O wykorzystaniu pozostałości po placku

Masz babo placek pomyślała Sarasti potrącając kubek z białkami, stojący w lodówce tak, że mało nie wylała całej zawartości. Zupełnie zapomniała o tych pięciu białkach pozostałych po pieczeniu placka ze śliwkami. Kiedy jednak je ujrzała, przypomniała sobie, co też planowała z nich zrobić. Oczywiście kokosanki.

Wlała więc białka do miksera – takiego zwykłego, z misą obrotową. Niech się ubijają. Sama tymczasem zajęła się podprażaniem na suchej patelni wiórków kokosowych. Nie podobały jej się – stanowczo zbyt drobne. I w dodatku za mało. Powinno być 250 g a opakowanie liczyło tylko 200. A kiedy te z samego spodu przyrumieniły się na czarno, w związku z czym trzeba je było wyrzucić, zostało jeszcze mniej.

Kiedy białka się ubiły, wsypała Sarasti do nich 2 czubate łyżki inuliny ze stevią i pozwoliła mikserowi nadal tę pianę miksować. Wprawdzie matka ją kiedyś przestrzegała, żeby uważać, żeby piany nie przebić (cokolwiek to miało oznaczać), Sarasti przeczytała gdzieś w sieci, że pianę można dowolnie długo ubijać a i tak nic złego się z nią nie stanie. Zresztą, nie tylko przeczytała to, ale i już jakiś czas temu przetestowała. Tym razem również nic złego się pianie nie stało.

Do ubitej piany wsypała (po uprzednim usunięciu uprażonych na czarno) lekko już przestudzone wiórki kokosowe i całość delikatnie wymieszała. Taką kokosową masę nakładała łyżeczką na kratkę wyłożoną pergaminem, następnie całość (bez łyżeczki) włożyła do piekarnika nagrzanego do 140 st. C i piekła przez ok. 25 min.

kokosankiWyszło średnio. Po pierwsze primo wiórki były zbyt drobne. Po drugie primo na początku było ich za mało, a później jeszcze bardziej za mało. Po trzecie primo – prażone płatki nawet nie przypalone zaczyna być czuć kokosem nieco zbyt intensywnie. Po czwarte primo – stevia smakuje obrzydliwie, więc może lepiej następnym razem trochę inuliny bez stevii i trochę ksylitolu. Ale popijane gorzką czarną kawą dadzą się zjeść.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O wykorzystaniu pozostałości po placku

  1. chmurykultury pisze:

    Stevia? Muszę zapamiętać, że jest ohydna. Ja pokusiłam się ostatnio na makaron z jarmużem… NIGDY WIĘCEJ! To jest dopiero ohydne, albo po prostu przepis kijowy. Tak czy siak, narobiłaś mi ochotę na kokosanki!

    • jukkasarasti pisze:

      Są tacy, co słodzą kawę i herbatę stevią. Ja wolę ją jednak dodawać w minimalnych ilościach tam, gdzie jej smak zgubi się, a słodycz zostanie.
      A z jarmużem to nie jest przypadkiem tak, jak ze szpinakiem – smakuje lub nie w zależności od tego, czym go doprawić?

      • chmurykultury pisze:

        Nie wiem jak jest z jarmużem. Robiłam go raz i dlatego bardzo ściśle trzymałam się przepisu, którym ludzie w komentarzach się zachwycali (chyba dostali w łapę?). Mama mówi, że jarmuż chyba się słodzi, ale kto to wie??
        W tym przepisie nie było nawet ziarenka cukru.

        P.S. Szpinak kocham!!

      • jukkasarasti pisze:

        Pamiętam, że kupowałam jarmuż, ale co z niego robiłam? Coś kojarzę, że końcówkę wyrzuciłam, ale co z resztą? Chyba nijaka, skoro nie pamiętam.
        Szpinak niby kocham, ale pierwsze moje doświadczenie z nim było takie, że w moim słowniku znalazło się: nienawidzę jak szpinaku! 😉 Czyli ja kocham, ale rozumiem tych, którzy wolą trzymać się od niego z dala.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s