O porażającej niewiedzy

Czyta sobie Sarasti wywiad o hivokryzji i ręce jej opadają. Rok 2013, delikwentka, lat 23, po studiach, dowiaduje się, że jest hiv-pozytywna i… blady strach, bo to już praktycznie śmierć oznacza, tylko patrzeć jak ciało jej zacznie podlegać rozkładowi i w ogóle to długo już nie pożyje.

Dwadzieściakilka lat wcześniej 16-letnia Sarasti spędza Sylwestra z koleżanką na wrocławskim Rynku. Dwunasta wybiła, składamy sobie życzenia z przygodnie spotkanymi świętującymi. Życzenia jak życzenia – uściski dłoni, pocałunki w policzek i tyle. No i z jakimiś facetami sporo od nas starszymi (czyli pewnie młodszymi niż Sarasti dziś) trochę sobie pogadałyśmy. I w pewnym momencie któryś z tych facetów pyta: A gdybym ci powiedział, że mam hiv? A Sarasti (cokolwiek zdziwiona): To co z tego? Jakoś nie było sposobności się zarazić. Sarasti bowiem na temat hiv i AIDS wiedziała wszystko, bądź prawie wszystko, co powinien wiedzieć przeciętny człowiek już wtedy, kiedy opuszczała szkołę podstawową. Już bowiem w podstawówce (tej ośmioklasowej) miała pogadanki, z których dowiedziała się, że hiv to nie tylko homoseksualiści (co więcej, wiedziała, że lesbijki niestety przez kontakty seksualne nie mogą zarazić się tym wirusem) i narkomani, że w każdym środowisku można się zarazić. Można w szpitalu przy transfuzji czy operacji, można u kosmetyczki/manicurzystki/pedicurzystki, jeśli narzędzi nie dezynfekuje. Ale nie przez podanie ręki, pocałunek, wspólne naczynia czy sztućce.

Później były filmy fabularne traktujące o ludziach zarażonych i – pominąwszy Moje przyjęcie, gdzie faktycznie to geje, artyści więc jak najbardziej mogli się zarazić – których bohaterowie byli hetero i nie mieli nic wspólnego z narkotykami. Kilka lat temu zaś czytała artykuł o hiv, którego autorzy ubolewali nad tym, że dziś są tak dobre leki, że z hivem można żyć wiele lat, dlatego ludzie bagatelizują możliwość zarażenia się i prowadzą nadal swobodne życie seksualne.

Więc nie wiem już jak to jest: niby wiemy, że z hivem da się żyć, więc nie boimy się, że się zarazimy czy przeraża nas diagnoza, bo jak to, przecież jestem hetero i nie ćpam (a w każdym razie nie przy użyciu strzykawek), więc jak mogłam się zarazić??? I ja nie chcę już umierać!!! Co lepsze: przeraża mnie to, że niewielu lekarzy pierwszego kontaktu wie, jakie są możliwości zakażenia wirusem.

Nie rozumiem tej przerażonej absolwentki psychologii, bo nawet jeśli dziś w gimnazjach o hiv i bezpiecznym seksie nie uczą, to chyba wykształcony czy kształcący się człowiek powinien czytać prasę. Taką codzienną czy co tygodniową, w której poruszane są tematy społeczne/polityczne/zdrowotne. Albo np. oglądać polskie telenowele, bo o ile się nie mylę w którejś pojawił się problem zarażenia wirusem. Tym bardziej nie rozumiem lekarzy. Czy klauzula sumienia zabrania im szczegółowo informować na temat hiv czy po prostu mamy taki system kształcenia lekarzy, że lepiej się leczyć u szamanów różnej maści, bo skuteczność podobna?

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „O porażającej niewiedzy

  1. chmurykultury pisze:

    W „Na wspólnej” był ten wątek, ale nie wiem o co chodzi, bo nie oglądam. Na Facebooku mi mignęło 😉
    Jeśli chodzi o mnie to… ja mam tak, że jak zagłębie się z ciekawości w temat jakiejś choroby to później znajduję ją u siebie (na medycynę się nie nadaję, bo byłabym chora na wszystko). O HIV mnie uczono, o AIDS również.. ale temat powrócił gdy obejrzałam „Dallas buyers club” i po tym filmie zaczęłam czytać, z ciekawości, statystki, możliwości zarażenia i …popadłam w paranoję, że jestem chora, bo mogłam się zarazić przy oddawaniu krwi. Nie spałam nocami! Dziękuję :p
    🙂 HIV to ciężki temat, jednak można być nosicielem, ale niekoniecznie chorować na AIDS, niestety dużo osób o tym nie wie. A mi wszystkich zarażonych bardzo szkoda. Po prostu.
    P.S. dlaczego przy kwestii lesbijek jest „niestety” ? :>

    • jukkasarasti pisze:

      „Niestety” bo tak powiedziała pani prowadząca pogadankę. Opisywała też jakąś kobietę, która w niepamiętam jaki sposób nabawiła się hiv i wkrótce potem zmarła. „Na szczęście” na co innego. I nie wiem dlaczego użyła tych słów, ale dzięki temu zapamiętałam wypowiedź 😀
      Też tak mam, że widzę u siebie symptomy każdej choroby, na temat której czytam. Na hiv byłam badana dwukrotnie. I choć wiedziałam, że szanse na zarażenie w moim przypadku były bliskie zeru, to jak odbierałam wyniki, to jednak cień strachu był. Bo to był jedyny wynik spośród licznych badań zlecanych przez gina w ciąży, który był w zapieczętowanej kopercie. Czyli „skoro zamknięte to chyba coś nie tak”. A to tylko daleko posunięta dyskrecja.

      • chmurykultury pisze:

        Ja chciałam się zbadać, ale nie miałam takiej odwagi. Po prostu, statystyki mnie tak przeraziły, że myślałam, że jestem też chora.
        Co do przypadłości czytania o chorobach i zauważania ich u siebie to cierpią na to często studenci medycyny i ma to swoją jakaś nazwę. Niestety nie pamiętam jaką 😉
        Co do Aids, to niby wszyscy kiedyś umrzemy, a jednak życie z wyrokiem śmierci to przekichana sprawa..

      • jukkasarasti pisze:

        Idź, zostań honorowym krwiodawcą, to nim pobiorą Ci krew, będziesz miała wszystkie ważniejsze badania krwi gratis.
        Są gorsze wyroki niż Aids, taki Parkinson czy Alzheimer…

      • chmurykultury pisze:

        Z Parkinsonem miałam „przyjemność” się poznać. Alzheimera znam tylko z opowieści. Przy aids cierpi przede wszystkim chory, przy Parkinsonie lub Alzheimerze chory i bliscy.

      • jukkasarasti pisze:

        …zakładając, że bliscy nadal pozostaną bliscy. Bo niejednokrotnie jest tak, że chory, zwłaszcza przewlekle i wymagający stałej opieki w obliczu choroby pozostaje sam. No, ale to temat na odrębne rozważania.

  2. chmurykultury pisze:

    Jak można być złym, że są dobre leki na HIV? Cóż za ludzie…

    • jukkasarasti pisze:

      Nie, tu nie chodzi o to, że ktoś jest zły, że są dobre leki na hiv. Tu raczej chodzi o złość, że skoro takie leki są, to się chorobę a zwłaszcza możliwość zakażenia lekceważy… a nie powinno. Bo to tak trochę jak z cukrzycą – z leczoną można trochę pożyć, ale lepiej dbać o dietę, by na nią nie zapaść. Tylko że cukrzycą przynajmniej nikogo nie zarażę.

  3. annaa72 pisze:

    Każda zła diagnoza budzi strach.
    Ale ignorancja ludzi jest przerażająca, niby tyle się o tym mówi, edukuje się dzieciaki w szkole, a jednak ciągle krążą jakieś „zabobony” na ten temat. I chyba niewiele można na to poradzić, bo durnych ludzi ciągle pełno.

  4. zosiako pisze:

    mnie przerażają jednakowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s