Młyn Wiedzy

Centrum Nowoczesności Młyn Wiedzy istnieje już od ładnych paru lat. Czemuś takie nazwy raczej mnie odstraszają podobnie jak Inkubator Technologiczny czy inne tego typu przybytki. Dzieci już tam były, miały wycieczkę z przedszkola, bowiem Młyn ma coś do zaoferowanie ludziom w każdym wieku. Kiedy jednak Młodzież wróciła z zimowiska, z pełnego atrakcji zimowiska, musiałam jakoś zapełnić im czas. Okazało się wówczas, że we Młynie też pomyśleli o tych najmłodszych, którzy nie wyjeżdżają z Torunia. W środę nie udało nam się załapać na zajęcia więc pozostało zwiedzanie. A jest co zwiedzać, na każdym bowiem z sześciu pięter znajdują się sale tematyczne, w których można się bawić ucząc czy uczyć bawiąc. Można więc było między innymi – poczuć się jak chomik biegając wewnątrz obracającej się obręczy, obejrzeć się w krzywym zwierciadle zobaczyć trójwymiarowe zdjęcie i różnicę pomiędzy tym, jak wygląda kiedy się na nie normalnie patrzy a kiedy w dwukolorowych okularach. Można też było zobaczyć model człowieka ze wszystkimi jego organami wewnętrznymi oraz – na komputerze wielkości stołu do sekcji zwłok – oglądać sobie wybrany układ człowieka – można było taką panią lub takiego pana obejrzeć wyłącznie jako układ nerwowy, mięśniowy lub pokarmowy, i oczywiście taki dowolnie wybrany układ można było obracać wzdłuż własnej osi, by móc uważnie przyjrzeć się każdej części. To oczywiście najprostsze do opisania atrakcje, co do innych – skupiona na dwójce bardzo żywych Dzieci niekoniecznie miałam czas poczytać o co dokładnie w nich chodziło. Powiedzieć mogę jedynie, że naprawdę jest co oglądać.

W czwartek już zdążyłam wraz z Potomstwem zaliczyć warsztaty malarskie. Człowiek ma nadzieję, że tu w ciągu godziny nauczy się malować portret 90-letniej kobiety, która wiele w życiu przeszła i całe to jej życie znajduje odzwierciedlenie w jej rysach i błysku wypłowiałych już ócz, a tu tymczasem abstrakcje nam każą malować. A przecież malarstwo abstrakcyjne czy rysunek abstrakcyjny to ten gatunek malarstwa, którego nie trzeba nikogo uczyć – wszak pierwsze prace plastyczne każdego chyba człowieka to abstrakcje. No ale Młodzież (wraz z rodzicielką) mogła sobie poćwiczyć wyciskanie kupek gęstej farby na kartki i rozmazywanie ich własnoręcznie wykonanym z kawałków tektury grzebieniami, dmuchanie kropel kolorowej wody (bo farbką trudno to nazwać), tak by się połączyły oraz zaklejanie części kartek taśmą klejącą, malowanie reszty przy pomocy gąbek po czym odrywanie taśmy. Prace można było zabrać sobie do domu. Więc zabrałam prawie wszystko, co zostało stworzone.

Dzisiaj zaś wybieramy się, mam nadzieję, że całą czwórką, na zajęcia pn. granie w zapamiętywanie. Ja pamiętam, że mam dziury na muzgó i brak pamięci do twarzy ale Potomstwo za młode by iść bez rodzica więc i tak muszę się stawić. Młodzież rozpoczęła właśnie edukację więc mam nadzieję, że coś z tego zapamiętania w graniu wyniesie.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s