Baby Driver

Baby jest kierowcą. Bardzo dobrym kierowcą. I tak się złożyło, że ma dług u bossa mafii, więc dopóki go nie spłaci musi wozić gangsterów na miejsce akcji a gdy już jest po wszystkim uciekać przed pościgiem. Jednak Baby do dobry chłopak, czeka tylko aż spłaci swój dług i zacznie normalne życie. Najlepiej u boku nowo poznanej kelnerki. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, w akcji, która ma być tą naprawdę ostatnią dochodzi do komplikacji.

Film Edagra Wrigrhta ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Nie tylko dlatego, że pełen jest widowiskowych pościgów. Baby bowiem posiada jedną cechę, która sprawa, że zasadniczo różni się od innych ludzi – każde jego działanie napędza muzyka. Nie ruszy więc dopóki nie włączy odpowiedniego do sytuacji kawałka, przez co praktycznie cały film sprawia wrażenie sprawnie zrealizowanego teledysku czy raczej ciągu teledysków do płyty z serii greatest hits. Nie będę się bawić w wyliczankę utworów z tej prostej przyczyny, że o muzyce mam niewielkie pojęcie. Kiedyś potrafiłam z pamięci wymienić całą dyskografię Quuen i praktycznie każdą piosenkę przypisać do właściwej płyty, dziś nawet i to przyszłoby mi z trudem. Jednak o tym, że  „Brighton Rock” – jeden z ulubionych kawałków kierowcy przepięknie ilustrujący finałowy pojedynek,  pochodzi z  trzeciej  zespołu czyli „Sheer Heart Attack” pamiętałam.

Kolejna, równie istotna zaleta filmu to humor. Nie z gatunku tych, sprawiających że po seansie masujemy obolałe od śmiechu policzki, raczej z tych sprawiających że praktycznie przez cały seans uśmiech nie schodzi z twarzy. Oczywiście są też sceny jak ta z halloweenową maską Michaela sprawiające, że uśmiech uśmiech się poszerza, ale zasadniczo „Baby Drivera” uznałabym prędzej za film sensacyjny napędzany muzyką niż za komedię. Chociaż, tak naprawdę to chyba dziś, w czasach kiedy łączy się wszystko ze wszystkim, jakiekolwiek szufladkowanie gatunkowe jest pozbawione sensu.

Dodatkowym atutem Baby Drivera jest obsada. Ansel Elgort jest wprost stworzony do roli uroczo chłopięcego i cokolwiek nie przystającego do otaczającej go rzeczywistości tytułowego bohatera. Lily James w roli Deborah przywodziła mi na myśl Madchen Amick w roli Shelly z „Miasteczka Twin Peaks”, a to jak najlepsze skojarzenie. Kevin Spacey w roli Doca czyli demonicznego szefa mafii – jak zwykle świetny… Tak z perspektywy czasu złośliwie można by zauważyć, że po prostu w rolach facetów, od których młodzi chłopcy powinni się trzymać z daleka, bo w przeciwnym razie długo będą żałować Spacey sprawdza się w filmach równie dobrze jak w życiu. Jednak bez złośliwości stwierdzę, że nie zważając na życie prywatne aktora, warto obejrzeć jak sprawdza się w tej roli w tym konkretnym filmie. Podobnie zresztą jak warto obejrzeć pozostałych aktorów, na których miejsca w recenzji już brak. Po prostu brak tu słabych ról, nawet do epizodów aktorzy dobrani zostali idealnie.

Teoretycznie mogłabym się przyczepić do zakończenia, jakby nie przystającego do całości obrazu. Rzecz w tym, że w trakcie filmu zdawałam sobie sprawę, jak tego typu filmy się na ogół kończą i takiego „typowego” zakończenia się spodziewałam… i bardzo nie chciałam, żeby taki właśnie był koniec. Więc skoro nie był, co więcej zakończenie było z gatunku tych, jakich nie lubię, to nie mam innego wyjścia jak uznać zakończenie za kolejny atut filmu… choć spotkałam się z opinią, iż jest to jedyny słaby punkt „Baby Drivera”.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s