Przedświąteczne zakupy

Ostatnie już przedświąteczne zakupy postanowiłam poczynić w piątek. Skoro najbliższa galeria handlowa znajduje się jakieś 10 minut na piechotę wybór zdawał się być najrozsądniejszy. Zdawał się… kiedy bowiem przedarłam się przez pełen samochodów parking, doszłam do galerii a w niej do supermarketu, ledwie zdążyłam wziąć parę rzeczy do koszyka usłyszałam płynący z głośników uprzejmy głos nakazujący opuszczenie galerii z powodu zagrożenia pożarowego. Zostawiwszy nieopróżniony koszyk udałam się więc wraz z tłumem do najbliższego wyjścia ewakuacyjnego. Nie zamierzałam czekać aż się wszystko skończy by sprawdzić czy alarm był prawdziwy czy to tylko ćwiczenia przeciwpożarowe. Spokojnie, ignorując sygnał zbliżających się wozów strażackich ruszyłam ku kolejnemu sklepowi, który miałam zamiar odwiedzić, odległemu o jakieś 10-15 minut drogi. Piechotą, bo z tej strony żadne środki komunikacji publicznej nie kursują. Do sklepu doszłam, nie niepokojona żadnymi alarmami kupiłam to, co kupić zamierzałam, to czego nie kupiłam w galerii kupiłam gdzie indziej, wróciłam do domu.

Święta minęły nadeszła pora zakupów poświątecznych czyli uzupełnienia takich artykułów pierwszej potrzeby jak chleb, mleko etc. Z uwagi na moje pogłębiające się przewlekłe zmęczenie zaplanowałam, że w sobotę (dla Małżonka pracującą) obiad zjemy w galerii i przy okazji tam zrobimy zakupy. Pojechałam więc z Potomstwem jeden przystanek tramwajem (droga bowiem jest mocno nierówna i w tę listopadową pogodę cokolwiek zbyt błotnista), upolowałam wolny stolik (tłok był bowiem jeszcze większy niż przed świętami), dobrałam krzesło dla Małżonka, zamówiłam naleśnika, zjadłam. Podeszłam do stoiska ze świeżo paloną kawą zakupić sobie jakąś na dobry początek roku, wróciłam do stolika i już zamierzałam dzwonić do Małżonka za zapytaniem jak daleko od galerii się znajduje, gdy ten sam kulturalny głos, który usłyszałam parę dni wcześniej poprosił wszystkich o opuszczenie galerii. Ma parkingu galeryjnym czekał już Małżonek, który odwiózł nas do domu. Na szczęście w lodówce jakaś jadalna pamiątka po świętach została, więc Małżonek tak zupełnie bez obiadu nie został, chleb zaś, kierowana kobiecą intuicją zakupiłam wcześniej. Inne niezbędne artykuły dało się kupić w pobliskich sklepach, w których nie urządza się tak często ewakuacji.

DSC03723

Ja wiem, że ćwiczenia na wypadek zagrożenia pożarowego (czy jakiegokolwiek innego) są potrzebne, choćby po to, żeby sprawdzić w jakim czasie ludzie opuszczą lokal. Ja się tylko zastanawiam dlaczego są robione w jednym miejscu w okresie przedświątecznej gorączki i to w tak krótkich odstępach czasu. Patrzę na osoby (w dużej mierze kobiety) pracujące w markecie galeryjnym, wiem, że ich zarobki nie porażają swą wysokością i że na co dzień mają i tak ciężko w pracy, a w okresach gorączki przedświątecznej jeszcze bardziej. Dlaczego więc im dokładać właśnie w tym czasie dodatkową robotę i to niemal co drugi dzień?

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii zakupy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s