Jak jednego dnia pokochałam i jeszcze tego samego dnia znienawidziłam pudding z tapioki

Od lat wiem, że jestem nietolerancyjna. Konkretnie – nie toleruję mleka. Co nie przeszkadzało mi zjeść dwa razy z rzędu ryżu na mleku. W ten oto sposób zrobiłam sobie kuku. Po prostu mój układ trawienny się zbuntował. I w sumie miał rację. Teraz więc, w ramach pacyfikacji buntu przechodzę na dietę bezglutenowo-bezmleczną. Jak mi się przez okres paru tygodni nie poprawi trzeba się będzie skonsultować z lekarzem. Tymczasem jednak trzymam dietę. Już drugi dzień. Jutro będzie trzeci.

W ramach tej diety postanowiłam zrobić sobie i Dzieciom na śniadanie

podwójnie kokosowy pudding z tapioki

W tym celu namoczyłam 135 g (trochę ponad połowa szklanki) perełek tapioki w 2 szklankach wody. Po godzinie odcedziłam.

W rondlu o grubym dnie zagotowałam zawartość 1 puszki mleka kokosowego z Rossmana (500 ml), 150 ml wody, 3 łyżki cukru kokosowego oraz nasionka z 1 laski wanilii. Do gotującego się mleka wsypałam tapiokę i gotowałam, nieustannie mieszając rózgą dopóki perełki nie stały się przezroczyste i nie wchłonęły całego płynu. Następnie gotowy pudding przełożyłam do trzech szklaneczek. I pozostawiłam na stole w kuchni, by czekały do rana. Niby powinny czekać w lodówce ale teraz tak chłodno, a Dzieci ździebko przeziębione, więc uznałam, że poza lodówką też może być.

Rano Dzieć Młodszy zjadł połowę swojej porcji, Dzieć Starszy zaś orzekł, że tego nie lubi i chce owsiankę z mlekiem i bananami czyli coś, czego do tej pory nie lubił. Zrobiwszy więc śniadanie Dzieciowi Starszemu wróciłam do łóżka, bo w środku nocy pichciłam ten pudding.

Kiedy wstałam na dobre zrobiłam sobie kawę i jadłam do niej śniadanie. Najpierw swoje… naprawdę dobry ten pudding. Później porcję Dziecia Starszego… chyba jednak trochę za tłusty. Pół szklanki Dziecia Młodszego zjadłam jako poobiedni deser, zastanawiając się do czego użyję reszty tapioki, bo przecież następnej takiej ilości puddingu nie dam rady zjeść, a mniejsze ilości trochę trudniej się robi.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jak jednego dnia pokochałam i jeszcze tego samego dnia znienawidziłam pudding z tapioki

  1. anna pisze:

    Jeszcze nie używałam tapioki. Może kiedyś wypróbuję. 🙂

  2. goldenbrown pisze:

    Tapioka przyjmuje smak dodatków, dlatego jest dobra do różnych zagęszczeń. Ale dzieci nie lubią takich udziwnień 🙂 Wiesz, czasem proste potrawy są lepsze, łatwiejsze w wykonaniu i nie trzeba aż tak głowkować. Ja np robiąc muesli nie dodaję mleka, bo moi domownicy mają nietolerancję na mleko, dlatego zalewam wieczorem płatki wodą, dodaję wszelkie „dobrości”, żeby wstępnie się przetrawiły, troszkę cytryny i rano jest gotowe. Rozumiem, ze dzieci mogą nie lubić takich płatków, ale np. owsianka na wodzie z dodatkiem mleka kokosowego i jakichś fajnych owoców, czy soku to też jest rozwiązanie.

    • Jukka Sarasti pisze:

      Tapiokę robiłam przede wszystkim z myślą o sobie. A Dzieci to już do prostoty pt. amarantus/jagły/gryka ekspandowane (czyt. dmuchane)+bakalie/banan+cynamon rano mieszane z jogurtem naturalnym przywykły. Za to za wieczorem robioną owsianką jakoś niekoniecznie przepadały, wolały już owsiankę zapiekaną. Tak więc tapiokę pewnie jeszcze czasem sobie zrobię, Dzieciom pozostawiając to, co lubią (i co ja dopuszczam, bo u babci zagustowały w słodkich płatkach, których NIE zamierzam im kupować).

      • goldenbrown pisze:

        Z mojego dzieciństwa pamiętam owsiankę, mannę, ewentualnie ryż na mleku, ale niezbyt przeze mnie lubiany. Wszystko z jakimiś dodatkami, w zależności od pory roku – albo owoce, albo sok. I nie trzeba było całej tej obecnej filozofii :)))

      • Jukka Sarasti pisze:

        Owsianka była fuj!, bo się pluło łupinkami, więc w domu częście były płatki kukurydziane, manna była dobra (w domu), ryż na mleku takoż (polany masłem topionym i posypany cynamonem). I jadłam to mimo iż obie z matką wiedziałyśmy dość wcześnie, że nie powinnam. Płatków słodzonych, które zawierają więcej cukru niż czegokolwiek innego zaś nie było, więc cała ta dzisiejsza filozofia nie była potrzebna – po prostu jadło się zdrowiej, bo nie było alternatywy. A tapioka chyba istniała, bo nazwę kojarzę i pamiętam, że zawsze byłam ciekawa co to takiego 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s