Mikołaj

Tyle lat minęło, a ja wciąż pamiętam wątek z jakiegoś forum, gdzie przyszła matka zapytywała inne, czy też zamierzają też swoim dzieciom mówić te bzdury o świętym Mikołaju. Zastanawiała się, jak potem dziecko ma wierzyć rodzicom, skoro je tak okłamywali już od najmłodszych lat. Zapamiętałam ów wątek, bo pamiętam też, że kiedy odkryłam, że to rodzice zostawiają prezenty pod choinką/poduszką a nie św. Mikołaj, podzieliłam się tą informacją z koleżanką. Później od matki dowiedziałam się, że koleżanka miała o to do mnie żal. Zaufanie do rodziców straciłam z zupełnie innych przyczyn i tak szczerze mówiąc to mocno współczuję tym, dla których odkrycie, że św. Mikołaj nie istnieje było szokiem, traumą czy czymś, co spowodowało, że stracili zaufanie do rodziców. W każdym razie pod wpływem własnych doświadczeń uznałam, że dziecko (z naszego kręgu kulturowego) raczej powinno wierzyć w świętego Mikołaja i samo powinno dojrzeć do tego, że go jednak nie ma. Mam wrażenie, że proces dochodzenia do tego, że Mikołaja nie ma to chyba pierwszy proces samodzielnego myślenia i odkrywania „prawdziwego” świata u dziecka. Po tym doświadczeniu mogą mówić: ja już jestem duży/a i wiem, nie wierzę w Mikołaja. Takie przejście z przedszkola życia do szkoły podstawowej.

I nadszedł w końcu ten czas, że moje własne Potomstwo zadaje nazbyt dociekliwe pytania dotyczące tego, kto zostawia prezenty i podobnie jak ja przed laty usiłuje nie spać w nocy, żeby zobaczyć Mikołaja. Ja właśnie przez takie niespanie wyczaiłam, że to ojciec. Nie musiałam go widzieć, rozpoznałam po krokach… i już nie uwierzyłam, że Mikołaj podał mu przez balkon prezenty. Szoku nie było, po prostu stwierdziłam fakt. Teraz pytania o to, czy Mikołaj jest duchem zbywam krótkim i treściwym nie wiem; na stwierdzenie, że to ty mamo chodzisz w nocy i zostawiasz nam prezenty odpowiedziałam stosownie do okoliczności: a możesz mi przestać przeszkadzać czy chcesz mieć kolację wigilijną o północy? Niby to zbywanie, ale naprawdę byłam z przygotowaniami do Wieczerzy mocno spóźniona. A tak szczerze mówiąc to mam nadzieję, że za rok do tematu nie wrócą, że za rok już będą wiedzieć, że to ja. I że nie stracą do mnie zaufania, kiedy do nich dotrze, że przez lata ukrywaliśmy z Małżonkiem przed nimi tę prawdę.

DSC03552

Powyższe zdjęcie to coś więcej niż zwykłe zdjęcie ilustracyjne do świątecznych refleksji. Na fotografii widać najprawdziwszego świętego Mikołaja, jakiego dane mi było ujrzeć w dorosłym życiu. Po praz pierwszy zobaczyłam go na świątecznym turnieju karate, na którym było jedno z moich Dzieci. Tego samego dnia później Mikołaj w Rynku czytał dzieciom bajki i zachęcał je, by podchodziły i czytały. Które przeczytało na głos bajkę dostawało lizaki i cukierki. Jakiś czas później zobaczyłam go na filmiku z odwiedzin dzieci jednej ze szkół w hospicjum. Później jeszcze zdarzało mi się go widzieć, więc moje Dzieci mają z nim kilka zdjęć. Owszem, daleko mu do tego, którego w dzieciństwie uważałam za prawdziwego, takiego z tiarą na głowie i pastorałem w ręku, ale przynajmniej ten ma brodę prawdziwą czyli jest zdecydowanie bardziej autentyczny od tych wszystkich podróbek z doklejanym zarostem.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii święta i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s