Kiermasz w Muzeum

kiermaszjarmark1Konkretnie w Muzeum Etnograficznym w Toruniu. Na sobotnie warsztaty malowania jaj nie dojechałam… bo tak wyszło. Co do niedzielnego kiermaszu to już stwierdziłam, że może się walić, palić, mogę polecieć do bociana lub zaprosić do dom miłą panią z prowajdentu to i tak się tam wybiorę. Tak też zrobiłam. Na towarzyszenie mamie w tej eskapadzie zdecydował się jedynie Dzieć Młodszy, prawie zawsze chętny do wyjścia z domu. Nie protestowałam, bo czegóż się nie robi, żeby tylko Dzieć nie durniał przedkiermasz palmy dowolnie wybranym sprzętem elektronicznym. Na targu dominowało to, co zwykle można spotkać na okazjonalnych jarmarkach/kiermaszach w Muzeum Etnograficznym czyli miody prosto z ula, ekologiczne wędliny, równie ekologiczne chleby oraz wyroby typowe dla święta z okazji którego odbywa się kiermasz. W tym wypadku przede wszystkim były to palmy na przyszłotygodniową Niedzielę Handlową Palmową. Chociaż sama preferuję palmy z bazi, kupiłam Dzieciowi, żeby wiedział, po co przyszedł. Właściwie to dwie palmy zakupiłam, bo nie widzę powodu, żeby karać tego Dziecia, który zdecydował się nie iść ze mną. Może bym więcej kupiła, więcej zobaczyła czy więcej zdjęć zrobiła gdyby nie fakt, że już tuż po wyjściu z tramwaju Dzieć Młodszy oświadczył, że chce się pić, a żadnego kofibajka w pobliżu nie było. Tak więc po szybkim obejściu prawie wszystkich stoisk, po zjedzeniu przez Dziecia wszystkiego, co było przeznaczone do degustacji (w tym mrowiska pełnego zneutralizowanych mrówek) i jednocześnie nadawało się do jedzenia kroki nasze skierowały się w stronę najbliższej kawiarni. Ku mojemu zadowoleniu udało nam się nawet znaleźć wolny stolik… i na tym koniec radości, bowiem z uwagi na piękną aurę i brak otwartych sklepów w pobliżu (przepraszam, Żabka była czynna) w kawiarni tłok jak na dworcu centralnym, więc na kawę/herbatę trzeba było czekać. Na szczęście ciastka, które zamówiłam do kawy podano od razu. Zupełnie nie wiem dlaczego Dzieć, któremu się tak bardzo chciało pić skubał sobie takie całkiem suche ciastko owsiane. Ważne, że siedział spokojnie… bo mu mama pozwoliła pograć na smartfonie. W sumie przykre to, bo drzewiej w tej kawiarni na widoku były maskotki i kartki oraz kredki, a teraz jeśli są to gdzieś zachomikowane. W końcu jednak kawa z herbatą przyszły, więc zamówiłam trzecie ciastko, bo tamte już się zjadły, smartfon i książka poszły w odstawkę i mama zaspokoiła swój głód kofeiny, Dzieć – swoje pragnienie i można już było szczęśliwie wracać do dom. Na krótko, bowiem pogoda znów wygnała Dzieci z domu. A wraz z nimi mamę…

 

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii atrakcje Torunia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Kiermasz w Muzeum

  1. Array pisze:

    Nauka na przyszłość: zawsze, ZAWSZE pakować napój – w formie butli lubo termosu, w zależności od aury… złotymi literami sobie zapiszę 😉 Zresztą, dobrze, że nie zawołał dramatycznie “siku!!!”

    • Jukka Sarasti pisze:

      Latem zawsze mam jakieś pół litra czystej niegazowanej, zimą świadomie nie noszę nic do picia. Woda za zimna a picie z termosu to szok termiczny dla zębów. Do dziś pamiętam jak lata temu kupiłam sobie kawę i z tą kawą wyszłam odprowadzać koleżankę do sąsiedniego budynku na wykład. Jak się na otwartym powietrzu napiłam gorącej kawy to wyraźnie poczułam każdy jeden swój ząb z osobna. No i właśnie – jak jest zimno a ja dam pić to opcja „siku” jest zdecydowanie zbyt prawdopodobna, żebym miała ją ryzykować. A tak to przynajmniej spędziłam przyjemnie czas z Dzieciem w kawiarni.

      • A popatrz, nie pomyślałam o tym wszystkim. Brak doświadczenia przez mnie przemówił, a tu trzeba wszystko na spokojne przemyśleć. Normalnie logistyka poziom ekspert.

      • Jukka Sarasti pisze:

        No to już masz naukę na cudzych doświadczeniach. Może nie zapadają w pamięć tak dobrze jak własne ale czasem się przydają,

      • Jak pomyślę o zębach to natychmiast zapamiętuję – ja się stomatologa bardziej, niż ognia…;)

      • Jukka Sarasti pisze:

        Ja już nie. Po prostu jedyną czynnością, której się poddam siedząc na fotelu dentystycznym bez znieczulenia jest przegląd zębów. Jeśli coś nie tak zaczynamy od zastrzyku 😉

  2. anna pisze:

    Lubię takie świąteczne jarmarki. 🙂

    • Jukka Sarasti pisze:

      Ja też. Ale wolę większe… Cóż, przeprowadziłam się z dużego miasta do dużego (bo rządzi tu prezydent a nie burmistrz) małego (bo jednak wszędzie mam względnie blisko) miasta i czasem, ale tylko czasem, brakuje mi rozmachu Wrocławia.

  3. goldenbrown pisze:

    Wesołych Świąt! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s