O Polakach-cebulakach

Nie wiem dlaczego określenie cebulak w zamyśle autorów/użytkowników ma być obraźliwe. Swoją drogą, nie tylko Polacy z cebulą mogą się kojarzyć. Wszak smród cebuli kojarzony był z żydowskimi osiedlami… Zresztą, może to dlatego ma być obraźliwe? Nieważne. O mnie spokojnie można powiedzieć, że jestem Polakiem-cebulakiem. Po prostu nie wyobrażam sobie kuchni bez cebuli. Owszem, w wykorzystaniu jej nie dorównuję mojej matce, ale i niewiele ustępuję. Trudno się więc dziwić, że kiedy w sklepie mięsnym lokalnej sieci, w którym się zaopatruję w większość mięs trafiłam na coś takiego jak konfitura z czerwonej cebuli, nie zawahałam się wydać całych 6 polskich złotych na malutki słoiczek. Trudno się dziwić, że nie raz jeszcze je kupowałam, skoro degustując i zastanawiając się do czego można by tej konfitury użyć, opróżniłam cały słoiczek. I nie raz jeszcze zastanawiałam się w ten sposób, do czegóż można użyć tej „słodkości”. W końcu uznałam, że jak się nie ma czasu, można po prostu pociąć w małe kawałki udziec z indyka, usmażyć/udusić na oleju kokosowym i zamiast jakichkolwiek przypraw użyć (w drugiej połowie duszenia) rzeczoną konfiturę. Poza tym na kanapce z serem żółtym czy pasztetem też prezentuje się nieźle. Wszak nie zawsze musi być ketchup/żurawina.

DSC04413Kiedy więc zauważyłam, że cokolwiek za dużo pieniędzy tracę na tę konfiturę uznałam, że czas najwyższy zrobić ją własnoręcznie. Zapytałam więc Wujka G. o przepis, a ten jak zwykle wyrzucił całe mnóstwo odpowiedzi. Wśród nich znalazła się i ta, z której ostatecznie postanowiłam skorzystać.

Konfitura/chutney z czerwonej cebuli

DSC04410Na patelnię (dużą, z grubym dnem) wlałam 3 łyżki oliwy extra vergine. Na to wrzuciłam 1 kg pokrojonej w pióra czerwonej cebuli, wysypałam 1 łyżeczkę soli himalajskiej, włączyłam gaz, przykryłam pokrywką i czekałam aż się zeszkli. Oczywiście od czasu do czasu mieszając. Po jakichś 15 minutach dodałam 120 g cukru brązowego dark muscovado i wymieszałam. Następnie dodałam 80 ml octu balsamicznego oraz 1 szkl. czerwonego półwytrawnego wina (u mnie Cervantes). Całość smażyłam do prawie całkowitego zredukowania płynu, po czym dodałam drugą szklankę tegoż samego wina i smażyłam dalej. Tym razem do całkowitego zredukowania płynu. Gorące konfitury nałożyłam do umytych i wyparzonych słoiczków, te zakręciłam i ustawiłam do góry dnem na całą noc. Rano wyniosłam do piwnicy, z nadzieją, że jak po któryś zejdę nie okaże się, że to cebula camambert. To, co się nie zmieściło do słoiczka okazało się równie dobre a nawet lepsze niż kupne.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „O Polakach-cebulakach

  1. anna pisze:

    A ja przyznam, że nigdy jeszcze nie próbowałam takiej konfitury. Muszę się kiedyś skusić, jeżeli polecasz.

    • Jukka Sarasti pisze:

      Najlepiej kupić sobie taki mały słoiczek (jak te na zdjęciu – przy okazji mam własne przetwory w firmowych słoiczkach 😉 ) to wtedy się wie, czy warto inwestować czas i pieniądze w przetwórstwo 🙂 Ja w każdym razie jeszcze parę słoiczków zrobić zamierzam.

  2. Pingback: O sprośnych wariacjach XX | Jak kura pazurem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s