Szybkowar

Kobieta, która ma wszystko… zrobić w domu sama, ale nie daje sobie z niczym rady, kupiła sobie (w sklepie stacjonarnym) szybkowar, żeby choć obiad gotował się trochę której a rachunki za gaz były ciut niższe.

Zakup szybkowara był w sumie spontaniczny. Była promocja – za odpowiednią ilość naklejek szybkowar był o połowę tańszy. Tak z lenistwa nigdy nie sprawdzam, czy rzeczone rzeczy faktycznie gdzie indziej kosztują dwa razy drożej – po prostu jeśli regularnie robię zakupy w jakimś sklepie to mi się dostają naklejki i zbieram je bez względu na to, czy zamierzam wykorzystać czy nie i zastanawiam się czy ta „o połowę niższa cena” to jest cena jaką jestem w stanie zapłacić za daną rzecz. Poza tym akurat zepsuł mi się piekarnik i generalnie były problemy z prądem w domu wiec wiedziałam, że upiec cokolwiek nie prędko będę mogła. Czynnik trzeci – kończyła się promocja związana z maskotkami, których Dzieciom nie zamierzałam kupować, ale skoro Potomstwo miało album to zbierało do niego naklejki, więc zakup takiego szybkowara to była szansa na kilka dodatkowych naklejek w ostatniej chwili. Dlatego szybko obejrzałam sobie w sieci z czym się je taki szybkowar czy raczej co z niego się je, poczytałam o przewagach stalowego nad aluminiowym (ten z promocji był stalowy) i co więcej znalazłam książeczkę z przepisami na dania z szybkowara. Czyli decyzja o zakupie zapadła szybko i równie szybko została zrealizowana. Schody zaczęły się w domu. Szybkowar, którego stałam się właścicielką należy nie do tych, do których pokrywkę się przykręca. Ja cokolwiek wygiętą pokrywkę muszę włożyć do garnka a potem przy pomocy stosownego wihajstra (zgubiłam już instrukcję, a stosownych nazw nie pamiętam, więc z niemiecka zapytuję: wie heisst er? i już wszyscy wiedzą o co chodzi) podciągnąć w górę jednocześnie rozprostowując. Tak więc po kilku godzinach ćwiczeń, kiedy opanowałam wyjmowanie pokrywki ze środka garnka i wkładanie jej tam z powrotem, wiedziałam już, że paragon mogę wyrzucić bowiem szybkowaru do sklepu nie zwrócę.

Jak dotąd ćwiczyłam na nim głównie zupy, bo to jest dla mnie najważniejsze. Jeśli Dzieci odbieram ze szkoły pół godziny przed końcem pracy Małżonka, to przynajmniej wiem, że zupa będzie szybko gotowa i Potomstwo może poczekać a nie podjadać przed obiadem. Testowałam też żeberka, ale chyba wolę te z piekarnika… ale jak ceny prądu poszybują w górę, to kto wie czy mi się priorytety nie zmienią. W każdym razie jestem zadowolona, nawet bowiem jeśli nie używam swojej nowej zabawki zgodnie z jej przeznaczeniem, to i tak z garnka korzystam często – solidny, gruby i w dodatku mam pewność, że jak coś przypalę, to po prostu mogę go porządnie wyszorować a nie – jak w przypadku tych nowomodnych garnków z różnymi superhiper powłokami nieprzywieralnymi – wyrzucać.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii obiady i kolacje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s