Aleksandra. Opowiadanie

Aleksandra była zła. Zła, wściekła i wkurwiona. Pracowała dopiero piąty dzień i już miała dość. Fakt, miała dość zanim jeszcze podjęła tę pracę. Nie chodziło tylko o to, że po ośmiu latach studiów humanistycznych i dziesięciu latach pracy na różnych stanowiskach mniej lub więcej związanych z jej wykształceniem musiała zajmować się teraz obsługą faksu i kserokopiarki a w wolnych chwilach służyć za pomoc księgowej. Chodziło o to, że w ogóle nie chciała pracować. Przynajmniej nie na etacie. Pracę na etacie trudno bowiem godzić z pracą kucharki, praczki, prasowaczki, sprzątaczki i opiekunki wiecznie chorych dzieci. Od dawna marzyła, by oddać się swojej prawdziwej pasji – fotografowaniu i dzięki niej dorabiać do mężowskich poborów. Nie musiałaby wstawać skoro świt, pić kawy w biegu i tapetować twarzy przed wyjściem z domu. Po prostu funkcjonowałaby jak do tej pory. Zrezygnowałaby tylko z niektórych drobnych przyjemności na rzecz dłubania w programach graficznych i zmieniania fotografii w małe dzieła sztuki. Wiedziała od lat, że potrafi nie tylko robić dobre zdjęcia ale i obrabiać je tak, by mogły oglądającego przenieść w rozmaite światy: baśniowej fantasy, odległych epok czy sennych koszmarów. Zwłaszcza te trzecie znakomicie jej wychodziły. Potrafiła też coś jeszcze: do każdej fotografii czy powstałego na jej bazie obrazu stworzyć opowiadanie. Potrzebowała tylko wziąć się do roboty: założyć blog, w którym umieszczałaby swoje prace, konto na fejsie, na insta i może gdzieś jeszcze. Tylko tyle. Ale do tego potrzebne było stałe łącze a nie ten beznadziejny internet mobilny za pomocą którego łączyła się z siecią. Chodziło tylko o to, by przeciągnąć kabel z pokoju męża do jej pokoju i połączyć z komputerem. Tylko że Romciu informatykiem to sobie mógł być w urzędzie, bo tam mu za to płacili. W domu to miał swój komputer i tam się realizował rozwalając wirtualnych przeciwników na krwawą miazgę. Przerwą w zmaganiach z wrogami robił jedynie na posiłek i sen. Od pół roku obiecywał ten internet oraz zadbanie, żeby nie musiała się co miesiąc meldować w PUPie tylko po to, by poudawać, że szuka pracy, żeby w razie choroby przyjęli ją do szpitala. To naprawdę taka filozofia napisać podanie, żeby urząd, w którym pracuje i ją objął ubezpieczeniem zdrowotnym? No to teraz ma pracującą żonę. Za najniższą krajową czyli mniej więcej za tyle ile kochany małżonek miesięcznie wydaje na gry i papierosy.

– No to kiedy będzie ten obiad?! – dobiegł z pokoju głos Romana.

– Jak się zupa zagrzeje.

– Bo ja już głodny jestem.

– To trzeba było sobie po powrocie z pracy wyjąć z lodówki i postawić na gazie zamiast siedzieć i czekać aż żona przyjdzie i to zrobi.

– A skąd mogłem wiedzieć, że ciebie tyle czasu nie będzie?

– Z rozkładu jazdy autobusów? Codziennie jestem o tej same porze. To, że ty w piątki kończysz dwie godziny wcześniej więc musisz czekać dwie godziny dłużej na obiad to już nie moja wina. Czas wreszcie nauczyć się dbać o siebie skoro o żonę nie potrafisz.

Na chwilę w mieszkaniu zapadła cisza. Aleksandra starała się nie słyszeć telewizora, przy którym Karol z Karoliną spędzali czas, żeby nie przeszkadzać tatusiowi w graniu na komputerze i mamie w przygotowywaniu obiadu. Skoncentrowała się na obieraniu ziemniaków. Nie myśleć, nie myśleć, głęboko oddychać i skupiać się na najprostszych czynnościach – powtarzała bezgłośnie niczym mantrę mądrości wyczytane, kiedy była w ciąży i walczyła ze spowodowaną tym stanem burzą hormonów. Wyłącz umysł, skup się na tu i teraz, na tym, co właśnie robisz. Skupiając się na robieniu obiadu wstała z krzesła, wylała wodę z garnka pełnego obranych ziemniaków i zaczęła zalewać je wrzątkiem.

– Mamo, jaka dziś jest zupa? – Głos Karoliny oderwał Aleksandrę od prób skupiania się na tym, co robi. Ręka z czajnikiem zadrżała i wrzątek zamiast dalej lać się na ziemniaki, wylądował na drugiej ręce.

– Kurwa mać, ile razy mówiłam, żeby mi w kuchni nie przeszkadzać!!! – wrzasnęła wściekle kobieta puszczając strumień zimnej wody na poparzoną dłoń.

– Ja tylko chciałem wiedzieć jaka dzisiaj zupa – nieśmiało odezwała się przestraszona córka.

– Nijaka. Idź stąd, widzisz, że się poparzyłam – wrzasnęła Aleksandra.

– Czy ty się zawsze musisz tak drzeć? – dobiegł z pokoju poirytowany głos Romka. – Przez te twoje wrzaski omal nie zginąłem!

– Kurwa, poparzyłam się. Może jakbyś sobie wylał wrzątek na rękę czy nogę to przyjąłbyś to w milczeniu. Mnie zabolało i to cholernie.

– Dobra, skończ już gadać i daj w końcu tą zupę. Naprawdę jestem głody.

– A tobie co, ręce do dupy przyrosły? Czy dupa do krzesła? Sam nie możesz się pofatygować?

Widząc, że obiad sam do niego nie przyjdzie, Romek w końcu raczył oderwać się od gry i pojawił się w kuchni. Wyminął stojącą nad zlewem żonę i podszedł do garnka z zupą.

– Szczawiowa? Ja mam to gówno jeść? Człowiek przychodzi głody z pracy, czeka godzinami na obiad a tu się okazuje, że zamiast obiadu dostaje jakieś niejadalne świństwa.

Aleksandra próbowała się opanować. Znów zaczęła głęboko oddychać i usiłowała skupić wzrok na lecącej z kranu wodzie. Wzrok jednak nie zatrzymał się i bezmyślnie zaczął śledzić jej bieg: z kranu na poparzoną dłoń, z dłoni na tasak leżący na dnie zlewozmywaka…

———-

Kiedy po kilku godzinach zaalarmowana przez sąsiadów Policja zjawiła się w mieszkaniu Kluskiewiczów zastała dwójkę tulących się do siebie dzieci, schowanych w najgłębszym kącie pokoju dziecięcego. W kuchni w kałuży krwi leżał około 40-letni mężczyzna z tasakiem wbitym w głowę. Na środku salonu zaś siedziała w pozycji lotosu kobieta. Różowy t-shirt pochlapany był krwią, krople było widać również na twarzy. Kciuki ułożonych na kolanach dłoni łączyły się z palcami wskazującymi, oczy patrzyły gdzieś w przestrzeń, pierś wznosiła się i opadała w miarowym oddechu. Z ust wydobywało się głośne, monotonne: ommm, ommm, ommm…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Aleksandra. Opowiadanie

  1. anna pisze:

    Ha, ha 🙂 No to poszłaś po całości. Niektórzy panowie powinni zwrócić uwagę na morał tej opowieści. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s