O jedzeniu w teatrze

W sumie nic niezwykłego. Wszak sama, jeśli zdarzyło mi się być w tym przybytku kultury antrakt najchętniej spędzałam w teatralnej kawiarence. Dlatego nie zdziwiło mnie, że gdy przedszkole zorganizowało wyjście do teatru, pojawiła się prośba, żeby dzieci zaopatrzyć w coś do picia i jakąś przekąskę. Do picia do wiadomo: Kubuś Waterrr. Wprawdzie słodzone cukrem (ale nie syropem g-f) i aromatyzowane (na szczęście nieznacznie) ale bez barwników i konserwantów (jakby sam cukier nie był konserwantem) a w dodatku to najlepsza butelka-niekapek jaką znam. Właściwie to jedyna butelka-niekapek jaką znam, bo z każdej innej kapie. Czyli napój był oczywisty. Gorzej z zagrychą. Niby wypadałoby coś upiec, ale z uwagi na to, że ostatnio jakby zaniemogłam to i sił mało i weny. A skoro i sił i weny brak, to co się robi? Oczywiście idzie po linii najmniejszego oporu i bez oporów korzysta z pomocy wujka Gógla. Pytam więc wujka o jakiś prosty przepis na bułki drożdżowe, a on mi na to: o, TUTAJ go znajdziesz.

Patrzę: faktycznie, prosty. Tylko składniki nieco nazbyt proste. Ale nawet kiedy zaniemogę na ciele i umyśle (nie, tego czym się przejawiła moja umysłowa niemoc opisywać nie będę, dość, że Małżonek nie wiedział: śmiać się czy załamać) w kuchni potrafię się odnaleźć i nieco unieszkodliwić szkodliwe przepisy. Czyli przepis na szybkie bułeczki śniadaniowe by Sarasti wygląda tak:

  1. Nastawić piekarnik na 200 st. C.bułki
  2. Blachę wyłożyć czy raczej przykryć papierem do pieczenia.
  3. Do miski przesiać 600 g mąki orkiszowej (u mnie trochę typ 1800, trochę 620 z przewagą tej pierwszej).
  4. W kopczyku jaki utworzy się przy okazji przesiewania zrobić wgłębienie.
  5. Do wgłębienia wkruszyć 30 g świeżych drożdży, wsypać 1 łyżeczkę cukru brązowego typu demerara, szczyptę soli (u mnie wciąż kamienna niejodowana do przetworów).
  6. Wyrabiać stopniowo dolewając letnią wodę. Przyszykować sobie ok. 1/2 litra, ale wlewać tyle, żeby ciasto nabrało odpowiedniej konsystencji – czyli takiej, żeby się dało z niego bułki formować. W trakcie wyrabiania, żeby się ciasto do rąk nie kleiło smarować dłonie olejem np. rzepakowym. Ja używałam nierafinowanego i mam nadzieję, że nie wyszło to bułkom czy raczej spożywającym je osobom na niekorzyść.
  7. Pod koniec wyrabiania dodać garść jakichś ziaren, bo przecież ciasto razowe to ciasto suche. Ja dodałam siemienia lnianego, ale słonecznik też chyba by się nadał.
  8. Tłustymi rękami formować kulki, ustawiać je na wcześniej przygotowanej blasze i lekko spłaszczać.
  9. Umoczonym w oleju nożem robić nacięcia… bo w przeciwnym razie wyjdą jak te, zamieszczone na zdjęciu.
  10. Włożyć do piekarnika na 15-20 min.

Z podanej proporcji wyszło mi 9 niedużych bułeczek.

Piekłam wieczorowo-nocną porą. Rano posmarowałam Dzieciom te bułeczki masłem miodowym czyli masłem wymieszanym z miodem lipowym i cynamonem cejlońskim. Dzieci wciąż są chore (stąd i moja niemoc psychofizyczna: im przechodzi… na rodziców) więc takie masełko bardziej im pomoże w powrocie do zdrowia niż jakakolwiek masa czekoladowa.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s