Jarmarki

Chyba zawsze lubiłam jarmarki i wszelkiej maści targi. Jako dziecko to przede wszystkim odpusty czy gdański Jarmark Dominikański. Wówczas najprawdopodobniej dlatego, że była to oaza kolorów na pustyni PRL-owskiej szarzyzny. Później, kiedy już pracowałam, lubiłam we Wrocławiu chodzić na eko jarmarki odbywające się na Placu Solnym, na targi kamieni czy wróżb, zdrowia i niezwykłości, odbywające się najczęściej w Hali Stulecia. Raz pojechałam z pracy do Wiednia na Weinachtsmarkt… i szczerze mówiąc wrażeń nie pamiętam. Pamiętam, że tam właśnie po raz pierwszy jadłam kasztany i że nic nie kupiłam na pamiątkę, bo nie zobaczyłam nic, co uznałabym za warte kupienia. Niedługo później we Wrocławiu zaczęto organizować jarmarki bożonarodzeniowe właśnie na wzór niemiecki… i te wrocławskie czemuś podobały mi się bardziej. Chociaż cieszyłam się, że rok temu, uprzedzona o dzikich tłumach wieczorową porą, wybrałam się tam przed zmierzchem. Można było pochodzić nie przeciskając się przez tłum i w kolejce na kolejkę nie trzeba było stać godzinami. Nie ważne, że jedyną pamiątką, jaką stamtąd mam jest kubek po grzanym winie i zdjęcia. Po prostu do tej pory pamiętam, że mi się podobało. W Toruniu nie ma jarmarków organizowanych z takim rozmachem. No dobra, jak się uprę to Toruń mogę przejść na piechotę po przekątnej, z Wrocławiem ten numer nie przejdzie, więc trudno, żeby imprezy tutaj były organizowane z takim samym rozmachem jak w moim rodzinnym mieście. W każdym razie na większości Wolnych Jarmarków Śniadaniowych bywam, chociaż nie zawsze coś kupuję. Podobnie na Toruńskim Jarmarku Bożonarodzeniowym jestem od czasu do czasu, kupując tam głównie oscypki… i maskotki z Gangu Słodziaków dla moich słodziaków. Jestem, bo iluminacje przepiękne, zimą obok rzeźby Filusia pojawia się jego pan, prof. Filutek, a i same stoiska godnie się prezentują. Grzańca nie piję, bo picie alkoholu z plastikowych kubków jakoś mnie nie kręci, ale kto wie, może za rok czy dwa już będzie można pić toruńskiego grzańca z toruńskiego kubka, który – o ile nie zwróci się kaucji za niego wpłaconej – można będzie wziąć do domu.

Piszę tak sobie o tych jarmarkach, trochę dlatego, że zła jestem na siebie, że nie dogadałam się z Małżonkiem co do wyjazdu na Wrocławskie Promocje Dobrych Książek a kiedy już poruszyłam ten temat, to okazało się, że tak późno to on urlopu już nie dostanie a sama z różnych przyczyn nie chciałam jechać. I kiedy oglądam zdjęcia z wrocławskiego Weinachtsmarktu to mi trochę żal, że w tym roku mnie tam nie było. I trochę dlatego wspominam dawne i obecne jarmarki, żeby pamiętać, żeby jutro lub w piątek wpaść na toruński Rynek Staromiejski, żeby sobie sękacz, prawdziwy, suwalski kupić na święta. W końcu sernikpiernikimakowiec sama potrafię upiec, ale z sękaczem to już nie tak łatwo.

 

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jarmarki

  1. świechna pisze:

    No proszę, u mnie podobnie, na wrocławski jarmark jechać nie mogę to mi się jakiś czas temu na wspominki na blogu zebrało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s