O rodzinnych popołudniach

dsc04701Pogoda dopisuje więc wypadałoby aby Dzieci spędzały czas nieco bardziej konstruktywnie niż przed ekranem komputera lub telewizora. Takie jest przynajmniej moje zdanie, Małżonka już jakby niekoniecznie. Skoro tak, to wypadałoby, żebym to ja wymyśliła co robimy. Akurat tak się złożyło, że w ten weekend żadne z kolegów i koleżanek z przedszkola nie organizuje urodzin a i w mieście nie znalazłam nic dla dzieci. Pozostały więc dwie opcje: wybrać się na zbieranie kasztanów albo do lupanarku lunaparku. Ponieważ kasztanowce rosną nadsc04706 naszym osiedlu dość licznie i w dodatku w jednym miejscu, między żywopłotem a budynkiem mieszkalnym zawsze jest ich sporo, bo mało kto tam chodzi, kasztanobranie zostawiam na popołudnia w dni powszednie… Nawet jeśli pogoda popsuje te plany, to i tak już mamy dość kasztanów w domu. Stanęło więc na opcji drugiej. Jak zwykle każde z Dzieci chce się bawić na czym innym, więc każdy z rodziców podąża za innym Dzieciem. Dzieć Starszy prowadzi mnie na karuzelę typu wznoszące się samoloty. Średnio mi leży ta opcja, bo Dzieć za młody na to, by samodzielnie lecieć… a mnie dsc04709trochę forsy szkoda na bilet dla mnie. No, ale skoro to ma być rozrywka Dzieci, to niech się cieszą, więc wsiadam i ja skoro inaczej się nie da. W trakcie lotu daje znać o sobie moja choroba lokomocyjna, więc z utęsknieniem czekam aż karuzela zacznie zwalniać a samoloty opadać… Jednak radość moją z kończącego się lotu rychło przerywa widok czekających u wejścia: pełnego entuzjazmu Dziecia Młodszego i cierpiącego na lęk wysokości Małżonka, którego twarz zdobi sadystyczny uśmiech. Już wiem, że z karuzeli zejdzie tylko Dzieć Starszy, ja zaś przez kolejne 5 minut będę walczyć z chęciądsc04708 zwrócenia zawartości żołądka. Tym razem w towarzystwie Dziecia Młodszego. Po zejściu z karuzeli mowy nie ma o innych rozrywkach, w których niezbędne jest towarzystwo rodzica. Idą sobie Dzieci na dmuchawcach poszaleć, do puszek porzucać (nagroda gwarantowana, więc można zainwestować, niech z imprezy mają inne pamiątki niż tylko zdjęcia) a mama tymczasem dochodzi do siebie…

Niby szkoda, że trochę mało zdjęć zrobiłam Dzieciom, za to dzięki temu, że na karuzeli to Dzieci radośnie trzymały dźwignię, sprawiającą, że samolot unosił się w górę, mogłam zrobić kilka zdjęć lunaparku z lotu ptaka. Zawsze to ciekawiej niż z ziemi… i trochę skracało czas do końca lotu. Za czas jakiś o chorobie lokomocyjnej zapomnę, zdjęcia zaś zostaną.

dsc04704

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O rodzinnych popołudniach

  1. anna pisze:

    Nie lubię karuzeli. Jako dziecko też nie lubiłam się kręcić, boję się wysokości i w ogóle omijałam z daleka takie atrakcje. Moja córcia na szczęście odziedziczyła to po mamusi. 🙂 🙂

    • Jukka Sarasti pisze:

      Ja lubiłam. Nawet jako dorosła chętnie kręciłam się na olbrzymim diabelskim młynie. Generalnie lubiłam lunaparki, zwłaszcza ten w Chorzowie… kiedyś chyba jedyny taki w Polsce. No i Dzieci odziedziczyły to po mamie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s