O zabawach

Latem na plac zabaw można pójść z Dziećmi, bo lepiej spędzać tam czas niż przed TV czy przed komputerem. Zimą na Plac zabaw można sobie pójść do kina… zdecydowanie bez dzieci.

O tym, że Plac zabaw Bartosza Kowalskiego zechcę obejrzeć wiedziałam od kiedy tylko zobaczyłam zwiastun. Nie wiem czy to z uwagi na tytuł czy na ogólny zarys fabuły (najprawdopodobniej z uwagi na jedno i drugie) wyobraziłam sobie, że będzie to coś na kształt Funny games Michaela Hanekego, tylko z udziałem młodszych sadystów. Oczywiście nie do końca dostałam to, czego się spodziewałam. Wprawdzie Plac zabaw to opis jednego dnia z życia dwóch chłopców ale to nie jest ich „dzień jak co dzień”. Dzień w którym rozgrywa się akcja filmu jest szczególny: to zakończenie roku szkolnego, a dla trójki bohaterów: Gabrysi, Szymka i Czarka to dzień oznaczający rozstanie ze szkołą podstawową. Funny games to opowieść o psychopatach, sadystach, którzy znęcają się na ofiarami dla samej przyjemności znęcania się, co więcej ich działania są z góry przemyślane. Tymczasem u Szymka i Czarka to, co robią w dniu zakończenia szkoły podstawowej to poniekąd odreagowanie warunków, w jakich żyją. Czyli o filmie Kowalskiego raczej nie powiedziałabym, że ma na celu epatowanie przemocą – on po prostu pokazuje to, co się coraz częściej zdarza, głównie tam, gdzie bieda i brak wspólnoty rodzinnej.

Przemoc przejawia się nie tylko w czynach Szymka i Czarka. Słychać ją także w języku wszystkich niemal bohaterów. Gdyby wszystkie niecenzuralne słowa miałby być ocenzurowane, z seansu można by wyjść z koszmarnym bólem głowy spowodowanym przeciągłym wyciem „cenzora”. Cóż, zdarza mi się podobne dialogi słyszeć na ulicy i to czasem z ust dzieci młodszych niż Szymek i Czarek. Podobnie rzecz ma się z dykcją – nie wiem, czy na co dzień aktorzy (nie tylko ci młodociani) mówią aż tak fatalnie, ale film zdecydowanie straciłby na wiarygodności, gdyby aktorzy tymi urwami rzucali mówiąc z dykcją Gustawa Holoubka.

Młodocianym aktorom trochę współczuję – są w takim wieku, że legalnie nie mogliby pójść do kina na film, w którym występują, a faktycznie film zdecydowanie nie nadaje się do oglądania przez młodzież. Zresztą, podobno nawet dorośli wychodzili z kina w trakcie seansu… Poza tym, choć czasy się zmieniają, ludzie wciąż miewają tendencję do przypisywania aktorom cech odgrywanych przez nich bohaterów, więc chyba lepiej dla nich, żeby na ulicy nie pokazywali się w takich fryzurach, w jakich występują w filmie. I mam nadzieję, że opieka psychologiczna, którą trójka głównych aktorów została objęta, jest naprawdę dobra.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O zabawach

  1. Pingback: O tym, gdzie można znaleźć fantastyczne zwierzęta | Jak kura pazurem…

  2. anna pisze:

    Film przypomina dokument, więc nienaturalna byłaby wybitna gra czy dykcja aktorów. Mnie się sposób jego zrobienia bardzo podobał.

    • Jukka Sarasti pisze:

      Mnie się nie podoba, że ludzie tak mówią, stąd mieszane uczucia. Słuchać tego nie chcę ale właśnie – film dzięki temu jest wiarygodny. Ani przez chwilę nie żałowałam pieniędzy wydanych na kino.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s