W cukierni

Zdarza się, kiedy Dzieć ma przerwę pomiędzy szkołą a zajęciami dodatkowymi zbyt długą, by od razu udać się na zajęcia a zbyt krótką, by wspólnie coś w domu porobić, na mnie zaś akurat żadna pilna robota nie czeka, że chodzimy do najbliższej kawiarni na kawę/herbatę i ciastko. Wraz z Nowym Rokiem zniknęła ulubiona kawiarenka Dziecia, co zresztą mnie nie zdziwiło, bo to zasadniczo lodziarnia była, więc zimą ruch niewielki nawet jeśli kawa tania i smaczna jak na swoją cenę a i ciastka nie najgorsze. Skoro jednak zamknęli to warto przejść się gdzie indziej. Tak w sumie niedaleko od domu (w pół drogi między szkołą a domem, na wysokości szkoły Dziecia Drugiego) jest cukiernia. Chyba bardzo wiekowa, starsza z pewnością niż mój żywot w Toruniu. Do niedawna miała wystrój kojarzący mi się ze starymi dobrymi (bo dzieckiem wówczas byłam) czasami PRL-u, do jakiegoś czasu już poszczycić się może nieco bardziej nowoczesnym wystrojem. Czego się nie da powiedzieć o personelu. Pani zza lady bowiem chyba trochę lepiej pamięta czasy PRL-u niż ja.

Wchodzimy więc do cukierni, stajemy przy kasie i Dzieć ogląda ciastka, decydując co chciałby zamówić, ja zamawiam:

– Proszę podwójne espresso i kokosankę.

– A nie będzie lepsza zwykła czarna kawa?

– Nie będzie. Zdecydowanie wolę podwójne espresso.

podwojne espresso z kokosankąNie wiem jak długo jeszcze byśmy sobie z Panią zza lady (nie wiem jak ją nazwać – kelnerka nie, bo zarówno pełne jak i puste filiżanki i talerzyki nosi się samemu, ekspedientka też nie, bo tę kawę to jednak zrobić musiała, baristką – jak wskazuje powyższy dialog też raczej nie była) gdyby ta nagle nie opuściła swojego stanowiska w trybie bardzo przyspieszonym i nie przyczepiła się do klamki drzwi od toalety wołając:

– Proszę natychmiast stamtąd wyjść!!! To toaleta dla klientów a pan nic nie zamówił!!!

Na próżno człowiek próbował tłumaczyć, że miał zamiar zamówić ale potrzeba była pilniejsza, że jest stałym klientem i nawet gotów był zapłacić za możliwość zaspokojenia tej najbardziej z podstawowych potrzeb, Pani była nieugięta. Pieniędzy od Pana nie chciała, bo toaleta nie jest płatna, Panu odechciało się składać zamówienie za to zapragnął porozmawiać z kierownikiem. Czym się rozmowa z kierownikiem skończyła i czy w ogóle do niej doszło nie wiem, ale Pani zza lady wykłócała się z Panem z potrzebą jeszcze kiedy ja już skończyłam swoje podwójne espresso i kokosankę a Dzieć zamówione przez siebie ciastko.

Wygląda więc na to, że cukiernia straciła co najmniej troje klientów, z czego – jeśli to co mówił Pan z potrzebą było prawdą – jednego stałego. Ja tam bowiem wracać nie zamierzam, bo kawę i ciastko potrafię sobie zrobić w domu lepsze a obsługa raczej odstrasza niż zachęca. Dzieć pewnie też raczej tam nie wróci, bo za mały na samodzielne włóczenie się po kawiarniach i cukierniach a poza tym zna już lepsze w najbliższej okolicy. Nie sądzę też, żeby Pan z potrzebą zechciał jeszcze tam się pojawić nawet jeśli jego jedyną potrzebą będzie potrzeba zjedzenia ciastka i wypicia kawy bądź herbaty.

Słuchając krzyków Pani zza lady i argumentów Pana z potrzebą przypomniało mi się, że były czasy kiedy na toaletach w różnych jadłodajniach podana była cena z adnotacją, że dla klientów bezpłatnie. I ja się pytam: komu to przeszkadzało?

 

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s