Torebka, torebeczka, torebunia

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłam ją w galerii handlowej, która na moment zamieniła się w galerię sztuki i rzemiosła i się zakochałam. Niby nic nadzwyczajnego: czarna na szarym tle ale jak patrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami. Wówczas jednak uznałam, że mam ważniejsze wydatki, że nie potrzebuję kolejnej. Nie ważne, że kusiła, iż w prezencie dostanę do kompletu portfel, nie ważne, że wewnątrz miała kieszeń, która po odpięciu mogła służyć ze etui na tablet lub mały laptop – miałam ważniejsze wydatki.

Tak w każdym razie było w sobotę. Jednak przez noc dojrzałam do tego, że ja bez niej żyć nie mogę, więc w niedzielę udałam się znów do galerii, by ją posiąść. Niestety, nie ja jedna zakochałam się w spojrzeniu tych wielkich ócz, tylko ta inna bardziej była pewna swojego pragnienia i z galerii wyszła wraz z Nią.

Czas mijał a ja zapomnieć o Niej nie mogłam. Wiedziałam, że jeśli jeszcze kiedyś Ją spotkam, będzie moja, choćbym miała w tym celu zadzwonić do bociana czy innego prowajdenta. Szukałam Jej na Jarmarku Bożonarodzeniowym, rozglądałam się za Nią na Wolnym Jarmarku Toruńskim zdaje się, że na śniadaniowy przemianowanym… i nic.

Dziś miał być dzień jak co dzień, niedziela jak każda inna. Tyko że z okazji zakończenia semestru mogłam pójść i obejrzeć czego nauczył się Dzieć Młodszy podczas zajęć w szkole tanecznej. Pokazy były tak udane, że uznałam iż warto ten piękny dzień uczcić kawą z rogalem w pobliskiej galerii handlowej. Niestety, Dzieć Młodszy się rozchorował, poszłam więc jedynie ze Starszym, obiecując niedomagającemu ciastko. Wchodzę więc do galerii z Dzieciem a tu galeria znów na chwilę zamieniona w galerię sztuki i rzemiosła. Szklane bibeloty, biżuteria z kamieni półszlachetnych, ręcznie szyte ubranka, maskotki i torebki… a pośród tych ostatnich Ona, znów wpatrzona we mnie swoimi wielkimi oczami. Ostatnia pozostała. Wiedziałam, że jeśli teraz Jej nie nabędę, już więcej jej nie spotkam. Co więcej, nie tylko ja Ją zapamiętałam, Pan od torebek zapamiętał także mnie i to, co mi wówczas obiecywał czyli portmonetkę/kosmetyczkę gratis. Teraz więc patrzą na mnie obie swoimi wielkimi, jasnymi oczami i wiem, że należymy do siebie. Dopóki śmierć lub zużycie materiału nas nie rozłączy.

torebunia

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Torebka, torebeczka, torebunia

  1. Jola z To. pisze:

    O boy,oboy ja wszystko rozumiem ,tez tak mam,ale gdzie zdjecie ? ja sie pytam ? no gdzie ?teraz ja spac nie bede takam ciekawa tego cuda !

    • Jukka Sarasti pisze:

      Zdjęcie już pod tekstem. Doszło do jakichś zaburzeń w matrixie w trakcie wklejania, więc post, poniekąd bez mojej świadomej zgody poszedł taki goły. Ale zdjęcie już jest 🙂

  2. anna pisze:

    Mam podobnie z torebkami. Zawsze musi być miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂

  3. chmurykultury pisze:

    Pięknie opisana ta historia miłości 🙂

  4. chmurykultury pisze:

    To było przeznaczenie 🙂

  5. Pingback: Galeria. Także handlowa | Jak kura pazurem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s