O odruchach (bez)warunkowych

Nie wiem dlaczego tak mam, ale ilekroć pomyślę o tym, że powinnam schudnąć, ktoś mi to (znów) uświadomi czy po prostu przeczytam książkę/artykuł o dietach odchudzających, od razu robię się głodna… i co gorsza nabieram ochoty na coś słodkiego. Tak więc dziś, kiedy Doktor, po uprzednim obejrzeniu mojego zdjęcia, a konkretnie to zdjęcia końcówki moich pleców, uświadomił mnie, że każdy dodatkowy kilogram może skutkować jeszcze większym bólem (czyli tak, przed oglądaniem fotografii zdążył zapytać z czym przychodzę i dowiedzieć  się, że boli i w jakich okolicznościach boli bardziej) znów poczułam, że mam ochotę na coś słodkiego. Tym razem jednak zrezygnowałam z migdałowo-karmelowego latte z bitą śmietaną i w kawiarni zamówiłam jedynie cappuccino… i żadnego ciastka do tego. Po czym poszłam na targowisko i oglądałam miody. Na szczęście nie było ani spadziowego ani gryczanego więc najadły się tylko oczy.

Nie, ja wiem, że jeść słodkiego nie przestanę. Spróbować ograniczać słodkie i tłuste mogę, ale wiem, że jeśli odstawię, to będzie efekt jo-jo. Chyba że ktoś mi wymyśli inny skuteczny sposób na leczenie chandry. W dodatku i tak to ja jestem i będę twórczynią większości słodkości w domu, bo w przeciwnym razie Dzieci z figury zaczną się upodabniać do mamy, a tego im nie życzę… A ja naprawdę lubię swoje wypieki. Czyli czas wrócić do ćwiczeń. Zwłaszcza, że Doktor coś też mówił o potrzebie wzmacniania mięśni i to bardziej brzucha niż pleców… A więc rowerek stacjonarny się kłania… bo przygoda z rowerkiem niestacjonarnym najprawdopodobniej skończy się tak, jak przygoda z łyżwami. Albo i nawet gorzej, bo łyżew to ja nie uszkodziłam, ale rower to już bym mogła.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „O odruchach (bez)warunkowych

  1. silnaemocja pisze:

    A ja to odwrotnie mam…

  2. silnaemocja pisze:

    mówią, że jestem za chuda, każą jest, a ja nie mam ochoty, rzadko czuję głód i jem tyle, żeby nie zginąć. Ale gdyby mówili, że jestem za gruba to bym się tym nie przejmowala 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Jeśli takie rzeczy mówi lekarz i w związku z dolegliwościami, a nie jako uwagę na marginesie, to jest już powód żeby się przejmować. Zresztą, na razie powiedział, że może niekoniecznie schudnąć, ale przytyć to już ani kilograma nie powinnam… Swoją drogą lepiej takich rzeczy słuchać tuż po świętach, niż tuż przed 😉

      • silnaemocja pisze:

        Z lekarzem bliskie spotkania miałam dość dawno, ale osoby z bliższego i dalszego otoczenia mi to mówią. Za dużo stresów. Ale mogę przyjąć od Ciebie parę kilogramów ku uciesze Twojego doktora 😉

      • jukkasarasti pisze:

        Ku uciesze Doktora to ja zostawiam na końcu wizyty odpowiednie walutopodzękowanie 😉 Za pokwitowaniem oczywiście. Chętnie bym Ci przekazała te parę kilogramów ku uciesze mojego kręgosłupa 😉

      • silnaemocja pisze:

        Może jest sposób na przetransferowanie ich, ku uciesze mojego otoczenia 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        A, to może popytasz kogoś „mądrego” ze swojego otoczenia, bo skoro tacy fachowcy, to może będą wiedzieć, jak to zrobić. Mój Doktor to neuro, więc na takich zabiegach raczej się nie zna… no i nie mówił o schudnięciu, tylko o nie tyciu… ale ja bym się chętnie poddała oddtransferowaniu nadmiaru tłuszczu dla kogoś, kto cierpi na niedobory. Jak znam siebie i swój organizm, to ewentualne braki szybko bym uzupełniła 😉

      • silnaemocja pisze:

        Popytam, popytam 🙂 Tylko taki transfer mógłby mnie „uratować”, bo w naturalny sposób przytyć nie umiem 😦

      • jukkasarasti pisze:

        Ja schudnąć chyba też, bo moja waga wprawdzie się waha, ale od lat (czyli od kiedy przestałam rosnąć) to są stałe widełki. I fajnie by było, gdyby nadal były stałe, ale o 10 kg mniej 😉

      • silnaemocja pisze:

        U mnie też są widełki bardzo ścisłe, z większym odchyleniem na ciążę i czas po. Jak tylko dowiem się, jak tego dokonać, ustawiam się jako pierwsza w kolejce do transferu 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        OK, ale jakby kto inny reflektował, to też jeszcze wystarczy 😉

      • silnaemocja pisze:

        Dogadamy się, jak to mówią 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Ja w razie większej ilości chętnych mogę jeszcze doprodukować tego tłuszczu 😉

      • silnaemocja pisze:

        Myślisz, że jest więcej takich, jak ja? 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Jedną taką znałam. Wszystkie bezskutecznie odchudzające się miały do niej pretensje, a ona się wstydziła w spódnicy pokazać, tak chude nogi miała 😉

      • silnaemocja pisze:

        Pocieszyłaś mnie 🙂 Dobrze wiedzieć, że nie jestem osamotniona, choć po mnie aż tak nie widać tej niedowagi, i jednak spódnic nie lubię z innego powodu 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Skoro nie widziałam to powtórzę za właścicielką owych nóg – wstydziła się tego, że są krzywe. I w podstawówce miałam koleżanką, która zawsze wsuwała wielkie buły na śniadanie a też chudzieńka była. Więc znajdzie się trochę takich. No i czytałam czasem na jakichś forach dla grubasów żale takich chudych, które nijak przytyć nie mogły i twierdziły, że to trudniejsze niż schudnięcie dla grubych… A, kiedyś program o kulturystkach widziałam – niektóre z nich poszły na siłownię, bo skoro przytyć nie mogły to postanowiły zwiększyć masę mięśni. Też jakiś sposób…

      • silnaemocja pisze:

        Podobno każdy może przytyć, jeśli odpowiednio się postara – takie zdanie usłyszałam od znajomego, który jest miłośnikiem jedzenia i tycia. Ja też pewnie bym mogła, gdybym się bardziej starała (dowodem jest mój wzrost wagi w ciąży i po niej), ale mam w życiu za dużo nerwów i stresu, przez co wciskam w siebie na siłę tyle jedzenia, żeby nie zginąć, więcej nie dam rady. Nie należę do tych osób, które zajadają stres 😦

      • jukkasarasti pisze:

        Tak schudnąć też można, trzeba tylko chcieć. Co zwłaszcza wiedzą osoby z niedoczynnością tarczycy czy innymi problemami hormonalnymi :/ Uwielbiam takie uniwersalne mądrości i tych, którzy je głoszą.

      • silnaemocja pisze:

        Ja mam niedoczynność tarczycy i chudnę bardzo łatwo. Uogólnienia się nie sprawdzają :/

      • jukkasarasti pisze:

        Dziwne, zawszę sądziłam, że to przy nadczynności się chudnie i się jest niestabilnym emocjonalnie. Słyszałam, ze czasami nim padnie diagnoza nadczynności to się delikwent(ka) po psychiatrach jeszcze przejdzie i po lekarzach innych specjalności nim go/ją w końcu do endokrynologa skierują.

      • silnaemocja pisze:

        Tak, masz rację, tak jest właśnie przy nadczynnosci. Widać jestem jakimś wybrykiem. Mam stwierdzone Hashimoto dożywotnio, wszystkie inne objawy niedoczynnosci, poza tyciem.

      • jukkasarasti pisze:

        Tak, zdecydowanie jesteś wybrykiem natury 😉 Albo po prostu natura wymyka się medycznym klasyfikacjom…

      • silnaemocja pisze:

        Albo mam cholernie nerwowe życie i nie mogę jeść tyle, żeby wpasować się w ramy choroby 😉

      • jukkasarasti pisze:

        To też możliwe…

      • silnaemocja pisze:

        Już wiem. Według mego otoczenia transfer powinien się odbyć siłą woli… Szalenie naciągane moim zdaniem 😉

      • jukkasarasti pisze:

        Może i skuteczność niepewna… ale cóż szkodzi spróbować – nic nie kosztuje i bez względu na to czy uda się czy nie – brak niepożądanych skutków ubocznych 😉

      • silnaemocja pisze:

        W sumie racja. Czyli że jak zaczniesz chudnąć, a ja w tym samym czasie – tyć, to znaczyć będzie, że działa 🙂

  3. dee4di pisze:

    Mnie też się ode odechciewa, ale potem wraca i nadrabiam podwójnie. Wniosek? Nie słuchać co o nas mówią!

    • jukkasarasti pisze:

      To zależy jakich ludzi. Jeśli mówi to świekra, no to świeci w głowie: przyganiał kocioł garnkowi. Ale jeśli to już lekarz w związku z dolegliwością to już wypada posłuchać. Zwłaszcza że nie raz się przekonałam, iż ten akurat lekarz na ogół wie co mówi. Gorzej, że nie tylko każdy dodatkowy kilogram mi szkodzi… każdy centymetr też, a ja nie mam płaskich zimowych butów, bo jak dotąd to obcas 4-centymetrowy był tym, w którym się najlepiej czułam. Więc marznę w płaskich jesiennych, ale faktycznie mniej boli 🙂

  4. zosiako pisze:

    motylem byłam…. 😉 do lekarzy nie chodzę a za wyrocznię swojej wagi traktuję dżinsy. Niestety od dłuższego czasu za małe, no ale dojrzewam powoli do ponownego przejścia na zdrowe odżywianie, bo na diecie to ja na 100% nie wytrzymam.

    • jukkasarasti pisze:

      Jakbyś dostała wstrząśnienia mózgu to raczej ktoś, kto był przy Tobie zawiózłby Cię na ostry dyżur 😉 Ja mam dobrego neuro, to go od czasu do czasu odwiedzam i tu okazało się, że warto było, bo na ostrym dyżurze powiedzieli, że z kręgosłupem wszystko w porządku. A tu się okazało, że bardziej w porządku z głową… A o kręgosłup to potrzeba zadbać, bo i tak lepiej z nim już nie będzie, więc walczymy, żeby gorzej nie było.
      A jedyna dobra dieta to zmiana sposobu odżywiania – na całe życie. Idealny zaś sposób odżywania to już kwestia bardzo indywidualna czyli albo obserwujemy co nam służy albo idziemy do profesjonalisty.

      • zosiako pisze:

        nie mówię o ekstremalnych przypadkach 🙂 a walczyć o siebie trzeba, chociaż czasami po prostu nie wychodzi. Co do profesjonalisty-dietetyka to nadal szukam. Na razie zafascynowały mnie badania genetyczne określające, co organizm przyswaja, a co jest dla niego szkodliwe. Fascynacja została ogrodzona murem sprawdzonych kosztów, aczkolwiek bardzo mnie ciekawi czy to prawda, czy kolejna(baaaaaaaaardzo kosztowna) ściema 😉

      • jukkasarasti pisze:

        Czyli pozostaje sprawdzanie jak przy poszerzaniu diety niemowlaka – tylko odwrotnie: odstawiam coś i sprawdzam jak się z tym czuję. Jak bez zmian albo gorzej – wraca i odstawiam co innego. Jak lepiej – odstawiam na stałe. Czasochłonne, ale mniej kosztowne niż profesjonalne badania o nie do końca pewnej skuteczności.

  5. chmurykultury pisze:

    Ze mną jest trochę inaczej, jak słyszę, że przytyłam czy sama zauważam, że jest gorzej niż było to … mam ogromną ochotę na ćwiczenia i jedzenie. Kiedyś zjadłam u babci pyszną (tłustą) kolację i tak nie mogłam usnąć przez tą myśl, że o północy musiałam iść biegać. 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s