O skutkach dopuszczenia Dziecia do sprzętu

Dzieć Młodszy zapragnął obejrzeć zdjęcia na moim laptopie. Kiedy więc wybrałam się podumać do Świątyni Dumania otworzyłam Dzieciowi jedno zdjęcie i pokazałam (nie po raz pierwszy zresztą) przy pomocy których klawiszy klawiatury ma przeglądać te zdjęcia. Tak się jednak paskudnie składa, że mój laptop to jedyny sprzęt w domu z ekranem dotykowym, czyli ekran ów bardziej fascynuje Dziecia niż klawiatura.

Nie wiem, jak Dzieć to zrobił ale kiedy zamknęłam zdjęcia oczom moim ukazał się windowskowski, kafelkowy pulpit. Próbowałam wszelkimi możliwymi sposobami wrócić do mojego. Niestety bezskutecznie. Klawisz windows na klawiaturze sprawia wrażenie martwego, kiedy próbuję – korzystając z okienka w lewym dolnym rogu przekonać laptopa, żeby pokazał mi pulpit – pokazuje. Zupełnie czysty pulpit, na którym nie działa ani prawy ani lewy przycisk myszy (w tym przypadku odpowiadające im przyciski touchpada), więc opcja przywrócenia ikon na pulpicie sugerowana przez Windowsa też okazuje się niemożliwa do wykorzystania. Jak na razie udało mi się tylko ustawić sobie ikony pulpitu na pasku zadań w w ten nieco partyzancki sposób uzyskać dostęp do danych z pulpitu. Ale to i tak stanowczo za mało. Dlatego jestem zławściekłaiwkurwiona. I do tego po raz kolejny będąc w sklepie zapomniałam o dziurawiec zapytać.

Edit: metodą prób i błędów udało mi się w końcu przywrócić sprzęt do właściwych ustawień. Tak na wszelki wypadek, jakby się to komuś mogło przydać: mój sprzęt to takie 2w1 czyli tablet z klawiaturą. Jak są razem, to są laptopem, ale można tablet oddzielić. No i otwierając wszystkie okienka i klikając w co się da, kliknęłam w końcu w okienko tryb tabletu i nagle czary-mary: okno z windowsowymi kafelkami zmalało, na wszystkich otwartych oknach zobaczyłam w prawym górnym rogu krzyżyki i kiedy co trzeba było – zamknęłam, wszystko inne zminimalizowałam, ujrzałam – zdawać by się mogło – bezpowrotnie stracony widok. I już dziurawca nie potrzebuję… choć jutro może nie zapomnę się za nim rozejrzeć w galerii.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O skutkach dopuszczenia Dziecia do sprzętu

  1. chmurykultury pisze:

    Dziurawiec jest u mnie w sklepach, przysłać Ci? 🙂 Miło, że dzieć ma takie zapędy na informatyka. Potrafi zrobić coś, czego inni nie potrafią 😀 To się ceni!

    • jukkasarasti pisze:

      Dzięki, u mnie też jest dziurawiec. Tylko ja nie pamiętam, żeby zapytać w sklepie/aptece. Może kiedy go w końcu kupię i zacznę spożywać to docenię talenta Dziecia. Na razie się wściekam podwójnie: raz – na Dzieci, dwa – na siebie, że się wściekam na Dziecia. I tylko nie wiem, czy skoro antydepy na receptę mi nie pomagały, czy dziurawiec coś ta. No, może chociaż na wątrobę pomoże 😉

  2. zosiako pisze:

    ha! czyli połączenie dziecia i sprzętu = problem, a mi się wydawało że to ja w połączeniu z techniką tworzymy mało zgrany duet 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s