…i po świętach

Święta były, minęły i znów trzeba zabrać się za to, co zostało zaniedbane w trakcie przygotowań i późniejszego świętowania. Żeby jednak proza życia mnie nie dobiła całkowicie postanowiłam choć na chwilę zanurzyć się w świecie magii. Mówiąc prościej, prasując stos ciuchów, który zdążył już osiągnąć rozmiar sporej góry włączyłam film, który kupiłam sobie jako prezent od Mikołaja czyli pierwszą część Harry’ego Pottera.

Oczywiście filmów nie kocham tak, jak kocham książki z tej serii, ale przecież nie mogę co roku wysłuchiwać całej septologii a czytanie zdecydowanie kłóci się z obowiązkami zawodowymi. Kto bowiem widział by zmywać naczynia i jednocześnie czytać? Albo czytać w trakcie mycia okien? Za to podczas prasowania spokojnie można obejrzeć film.

005No to sobie obejrzałam… i znów mam te same zastrzeżenia. Czyli po pierwsze niektórzy aktorzy są stanowczo za starzy do ról. Przecież kiedy Harry zawitał w Hogwarcie Severus Snape liczył sobie coś koło 32 lat, tymczasem Alan Rickman podobno wcielił się w tę postać pod wpływem namów wnuczki. Dursleyowie też wyglądają bardziej jak dziadkowie Dudziaczka niż jak rodzice… albo jak bardzo późni rodzice, chociaż z treści książek wynika, że powinni być raczej przed czterdziestką.  Harry w zwierciadle pragnień też widzi swoich około trzydziestoletnich rodziców, a oni tym czasem w chwili śmierci byli tuż po dwudziestce. Po drugie: brak niektórych scen z książki, przez co niektóre wątki wydają się nieco spłycone. Ja wiem, że gdyby miało być wszystko jak w powieści to już ekranizacja pierwszego tomu powinna być miniserialem. Tylko cóż złego by było gdyby powstał takowy obok ekranizacji kinowej? Tymczasem co z tego, że Lee Jordan wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać czarny kumpel czerwonych bliźniaków, skoro twórca scenariusza (albo reżyser już podczas montażu) zabronił mu komentować mecz qudditcha, przez co sama rozgrywka ślizgonów z gryfonami zdecydowanie traci. W ogóle trochę mi tu za mało tego tercetu: Weasleyowie + Jordan, który był zdecydowanie ciekawszy niż pierwszoplanowa trójka.

Jednak zdjęcia, zwłaszcza Hogwartu w nocy, muzyka Johna Williamsa czy znakomite kreacje Alana Rickmana, Meggie Smith, Richarda Harrisa czy kilku innych aktorów sprawiają, że magia świata Harry’ego Pottera działa na mnie nie tylko z kart powieści J. K. Rowling. Z ekranu komputera również. Zamierzam więc stopniowo kupować sobie kolejne brakujące części serii i w gorszych chwilach nimi właśnie uprzyjemniać sobie niektóre domowe obowiązki. Tymczasem jutro, jeśli czas pozwoli, zapoznam się z płytą dodatkową czyli z materiałami dotyczącymi kręcenia filmu.

A tak na marginesie, kiedy tak przy desce walczyłam ze świeżo upraną odzieżą i jednym okiem rzucałam na film przypomniało mi się, że jakiś czas temu czytałam, że ś.p. Michael Jackson po obejrzeniu pierwszej części przygód Harry’ego Pottera zakochał się w 12-letniej wówczas Emmie Watson. Zdaje się, że nawet planował brać z nią ślub. Cóż, ja wiem, że teraz niektóre 12-latki wyglądają tak, że trudno powiedzieć czy mają 15 czy 25 lat, ale akurat nastoletnia Watson do tych dziewcząt nie należała. Na filmie jest średniej urody kujonką z praktycznie zerowym seksapilem. Jackson faktycznie był nienormalny…

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „…i po świętach

  1. anna pisze:

    A mnie filmy o Harrym nie pociągają. Książki oczywiście przeczytałam, potem poszłam do kina z dzieciakami i nastąpiło rozczarowanie. 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s