O kuchni aromatycznej

Kiedy byłam, kiedy byłam małym chłopcem hej!

Nie, przepraszam, ja nigdy nie byłam małym chłopcem, tylko tak mi się jedna reklama maszynek do golenia znana piosenka przypomniała. Zupełnie bez związku z tematem. No więc zacznę jeszcze raz:

Kiedy byłam małą dziewczynką, a było to jeszcze za czasów minionego ustroju, jednym z moich ulubionych śniadań na słodko był ryż na mleku, polany masłem topionym i posypany cukrem wanilinowym i cynamonem. Oczywiście, bywał też z domowej produkcji konfiturą wiśniową, ale ja wolałam ten z cynamonem, bo ładniej pachniał i tą etylowaniliną z cukru i tym cynamonem z kumaryną. Sama swoim Dzieciakom takiego deseru nie serwowałam, bo całkiem mi on z pamięci uleciał. Wszak w obecnym ustroju tyle słodkości wszelakich można kupić, że kto by pamiętał o tradycyjnym, starym ryżu na mleku. Tymczasem okazuje się, że takie desery, pod wyszukaną nazwą: ryżowy pudding wciąż jeszcze funkcjonują. Ale i w nieco bardziej wyszukanej formie. Czyli na przykład jako:

RYŻOWY PUDDING Z LAWENDĄ I BORÓWKAMI

No i tu niestety, zero inwencji własnej czyli wszystko robiłam tak, jak stało u FiKa, a więc:

1) nabyłam bukiecik lawendy i go ususzyłam;

2) z kilku gałązek oderwałam suche już kwiatki i zmiażdżyłam je w moździerzu;

3) do garnka wlałam litr mleka 2%;

4) 100 g ryżu basmati opłukałam i wsypałam do garnka z mlekiem;

5) mleko z ryżem wstawiłam na gaz i gotowałam mieszając;

6) kiedy się mleko zagotowało dodałam 1 łyżkę lawendy, 1 łyżkę miodu i szczyptę świeżo utartej gałki muszkatołowej;

7) gotowałam mieszając aż się ugotowało (czyli trochę ponad pół godziny);

8) na ok. 2 minuty przed końcem dodałam ok. 250 g borówek amerykańskich.

Kiedyś ktoś mi życzliwy… no dobra, „życzliwy”, pokusił się o przeprowadzenie ankiety wśród moich znajomych, z pytaniem: jakie masz skojarzenia z Sarasti? Odpowiedzi brzmiały: strach i pretensjonalizm. I tak sobie pomyślałam patrząc na ten przepis u FiKa, że ten pudding jest tak pretensjonalny, że aż strach, czyli danie w sam raz dla mnie. No i (nie)stety, okazało się, że faktycznie, wśród pozostałych domowników pudding wzbudzał jedynie strach. Dzięki temu mogę stwierdzić, że na zimno pudding też jest niezły, choć nieporównywalnie lepiej smakuje na ciepło. I że ten pudding wcale nie był o niebo lepszy niż go sobie wyobraziłam. On był dokładnie tak dobry, jak wyobrażałam sobie, że będzie, kiedy czytałam przepis. I w dodatku cały tylko dla mnie… Kocham moje Dzieci i Małżonka.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „O kuchni aromatycznej

  1. annaa72 pisze:

    O, mnie też by smakował, bo uwielbiam lemoniadę lawendową (też wzbudza strach w mojej rodzinie). Muszę sobie taki sprawić. 🙂

  2. zosiako pisze:

    strach ? ha! tego typu przepisy to ja tylko czytam 🙂

  3. chmurykultury pisze:

    Ugotuj mi coś! To musi być pyszne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s