O wyprawie na koniec świata czyli długa opowieść o niczym

Znów wybrała się do ruin zamku krzyżackiego. Ruiny piękne, malownicze, pięknie ilustrujące hasło reklamowe Torunia: gotyk na dotyk. Ale Sarasti nie po to się wybrała, by dotykać gotyku. Ona wybrała się na wolny jarmark. Po lawendę. Od czasu kiedy przeczytała u FiKa przepis na pudding ryżowy z lawendą nie mogła przestać go pragnąć. Przez go rozumiała oczywiście pudding.

Cel swojej wyprawy osiągnęła, jednak skoro już była na jarmarku nie widziała powodu, by nie obejrzeć tego co przekupnie mieli do zaoferowania. A mieli wiele. I za wiele. Sarasti jednak była przezorna, poprosiła Małżonka o banknot jedynie 50-złotowy, wiedziała bowiem, że jest w stanie wydać każdy inny o większym nominale. A przecież nie samą ekologiczną żywnością człowiek żyje. Chodząc tak wśród (nie)licznych stoisk, oglądając, co sprzedawcy mają do zaoferowania trafiła w końcu na stoisko, na którym sprzedawano octy wszelakie. Gotowa była kupić chwalony tak za swoje zdrowotne właściwości ocet malinowy. Cóż z tego, ze był drogi, w końcu ocet to nie beaujolais nouveau, nie pije się go do posiłku, tylko dodaje odrobinę do potraw. Mężczyzna od Octów zaproponował jednak Sarasti degustację. Po tej degustacji Sarasti poczuła się nieco zdegustowana – ocet smakował, jakby komuś nie wyszło wino malinowe. Jednak Mężczyzna od Octów posiadał jeszcze kilka butelek różnych innych octów a część z nich przeznaczona była także do degustacji. Spróbowawszy octu z kwiatów bzu czarnego Sarasti wiedziała, ze musi być ten i żaden inny. Zakupiła więc jedną, 250 mililitrową butelkę. Dowiedziała się też, że za dwa tygodnie jarmark odbędzie się na końcu świata. Uznała, że to nie ma znaczenia, bo za octem z kwiatów bzu czarnego, który smakował tak, że można go było pić niczym deserowe wino, gotowa była pójść nawet na koniec świata.

Dwa tygodnie mijały szybko. Sarasti zdążyła opróżnić całą butelkę octu, tylko niewiele wykorzystując do sałatek wczesnojesiennych. Resztę po prostu wypiła. I chciała jeszcze. Gdy nadeszła wyznaczona niedziela zabrała ze sobą nieco więcej gotówki niż poprzednio oraz Małżonka z Dziećmi… by zgubić ich po drodze. Tych drugich oczywiście, bo o to, by gotówki nie zgubić to zadbała. Wszak do poszukiwań końca świata pieniądze się przydadzą, zaś Małżonek z Potomstwem będę tylko zawadą. Ktoś ją musiał po prostu  podwieźć do centrum. Zgubiwszy krewne i powinowatego udała się do ruin. Tam spojrzała w stronę, którą pokazywali jej przekupnie mówiąc o końcu świata, na który się przesiedlić zamierzają. Wytężając swoje krótkowzroczne oczy ujrzała wielkiego ślimaka czyli logo wolnego jarmarku. Udała się w tamtym kierunku i klucząc po ciasnych uliczkach toruńskiej starówki w końcu dotarła do miejsca, nad którym widniał napis: koniec świata.

Kiedy w końcu tam dotarła okazało się, że kramarze już zwijają swoje stragany, bo jarmark się właśnie kończy. Zapytała o Mężczyznę z Octami… i ku swojej rozpaczy dowiedziała się, że jego tu dziś nie było. To jakże to – pomyślała – ja za nim i za jego octem na koniec świata idę a jego tu nie ma? Z rozpaczy zakupiła ciasteczko z mąki pszennej z lawendą. Owszem, pszenicy nie jada na co dzień, nie jada jej też od święta, jednak trzeba było spróbować jak takie ciastko lawendowe smakuje, nim się spróbuje je upiec. Okazało się na tyle jadalne, że zakupiła jeszcze kilka, pragnąć przetestować, czy Małżonek i Dzieci też by coś takiego jedli, gdyby upiekła. Skoro bowiem nie było Mężczyzny z Octami, to Sarasti zaczęła cieplej myśleć o własnym, osobistym Małżonku, który by jej nigdy czegoś takiego nie zrobił i o ich wspólnych Dzieciach. Tak więc, chociaż kupcy i przekupki już się zwijali, postanowiła jeszcze obejrzeć, co mają do zaoferowania. A mieli niemało. Zwłaszcza handlujący przyprawami. Na tym stoisku zakupiła dwa opakowania morwy białej dla Dzieci do płatków śniadaniowych, woreczek lawendy, mielony cynamon cejloński, sumak – o którym czytała na FiKowym blogu oraz paprykę ostrą wędzoną – jako zastępstwo pimentonu.  Pytała też o tonkę, o tej jednak nikt tu nie słyszał… Ale kto wie – pomyślała – może się zainteresują i za dwa tygodnie będą już wiedzieć co to, a niewykluczone, że i posiadać w swojej ofercie. Żeby wyprawie dodać nieco pikanterii na stoisku, na którym uprzednio zakupiła ciasteczka lawendowe nabyła dwa słoiczki pikantnego keczupu z dyni. Lubiła go i cieszyła się, że tylko ona i nikt inny. Cóż, należy dostrzegać i dobre strony posiadania w rodzinie profanów nie potrafiących docenić dobrej strawy.

Uszczęśliwiona sprawunkami opuściła Koniec Świata i poszła odnaleźć rodzinę. Odchodząc jednak odwróciła się, spojrzała na bramę wejściową i wyszeptała: Ja tu jeszcze wrócę… Za dwa tygodnie. Bo ocet z kwiatów czarnego bzu wart jest tego, by chodzić za nim. Choćby i na koniec świata.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „O wyprawie na koniec świata czyli długa opowieść o niczym

  1. chmurykultury pisze:

    Zazdroszczę tego jarmarku, tych przypraw… ach!

  2. annaa72 pisze:

    A ten jarmark w Toruniu to okazjonalnie czy na stałe tam jest?

    • jukkasarasti pisze:

      Co drugą niedzielę.
      A w każdą pierwszą sobotę miesiąca jest jeszcze inny jarmark ekologiczny, o którym nigdy nie pamiętam. Trochę mało rozreklamowane te jarmarki :/

  3. lilit8 pisze:

    Przepiękny tekst! 🙂 Od wszelkich octów stronię. Jakoś nigdy nie przypadły mi do gustu. Z kwiatów czarnego bzu robię od wielu lat sok, którym opijam się późną jesienią i zimą. W tym roku zaczęłam się nim raczyć kilka tygodni temu…

    • jukkasarasti pisze:

      Dzięki 🙂 Ja octy wszelakie uwielbiam od zawsze. Czyli za lat szczenięcych był to spirytusowy, teraz obecny w domu jako chemia gospodarcza. Ale ten z kwiatów bzu czarnego smakuje jak nie ocet – słodki, delikatny i dopiero pod koniec wyczuwa się lekko kwaskowatą nutę… Poezja…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s