O truciu

Dzieciątka potrafią truć, o czym wie chyba każdy rodzic. Jak tak się na coś uprą to trują i trują i czasem człowiek ma już dość. Najgorzej, jak trują, bo chcą czegoś niemożliwego, bo zbyt dosłownie odebrały bajkę czy reklamę. Czasami na szczęście daj się jakoś poradzić na to trucie tak, by i rodzic był zadowolony i dzieć. Ostatnio moje Latorośle naoglądały się bajek, w których jadano kasztany i uparły się, że też będą jadły. Trzeba więc było Dzieciom tłumaczyć, że TYCH kasztanów się nie je, że po jadalne kasztany to trzeba iść do sklepu, bo u nas takie nie rosną. Po jakimś czasie opanowały to, już posłusznie powtarzały, że pójdą do sklepu kupić kasztany.

Nie paliłam się specjalnie do spełniania ich zachcianki, bo z doświadczenia wiedziałam, że to cokolwiek wybuchowe orzechy. Czyli kiedyś, wiele lat temu kupiłam sobie na spróbowanie i upiekłam… czy raczej usiłowałam upiec. Skończyło się na głośnych wybuchach i czyszczeniu piekarnika. Dopiero później wyczytałam, że przed pieczeniem należy ponacinać skorupkę na krzyż. Mimo poszerzenia wiedzy w tym temacie do pieczenia jakoś kasztanów mi się nie spieszyło. Okazja do drugiego spotkania przyszła kilka lat później. Firma organizowała wycieczkę do Wiednia na Weinachtsmarket. Ponieważ okazało się, że praktycznie nie da się kupić tam nic, czego nie mogłabym nabyć w Polsce, skusiłam się na gorące, pieczone kasztany. Tak oto musiałam aż do Wiednia jechać, żeby dowiedzieć się, że kasztanów nie lubię. A skoro nie lubię, to przestałam sobie zawracać nimi głowę.kasztany

Tak więc nie zamierzałam jakoś szczególnie szukać po sklepach kasztanów jadalnych. Jednak kiedy się na nie w końcu natknęłam w którymś z hipermarketów, kupiłam parę deko. Wracam więc do dom z zakupów, zabieram się za obiad a tu z przedszkola przychodzą Dzieciątka i chwalą się mamie, jak dużo kasztanów zebrały. No to mama pokazuje, jak mało kasztanów kupiła. Następnego dnia była próba. Tym razem wiedziałam, co mam zrobić, żeby nie było wybuchowej przekąski. I bardzo się ucieszyłam, że Potomstwo ma gust podobny do mamy, bo jednak nacinanie kasztanów przed pieczeniem i potem obieranie ich póki jeszcze ciepłe (bo zimne podobno trudniej odchodzą) to cokolwiek irytujące zajęcie. Ale przynajmniej z truciem w temacie jedzenia kasztanów mam spokój. Chyba już nie będą się dobierać do tych, które zbierają w parkach i wiedzą już, że kasztany jadalne nie dla wszystkich są jadalne.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „O truciu

  1. goldenbrown pisze:

    Kiedyś-tam, gdzieś-tam w ciepłych-tam krajach, na ulicach np. takiej Barcelony stali sprzedawcy pieczonych kasztanów, a ja, chyba przeczuwając, że mogą mi nie smakować, nawet nie skusiłam się na spróbowanie.. 😉

  2. annaa72 pisze:

    Lubię od czasu do czasu gorące kasztany. Jednak mam niemiłe wspomnienie. Złamałam na jednym dwójkę. 🙂

  3. zosiako pisze:

    małe dzieci – małe trucie, duże dzieci…. ja walczę z zachcianką córki na Ipoda nano, którejśtam generacji….to „cudo” to generalnie mp4 czyli do słuchania muzyki za tyyyyle kasy, że włosy dęba stoją :O spokojnie za 1/8 tej kasy można mieć sprzęt o podobnych parametrach, ale cóż znaczy jabłko na sprzęcie?

    • jukkasarasti pisze:

      Ja staram się zawczasu robić Dzieciom pranie mózgu. Mam nadzieję, że do Kościoła Apple’a nie zechcą się przyłączyć. Tobie życzę powodzenia w odtruwaniu 🙂

      • zosiako pisze:

        na razie walczę dzielnie, ale ze wstydem przyznaję, że najprawdopodobniej poddałabym się gdyby nie kwestia finansowa ;(

      • jukkasarasti pisze:

        Jak widać są jakieś zalety niedoborów finansowych 😉
        Ja się boję, jak to niedługo będzie u mnie, bo Dzieć Starszy od września do szkoły a pracy dla mnie ani widu ani słychu :’-(

      • zosiako pisze:

        i jest to jedyna zaleta, bo z zasady jak dwoje ludzi pracuje na pełnych etatach, na całkiem przyzwoitych stanowiskach i w całkiem znanych firmach to kuźwa powinno być ich stać na pojedyncze zachcianki dzieci oraz na wyjazd na wakacje, przynajmniej raz w roku 😦 Wtedy problem czy należy spełnić tą zachciankę czy nie wchodzi na inny szczebel.
        Hmmm szkoda, że z pracą kiepskie widoki 😦 A co byś chciała robić?

      • jukkasarasti pisze:

        Najgorsze jest to, że nie mam pomysłu na siebie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że z niczym sobie nie poradzę. Ale wykształcenie i dotychczasowe doświadczenie zawodowe sugerują urząd ://

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s