tych księży, którzy molestują dzieci to NIE pedofile. To mężczyźni, którzy mogliby swoje potrzeby zaspokajać w bardziej konwencjonalny sposób, ale z dziećmi im wygodniej. I przy tej okazji przypomniało mi się coś o czym czytałam dawno temu, kiedy temat molestowania seksualnego dopiero się pojawił. Było tam coś o tym, że jeśli jedyny pracodawca w ubogiej gminie wymusza seks na pracownicy 40+, spracowanej, z nadwagą etc. to nie dlatego, że ona go pociąga fizycznie. Robi to, nie po to, żeby zaspokoić żądze, co żeby pokazać, że on tu rządzi. I nie wiem czy przypadkiem przy wykorzystywaniu dzieci przez księży i ten aspekt nie gra roli. No, ale ja psychologiem nie jestem,fachowej wiedzy nie posiadam po prostu dzielę się refleksjami po obejrzeniu filmu.

Co do postawy Kościoła Katolickiego… Cóż, każda korporacja chroni swoich i pod tym względem kk nie różni się od innych potężnych instytucji. Tylko inne nie mają podstaw, żeby głosić, że reprezentują Boga. Tak więc postawa większości hierarchów zarówno tych, przedstawionych w filmie, jak i tych, którzy wystąpienia odmówili nie dziwi mnie.

Fakt, iż film mnie nie zaszokował nie oznacza, że uważam go za niepotrzebny. W końcu oglądająca większość dowie się o tym, co czytającej mniejszości wiadome jest od jakiegoś czasu. Co więcej na własne oczy zobaczy księży, którzy nie zaprzeczają istnieniu problemu nie poczuwając się przy tym do winy. Wciąż trudno mi uwierzyć w odnowę Kościoła Katolickiego ale może pod wpływem filmu choć trochę ludzi przejrzy na oczy i uwierzy. W to, że takie rzeczy jak ukazane w „Tylko nie mów nikomu” to nie incydentalne przypadki. Owszem, zdaję sobie sprawę, że  może dochodzić i do czegoś takiego, że dzieć, któremu nie zechce się chodzić na religię zamiast wyrazić to wprost powie, że nie chce, bo go (w tym akurat przypadku niewinny) ksiądz molestuje. I to też nie będzie dobre. Ale mimo wszystko – warto uczyć dzieci, że najlepiej nie mieć wspólnych tajemnic z księdzem. Z wujkiem, dziadkiem czy przyjacielem rodziny również, że po prostu pewne zachowania są złe i nie należy się na nie godzić.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii film i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s