O tym, że miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle

Konkretnie, to miało być TAK pięknie. Niestety, malin nigdzie nie udało mi się dostać więc wyszło jak widać na załączonych obrazkach. Grunt, że wyszło… już pół ciasta. Drugie pół wyjdzie pewnie jutro.

Tym razem moje modyfikacje oryginalnego przepisu były niewielkie. Niektóre wynikały z braku pewnych konkretnych składników, inne – niby też z braku, ale i z braku chęci ich zakupu, bo wiem, że nie lubię. A w końcu chodzi o to, by to mnie smakowało a nie, żeby zachować wierność oryginałowi. Zresztą sam FiK zachęca do twórczego podejścia do proponowanych przez niego przepisów. Czyli tarta czekoladowa bez malin by Sarasti wygląda tak:

DSC01970DSC01973

DSC01974 (2)(to trzecie zdjęcie to kawałek „zjedzony” przez Dziecia Młodszego, będący jednocześnie dokładką dla Dziecia Starszego).

A robiłam ją następująco:

Wieczorem:

Do miksera wolnostojącego i szybkoobracającego ostrzami wrzuciłam: 120 g śliwek suszonych bez pestek z Rossmana, bo one niesiarkowane a miękkie, 100 g mielonych orzechów włoskich, 100 g surowego kakao i 50 g nierafinowanego oleju kokosowego. Miałam jeszcze dorzucić trochę wanilii, ale skoro to był późny wieczór to mi się zapomniało. Wszystkie składniki miksowałam aż uzyskały konsystencję mokrej gleby. Glebę tę wysypałam na wyłożoną papierem ściernym do pieczenia tortownicę i ugniotłam na kształt miseczki. Miseczkę tę (wraz z tortownicą) włożyłam do lodówki i spokojnie poszłam spać.

Następnego dnia:

W moździerzu utłukłam 75 g nerkowców na pastę.

W kąpieli wodnej stopiłam 100 g czekolady 72% . Do stopionej czekolady dodałam przed chwilą zrobioną pasę z nerkowców, szklanką mleka kokosowego, nasiona z laski wanilii, szczyptę cynamonu cejlońskiego, 4 łyżki nierafinowanego oleju kokosowego oraz 50 g surowego kakao. Wszystko to wymieszałam rózgą na mniej więcej gładką masę. Mniej więcej, bo pasta nie była szczególnie gładka a poza tym z uwagi na tłustość mleka kokosowego wszystko to trochę się rozwarstwiało. Spróbowawszy uznałam, że masa, jak na moją galopującą depresję nie jest dość słodka, więc dodałam nieco aspartamu melasy z karobu. Wówczas już była odpowiednio słodka. Kiedy więc masa była prawie gładka, zgasiłam gaz, zdjęłam miskę z garnka z wrzątkiem i odłożyłam na stół. Po mniej więcej 15 min. wymieszałam  zawartość miski i wstawiłam do lodówki na 3 godziny. Po upływie tego czasu wyjęłam masę (fachowo to się ganache nazywa, ale ja wolę po polsku niż fachowo) i spód. Masę znów dokładnie wymieszałam, wyłożyłam na spód, wyrównałam nożem i ułożyłam wzorek ze złotego kiwi i bananów. Środek miał wyglądać jak słońce, ale ponieważ złote kiwi było cokolwiek zielonkawe, to raczej kwiatek z tego wyszedł. Dzieciom się wzorek podobał… Dobre i to, chociaż tak po prawdzie to ciasto miało być moje i to mnie przede wszystkim powinno się podobać. No, ale mnie przynajmniej smakowało, a to chyba ważniejsze…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „O tym, że miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle

  1. jest pięknie i smakowicie – to się liczy!

  2. Szymon pisze:

    Fajne ciacho 🙂 Smacznego! 🙂

  3. chmurykultury pisze:

    To ciacho jest piękne, aż zaburczało mi w brzuchu.

  4. lilit8 pisze:

    Ja obecnie na odwyku a Ty ciągle kusisz… 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s