O kawie VI

Jedzenie i napoje, podobnie jak ubiór, podlegają modom, choć w tym pierwszym przypadku mniej się to rzuca w oczy. Rozmaitym trendom podlega także picie kawy. Dawno już minęły czasy, kiedy piło się „kawę po turecku” ze szklanki. Był czas, że pijało się kawy(?) rozpuszczalne, kawę z ekspresu, kawy smakowe, kawy z ekspresu ciśnieniowego, całkiem niedawno zapanowała moda na alternatywne parzenie kawy czyli syphon, aeropres czy drip. Obecnie zaś modna stała się kawa świeżo palona. Istnieją oczywiście małe palarnie, w których można zamówić sobie taką kawę, jednak także niektórzy z popularnych, znanych na rynku producentów  także coś takiego oferują. Można sobie wejść na ichnią stronę i zamówić sobie dowolnie wybraną świeżo paloną kawę.

Gdybym chciała powiedzieć, że jestem odporna na mody, to bym skłamała. Wszak gdybym naprawdę była odporna do tej pory piłabym plujkę… choć nie koniecznie ze szklanki. Jednak o ekspresie przelewowym nigdy nawet nie marzyłam a wszelkie eksperymenty z parzeniem zakończyłam na ekspresie ciśnieniowym. Kolbowym, bardziej zaawansowane bowiem też mnie nie interesują. I parzeniu w nim kawy świeżo zmielonej. Nowsze metody parzenia już średnio mnie interesują, bo kawę lubię zdecydowanie mocną. Jednak coś takiego jak świeżo (u)palona kawa od dawna budziło moje zainteresowanie… tylko ceny jakoś tak mniej interesujące mi się wydawały. Przynajmniej z tych małych palarni, jak na przykład tej, którą można znaleźć po prawej stronie tego bloga. Znajdę pracę, to może i tam zacznę zaopatrywać się w kawę… przynajmniej od święta. Tymczasem odgrzebałam sobie w folderze ze spamem promocję z MK Cafe Fresh – akurat dostawa bezpłatna była, więc zamówiłam sobie jedną kawę.. a chwilę później (z tą samą ceną za przesyłkę) jeszcze jedną.dsc04406 Kiedy czekałam na tę pierwszą, zdążyła przyjść druga. Jak się później okazało, pierwsza się cokolwiek spóźniła, ponieważ omsknął mi się palec i źle kod pocztowy wpisałam. Tą drugą kawą, która przyszła pierwsza, była India Plantation. Na jej smak – wedle producenta – składają się nuty: pieprzu, papai, szlachetnego drewna i przypraw korzennych. Faktycznie, smak mi się jakiś taki ździebko drewniany wydał. Chyba  jednak wolę kawę mocniej paloną. Może nie aż tak, że całe ciemnobrązowe ziarenka aż świecą się od tłuszczu, ale nieco mocniej niż średnio palona indyjska. Przy okazji zorientowałam się, że zamiłowanie do papryczki chilli, czosnku i generalnie ostrych przypraw sprawiło, że kubki smakowe cokolwiek mi się zdegenerowały i nie jestem w stanie doszukać się tych subtelnych odcieni smaku, jakie rzekomo kawa powinna posiadać. Chociaż kto wie, może przy następnej, która bynajmniej ma nie być drewniana, uda mi się czegoś więcej niż po prostu kawy doszukać…

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s