Ostatnia rodzina

Tak się dziś złożyło, że w ważny dla katolików dzień wypada także mające z naszą katolicką tradycją nic wspólnego święto. Na tę okazję warto obejrzeć sobie film o takiej jednej rodzinie, w której katolicyzm koegzystował z fascynacją popkulturą czyli „Ostatnią rodzinę”.

Właściwie to nie wiem dlaczego sięgnęłam po ten film. Dlaczego sięgnęłam swojego czasu po książkę Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny” wiedziałam – po prostu od lat ceniłam twórczość Zdzisława i od dawna żałowałam, że w stosownym czasie przegapiłam trójkowe audycje Tomka, chociaż muzycznie było mi do niego blisko. Po wysłuchani książki powinnam była wiedzieć, że film o tyleż genialnych co trudnych Beksińskich nie jest mi do szczęścia potrzebny – wiem już jacy byli przedstawiciele rodziny i wiem, że żadnego nie byłam w stanie polubić.

Po lekturze książki Grzebałkowskiej obejrzenie filmu Jana P. Matuszyńskiego nic do wiedzy nt. rodziny Beksińskich nie wnosi. Twórcy filmu w wywiadach twierdzili, że biografii Beksińskich nie czytali i chyba im wierzę, bowiem w filmie zabrakło mi tego, co było w książce – genezy stosunków ojca z synem. Jedyne co widać wyraźnie to rola Zofii Beksińskiej w tej rodzinie. Film zaczyna się wyprowadzką Tomka z mieszkania rodziców do własnej kawalerki, nie wiemy więc jaki Tomek był wcześniej, jak układały się jego relacje z rodzicami i co ewentualnie mogło sprawić, że był taki choleryczny. Film pokazuje jak to wszystko wyglądało, Grzebałkowska w swojej biografii stara się wyjaśnić dlaczego tak. O ile hołduję zasadzie: najpierw książka potem film, tak tu zdecydowanie uważam, że jeśli ma być i książka i film, to lepiej zacząć od filmu. Książka będzie znakomitym uzupełnieniem, obrazowi malowanemu przez Matuszyńskiego doda głębi, pozwoli lepiej zrozumieć pewne jego szczegóły.

Skoro trochę ponarzekałam na film warto wspomnieć o najmocniejszej jego stronie czyli o odtwarzających główne role aktorach. Andrzej Seweryn, choć w oryginale mało do Zdzisława Beksińskeigo podobny, dzięki charakteryzatorom i dobremu naśladowaniu mimiki niemal do złudzenia przypomina pierwowzór, co widać zwłaszcza na obrazkach końcowych czyli na krótkich filmikach prezentujących rodzinę Beksińskich. W niczym nie ustępuje mu Dawid Ogrodnik jak zawsze świetny w roli nadwrażliwych utalentowanych młodzieńców. Tak świetny, że aż życzę mu jakiejś innej roli, żeby mu ta szufladka nie przeszkodziła w dalszej karierze, do jakiego bowiem wieku można grać młodych nadwrażliwych. Aleksandra Konieczna – taka do bólu matka Polka, że kiedy się patrzy na jej troskę o syna trudno powiedzieć kogo bardziej żałować – cierpiącej z powodu skłonności samobójczych syna matki czy skrzywdzonego nadopiekuńczością syna.

Wygląda więc na to, że „Ostatnia rodzina” to dobry film… tylko zwracający uwagę nie na te aspekty życia Beksińskich, które mnie najbardziej interesowały. No i irytujący. Głównie za sprawą trójki irytujących bohaterów. Czyli znów – czepiam się zalet filmu, bowiem aktorzy byli dokładnie tak irytujący jak bohaterowie przez nich odgrywani i ani odrobinę bardziej.

Za największą zaletę „Ostatniej rodziny” uważam chyba to, że teraz, kiedy znajdę się w dołu psychicznym, będę mogła przypomnieć sobie Dawida Ogrodnika w roli Tomka Beksińskiego i całkiem trzeźwo stwierdzić, że moje stany depresyjne są niczym w porównaniu z tym, z czym się zmagał młody dziennikarz przez większą część życia. Wiem, fakt, że inni mają/mieli gorzej to kiepskie pocieszenie, jednak czasem pozwala na pewne sprawy spojrzeć z innej perspektywy.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Ostatnia rodzina

  1. Książka – urzekła i przeraziła, obrazy starszego pana B zawsze gdzieś w tle życiorysu mi się przewijały, nawet w końcu zawitałam do muzeum w Sanoku – czyli filmu nie mam co oglądać, bo tylko się zdenerwuję, a po co mi to 😉 pozdrawiam 😉

    • Jukka Sarasti pisze:

      Film to portret rodziny jako całości, stąd skupia się bardziej na relacjach rodzinnych, książka – biografie zarówno Zdzisława jak i Tomka. Więc jeśli już wiesz, że rzeczywiście irytują Cię Beksińscy to rzeczywiście – szkoda nerwów na film.

      • Zdecydowanie wiem. I tylko co zrobić z tym zauroczeniem obrazami? 😉

      • Jukka Sarasti pisze:

        Staram się oddzielić twórcę od dzieła. W przeciwnym razie musiałabym przestać czytać kilku pisarzy i wyrzucić albumy nie tylko Beksińskiego.

      • Niby tak – ale z niektórymi jest ciężki temat, bo niesmak pozostaje… całe szczęście oglądanie „Domu z kart” zarzuciłam zanim zaczęła się afera o głównym wykonawcy 😉

      • Jukka Sarasti pisze:

        No, ja z Domem z kart nie mam takich problemów – kocham powieści a Frank Underwood ma się nijak do Francisa Urquharta. Ale nie mogę przestać cenić Kevina jako aktora… Tak samo mogę uważać, że Roman P. powinien odpowiedzieć za swój czyn, ale do niektórych jego filmów będę wracać, bez względu na to czy w końcu go skażą czy nie.

      • Hmm – a czytałaś morze „Ludzi na drzewach”? To jest trochę przeniesienie zagadnienia w abstrakcję, ale kiedy zorientowałam się, że postać fikcyjną potępiam – a także pierwowzór – a mówimy o naukowcach, których badania są istotne dla ludzkości – to jakim prawem aktor czy artysta ma stawać ponad normami? Nie skażę nikogo, bo wiadomo, że dawno skruszeli/przeprosili/ zadośćuczynili – ale staram się świadomie nie nabijać im punktów popularności czy kabzy. A „Ludzi” polecam, pomijając zagadnienie – świetnie się czyta 😉

      • Jukka Sarasti pisze:

        Nie ma co polecać, czytałam. Czy raczej słuchałam, i słucha się jeszcze przyjemniej, bo do ciekawej treści dochodzi głos Rocha Siemianowskiego ❤ I tylko właśnie z naukowcami czy lekarzami – wybitnymi fachowcami jest ten problem, że jeśli pozbawię życia artystę – cóż, ludzie nie będą umierać czy chorować tylko dlatego, że kiedy będzie w więzieniu nie stworzy nic nowego, ale z niektórymi naukowcami czy lekarzami to już tak nie działa.

      • O, słuchałaś i się podobało? Jakoś nie mogę się przekonać do audiobooków, ale skoro polecasz… Chwila moment – naukowiec może pracować w więzieniu, niby jak powstała radziecka nauka 😉 No mam problem ze stawianiem jednostek ponad prawem, to jest patologia i rodzi patologię.

      • Jukka Sarasti pisze:

        Też mam z tym problem. Co do pracy w więzieniu -OK, jeśli by mu stworzyć odpowiednie warunki – jestem na tak. Tylko nawiązując do naukowców i lekarzy rzadkich specjalności pomyślałam o przypadku, o którym raz w gazecie przeczytałam. To był lekarz czy lekarka, który spowodował wypadek z ofiarami śmiertelnymi… ale to był wybitny chirurg wyspecjalizowany w jakichś rzadkich operacjach czyli pozbawienie go wolności mogło oznaczać także śmierć dla większej liczby ofiar niż te, które poniosły śmierć w wypadku… I tu jest prawdziwy dylemat.
        A jak chcesz poznać moje refleksje o Ludziach na drzewach to tutaj się nad tą pozycją rozwodzę: https://sarasticzyta.wordpress.com/2018/02/07/ludzie-na-drzewach/

      • O, masz dodatkowego bloga na książki? Myślałam o tym, ale jakoś nigdy się nie ogarnęłam, zawsze wydawało mi się, że to nudne będzie. Podpatrzę, jak to u Ciebie wygląda 🙂

      • Jukka Sarasti pisze:

        Czy będzie nudne czy nie to chyba zależy od piszącego, prawda? 😉 W każdym razie zapraszam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s