Wariacje nt. scen z życia małżeńskiego VI

Tym razem prozą. Wszak życie pełnoetatowej gospodyni domowej to nie dramat (jakby się niektórym mogło wydawać), chociaż także i nie poezja. Wprawdzie swojego czasu bard śpiewał (a może i nadal śpiewa), że życie, życie jest krótkim utworem literackim pisanym prozą, charakteryzującym się wyraźnie zarysowaną i sprawnie skrojoną akcją główną, mocno udramatyzowaną, która zmierza do punktu kulminacyjnego* nowelą, ja jednak twierdzę, że raczej nieco dłuższą formą. Składa się jednak z epizodów, z których każdy można ująć w formę opowiadania. Więc opowiadam epizody z życia niejakiej pełnoetatowej gospodyni domowej, która jakiś czas temu urodziła się w mojej głowie i od czasu do czasu usiłuje z niej wyjść. Wszelkie podobieństwo do realnie żyjących ludzi jest przypadkowe i niezamierzone.

Zakupy

Wyszłam po zakupy. Gdy jednak dotarłam na targowisko zorientowałam się, że zupełnie zapomniałam, po co ja tu przyszłam. Zdarza się. Może nie wszystkim, ale ludziom takim jak ja, z deficytami mózgu tak. Wysyłam więc KWT SMS-a  do Małżoka z pytaniem, co ja miałam kupić, bo mi się zapomniało. Przysłał więc w odpowiedzi link. Otwieram a tu:

No to pojechałam w miasto, orientować się w cenach skuterów, nie bardzo zastanawiając się, po co mu to. Widać znudziło mu się stanie w korkach… Do domu przyjechałam wieczorem, zmęczona ale zadowolona – porobiłam zdjęcia samych pojazdów i ich cen. Małżonka zastałam wściekłego i głodnego. Kiedy próbowałam się z nim podzielić efektami moich poszukiwań powiedział, żebym sobie nie robiła z niego jaj, że chyba aż tak głupia nie jestem, bo po co mu skuter skoro ma samochód. Ja ryby miałam kupić na obiad. A on tak siedział parę godzin i czekał na mnie głodny.

*źródło

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wariacje nt. scen z życia małżeńskiego VI

  1. zosiako pisze:

    I dlatego ja chodzę na zakupy z kartką, co nie zmienia faktu że i tak czegoś na bank nie kupię… a jak tam z orzeczeniem ? Dostałaś już?

    • Jukka Sarasti pisze:

      Inspiracją do tej wariacji była akurat piosenka a nie real. Po prostu wyobraziłam sobie, że dla przypomnienia załączam piosenkę a potem mi się myli wykonawca z tytułem 😉 Niby piszę czasem sobie kartki albo dyktuję Małżonkowi tylko potem zapominam ich wziąć ze sobą.
      Orzeczenie mam od dawna. Tak jak podejrzewałam – stopień lekki. Ale się nie odwoływałam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s