O DF-ach

programDo Wrocławia wybrałam się gdyż zapragnęłam być na Dniach Fantastyki. A skoro zapragnęłam, oznaczało to, że pojawię się tam. Nie ważne czy do Wroc. przybędę sama pociągiem czy z resztą rodziny samochodem. W końcu nawet nie pracującej zawodowo kurze domowej coś się od życia należy, a nie tylko gary, pranie, prasowanie i tak co dzień od nowa. Więc pojechałam. Czy raczej pojechaliśmy. Dzieci do babci, Sarasti – do Leśnicy. Małżonek? W charakterze kierowcy.df1

Zaczęło się nieciekawie. Przede wszystkim ktoś z mądrych włodarzy Wrocławia wymyślił sobie, że w sobotę 27 czerwca zamknie się linię tramwajową od pętli na Pilczycach do pętli w Leśnicy. Na zamkniętym odcinku zaś będą kursować autobusy zastępcze. Nie wiem, czy koniecznie potrzeba takie rzeczy robić w weekend i to podczas trwania tak dużej imprezy. Wszak o DFach wiadomo było od dawna i w dodatku nie jest to jakieś dzielnicowe, leśnickie wydarzenie tylko impreza objęta patronatem Miasta Wrocławia. Więc może by tak urzędnicy byli mili i skoordynowali swoje działania. Zwłaszcza że i tak nie wiem czy przez ten weekend coś się dało zrobić. Oczywiście spod Dworca Głównego PKP można było dojechać autobusem ale autobus ów ma trasę przez pół Wrocławia czyli przejazd trwa ok. godziny. Ale nic to. Chciałam pojechać, więc pojechałam.

dfDojechawszy na miejsce zakupiłam karnet na całe 3 dni, choć tak naprawdę interesował mnie tylko jeden. Ale było też kilka innych punktów, których byłam ciekawa. Rozpoczęłam od prezentacji Krwiopijcy – wampiry w kulturze popularnej. Wyszłam w połowie. Nie byłam pierwszą, która opuściła prezentację przed w trakcie i podejrzewam, że nie byłam też ostatnią. Tak naprawdę temat wampirów w popkulturze to temat bardzo szeroki i trudno o jakąś spójną jego prezentację ale to co zaprezentowała Agata „Megane” Olewicz to już chaos totalny. I trochę brak przygotowania. Kiedy o jednym filmie mówi raz Trzydzieści dni mroku (oficjalne tłumaczenie tytułu), innym razem Trzydzieści dni nocy (tłumaczenie wersji pirackiej) jeszcze innym Trzydzieści dni grozy (to już chyba pomyłka); kiedy podaje Sigourney Weaver jako aktorkę występującą w Draculi Francisa Forda Coppoli to już chyba dość świadczy o jej profesjonalizmie. Nie będę wyliczać jakich filmów czy książek o wampirach mi zabrakło w prezentacji, a które uważam za ważne w tej materii gdyż skoro wyszłam w połowie nie mogę wiedzieć czy o którejś z tych pozycji nie wspomniała w dalszej części wywodu. Owszem, zapragnęłam zobaczyć jeden z filmów, o których wzmiankowała i nawet pokazała fragment. Nie bardzo jednak rozumiem dlaczego mówiła o nim jako o nieznanym podczas gdy ja od jakiegoś czasu widziałam reklamy i recenzję tej produkcji np. na łamach Grabarza Polskiego czy w serwisie Horror Online i już wówczas zapragnęłam się z filmem Co robimy w ukryciu zapoznać. Prezentacja jedynie utwierdziła mnie w tym pragnieniu. Co do książek o wampirach to i tak wiem, które bym chciała przeczytać a które zdecydowanie wolę sobie darować, na filmy nie mam czasu, na seriale tym bardziej, więc darowałam sobie słuchanie do końca tego, co na swoją prelekcję przygotowała autorka. W ten oto sposób miałam godzinę czasu do następnej interesującej mnie prelekcji.df4

Godzinę tę spożytkowałam snując się po okolicach leśnickiego Zamku, oglądając rozmaicie poprzebieranych uczestników DFów i wypatrując znajomych twarzy. Jedyna, którą udało mi się wypatrzeć była twarz Kuby Ćwieka, ale z racji że był w towarzystwie mi obcym a ja w ciężkim nastroju bo to i nie wyspana i zdegustowana prezentacją z której właśnie wyszłam, ograniczyłam się do odpowiedzi na pozdrowienie i krążyłam sobie dalej po najbliższej okolicy, kontrolując czas, żeby zdążyć na kolejną interesującą mnie prezentację.

df3Prezentacją tą było: Ślepowidzenie, echopraksja i zespół nieuwagi stronnej czyli co oznaczają tytuły powieści Petera Wattsa i dlaczego Will Graham (bohater powieści Czerwony Smok i serialu Hannibal) narysował tylko pół tarczy zegara Martyny Raduchowskiej. Nazwisko prelegentki nic mi nie mówiło, poszłam zwabiona tytułami powieści Wattsa, do których (zarówno powieści jak i tytułów) mam słabość. Niby Watts wyjaśnia w swoich powieściach czym jest zarówno ślepowidzenie jak i echporaksja jednak warto było coś więcej o tym posłuchać. Podobnie jak o zespole nieuwagi stronnej. Niby czytałam dawno temu nawet kilka razy, jednak to schorzenie/dysfunkcja czy jak to tam jeszcze nazwać wydało mi się na tyle ciekawe, że chciałam wiedzieć o nim coś więcej. Prelekcja zdecydowanie warta, by na niej być. Filmy prezentujące ślepowidzącego, precyzyjnie omijającego przeszkody, jakie ustawiono na jego drodze i nadal twierdzącego, że ich nie widzi, że zgaduje czy kobietę z echoprasją bardziej lub mniej udolnie naśladującą gestykulację lekarza, z którym toczy rozmowę oraz kobietę z zespołem nieuwagi stronnej, kopiującą rysunek kota – zdecydowanie godne uwagi. Jak na ogół przedkładam słowo pisane nad obraz, tak tutaj obraz pozwolił mi lepiej zrozumieć to, o czym do tej pory umiałam powiedzieć, że mniej więcej rozumiem o co tu chodzi. Jeszcze do tego pasja  z jaką Raduchowska prezentowała temat i notowała wszystkie pytania, na które nie potrafiła udzielić odpowiedzi, by móc się dokładniej przygotować gdy następnym razem będzie o tym mówić czy choćby dla zaspokojenia swojej własnej ciekawości… Zawsze z przyjemnością a i pewną dozą zazdrości patrzyłam na ludzi z pasją, dzielących się tą pasją z innymi a to właśnie widziałam u Raduchowskiej. I tylko gdy prezentacja z lekka się przedłużała (bardziej nie mogła, bo następni czekali za drzwiami) z niepokojem zastanawiałam się czy zdążę na kolejną, która mnie interesowała. Zdążyłam. Ale jej poświęcę osobny wpis.

minionekTak minął mi pierwszy dzień Dni Fantastyki. Zaczął się nieciekawie ale skończył dobrze. Drugi dzień także nie zaczął się najlepiej. W Leśnicy musiałam być o 10 rano, gdyż na tę godzinę przygotowano atrakcję dla dzieci. Atrakcją tą miało być wspólne tworzenie bajki. Niestety, gdy zapytałam jakiegoś wolontariusza gdzie się to konkretnie odbywa (w programie napisano: teren parku) ten odesłał mnie do informacji. Informacja tymczasem – do wolontariusza odpowiedzialnego za rzeczony punkt programu. Trochę szukaliśmy, wraz z jeszcze jedną panią, która z wnuczkiem przyszła, gdzie rzeczona bajka ma być tworzona ale skończyło się na tym, że moje Dzieci pięknie się pobawiły na placu zabaw. Przy okazji uroczo pozując mamie do zdjęć. Będą babcie miały do zobaczenia, jak mama organizuje dzieciom czas na imprezach, którymi sama jest zainteresowana. Potem poszliśmy do strefy handlowej… i niestety przypomniałam sobie, że nie dobrałam z domu gotówki, więc przy sobie miałam niewiele, tata zaś nie bardzo jest skłonny do zaspokajania zachcianek dzieci. Ja chciałam, ale co z tego? Stać mnie było jedynie na malunek na ręku. Fakt, wykonany bardzo fachowo, starannie. I Dzieci sobie dały namalować to, czego im mama nie kupiła. A nie kupiła baloników w wymarzonych kształtach. Później miał być jeszcze jakiś punkt programu dla dzieci, ale moje uznały, że wracają. No to wsadziłam je do pociągu nie byle jakiego i pojechały sobie z Wrocławia Leśnicy do Wrocławia Głównego zaliczając w ten sposób pierwszą w swoim życiu podróż pociągiem. Ponieważ jednak do pociągu było trochę czasu to jeszcze towarzyszyłam Małżonkowi i Dzieciom w pizzerii, więc w Zamku byłam około drugiej.bałwanek

I znów trochę się posnułam, patrząc na pięknie odzianych w stroje z najrozmaitszych epok i w najrozmaitszych konwencjach, przeliczyłam dokładnie pieniądze jakie miałam i wyszło mi, ze jak zakupię Dzieciakom maskotki to na frytki jeszcze mi zostanie. Na szczęście dla mnie jedna z maskotek okazała się nieco felerna, więc pan policzył mi 5 PLN mniej, dzięki czemu i na piwo wystarczyło. Piwo było dobre, bo ciemne. Na ogół lubię jasne ale tym razem wyjątkowo przyszło mi do głowy, że się ciemnego napiję. I to był dobry wybór. Przy piwie pogadałam sobie z miejscową (czyt. leśnicką) rodziną o tym jak Wrocław zaniedbuje Leśnicę, jak trudno dojechać stamtąd do miasta (o czym miałam okazję się właśnie przekonać) i że Leśnica wraz z okolicznymi dzielnicami chciałaby się odłączyć od Wrocławia i stać się (na powrót) miastem odrębnym.

raduchowskaPogaduszki pogaduszkami ale w końcu wypadałoby jakąś prelekcję zaliczyć. Wszak kupiłam sobie karnet na wszystkie trzy dni. I tu pojawił się problem: Kuba Ćwiek czy Martyna Raduchowska. Tego pierwszego znam zarówno z prelekcji jak i ze spotkań autorskich i lubię i jedne i drugie, tę drugą właśnie poznałam i się zachwyciłam. Zadecydował los. Kiedy się pojawiłam pod salami (jakoś tak występowali obok siebie) spotkanie autorskie Ćwieka już trwało a Raduchowska się spóźniała. Weszłam więc nie spóźniona do całkiem już pełnej sali i kiedy prelegentka w końcu się pojawiła wysłuchałam o tym, że to, co znamy (czyt. kto takie rzeczy czyta ten zna) z powieści cyberpunkowych staje się powoi rzeczywistością. Widziałam więc człowieka, który po stracie nóg na wspinaczkach skałkowych zrobił sobie protezy, w których wspina się jeszcze sprawniej; protezy rąk skonstruowane dla człowieka bez ramion – i wszystko to sterowane nerwami. Widziałam skrzypka, któremu wszczepili do mózgu implant dzięki któremu ręka przestała mu drżeć a także inne ulepszenia wszczepiane ludziom każące się zastanowić, gdzie kończy się człowiek a zaczyna maszyna… Zdecydowanie warto było się na tę prelekcję wybrać. Nie wątpię, że na tę z sąsiedniej sali również, ale Ćwieka można spotkać na większości fantastycznych imprez, więc może jak zakupię sobie którąś z jego książek i będę miała do podpisu to jeszcze się skuszę. Bo też wiem, że warto.df5

Następną prelekcją, na którą się wybrałam nosiła tytuł Sadyzm, masochizm i fetyszyzm seksualny w literaturze grozy. Przeprowadzić miał ją Marek Grzywacz. Kiedy więc zobaczyłam wchodzącego na salę Dawida Kaina to aż zapytałam kogoś z boku czy ja dobrze trafiłam. Okazało się, że dobrze. Kain robił bowiem (wraz z Kazimierzem Kyrczem Jr, który dołączył chwilę później) za suflera Grzywacza. Prelekcja byłaby niezła, gdyby nie prowadzący. Nie dość, że praktycznie cały czas czytał z notatek, to jeszcze korzystał z pomocy suflerów, którzy podpowiadali mu, że np. taki znany autor powieści grozy Robert Bloch to m.in. Psychozę napisał. Mimo notatek i suflerów przez cały czas prelekcji najczęściej dającym się słyszeć dźwiękiem, wydobywającym się z ust Grzywacza było yyyyy. I jeszcze do tego ta gestykulacja, kojarząca mi się z jedną sceną z kreskówki dla dzieci, w której nauczycielka mówiąc podopiecznym, że mają uważać, bo wjeżdżają do ogrodu zoologicznego a tam będą tygrrrrysy unosi w górę ręce i macha palcami. Ten gest towarzyszył Grzywaczowi przy omawianiu co „ciekawszych” perwersji opisanych w literaturze grozy. Tym razem dotrwałam do końca, ale wiem, że gdybym to dla tej prelekcji zrezygnowała ze spotkania autorskiego z Ćwiekiem, to bym żałowała… Tak jak w sumie żałuję czasu poświęconego na ów wykład.df2

Niestety, na tym się skończyła moja DFowa sobota. Chciałam jeszcze pójść na Toksykologię dla początkujących i na Zakazaną medycynę ale ubrana byłam cokolwiek cienko a na zewnątrz coraz zimniej… więc nie chciałam Dni Fantastyki przypłacić zdrowiem. Zwłaszcza że to, po co tak naprawdę przyjechałam dostałam już pierwszego dnia.

kucyki MagdalenyDziś także było kilka punktów programu, które mnie interesowały. Niestety, Dzieciaki muszą wracać do przedszkola, a z Wroc. do Torunia to jakby trochę dalej niż rzut beretem, więc mogłam sobie pozwolić tylko na jeden punkt programu. Właściwie to nie tyle sobie, co Dzieciom, żeby miały o czym opowiadać w przedszkolu. Tak więc jechaliśmy znów godzinę autobusem, żeby mogły sobie zrobić dioramę z kucykami. I znów przyjeżdżamy, wchodzę do namiotu, w którym mają się odbywać warsztaty… a tam pustki. No to pytam wolontariuszy. Nie wiedzą, ale zaraz się dowiedzą. Dzieć tymczasem: chce siusiu. No dobra, to my do WC a wolontariusze tymczasem szukają odpowiedzi na moje pytanie. Okazało się, że kucyki zostały przeniesione do innego namiotu. Dzieci więc sobie robiły przy mojej pomocy rzeczone dioramy (czyli trójwymiarowe obrazki) a ja sobie rozmawiałam z nieco starszymi dzieciakami o horrorach. Ja jestem mniej więcej z pokolenia rodziców owych dzieciaków i okazuje się, że lubimy (czyli ja i ci rodzice) ten sam typ horroru, ten sam typ wampira. I przy okazji zapytałam dziewczynę prowadzącą, jak to było z wczorajszymi bajkami. A było to tak, że organizatorzy jej powiedzieli, że gdzieś w parku ma się ustawić i ona czekała i nikt nie przyszedł tymczasem jej szukali i nie znaleźli. A wolontariusze nie mogli wskazać konkretnie gdzie ona ma być, bo ona sama musiała znaleźć sobie miejsce. Czyli wyszła na tym gorzej niż moje dzieci. One przynajmniej się pobawiły na placu zabaw.kucyki Marty

Tak ogólnie: żałuję paru prelekcji, na których byłam, jeszcze większej ilości, na których nie byłam, ale ogólnie jestem zadowolona. Dostałam to, po co przyjechałam, byłam na dwóch innych prezentacjach, na których warto było być, zorientowałam się że chyba już wiekowo to lat mam trochę za dużo na rozmaite DFy… ale mam nadzieję, że choć trochę zdołałam zarazić Dzieci takimi konwentami. W każdym razie podobało im się, mimo, że nie dostały baloników i że Dzieć Starszy widząc cosplaye też chciał się przebrać w jakiś fajny strój…

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „O DF-ach

  1. lilit8 pisze:

    I znów połączyłaś przyjemne z pożytecznym. Przy czym (ponownie) skruszyłaś stereotyp kury domowej (chwała Ci za to ) „wytykając dziobek poza własne podwórko” 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Nie, ja połączyłam przyjemne z przyjemnym. Pożyteczniej by było gdybym gotowała Dzieciom obiadki i wychodziła z nimi na spacer gdzieś w normalne miejsca a nie pokazywała im ludzi potwornie poprzebieranych i umalowanych 😉

  2. zosiako pisze:

    I tu wychodzi ze mnie, a właściwie wyłazi małomiasteczkowe pochodzenie. Niestety u mnie o takich imprezach można było sobie pomarzyć, ale teraz nic mnie nie tłumaczy poza odległością. Już nadrobiłam ze szkodnikiem młodszym piknik naukowy (przy czym miałam wrażenie, że bawię się równie dobrze, o ile nie lepiej niż ona 😉 ) wniosek: zazdraszczam i czas na odkrycie DF. muszę poszukać, pogrzebać i namierzyć może cościk w Stolicy organizują podobnego…

    • jukkasarasti pisze:

      Nie wiem jak to jest ze stolycą, ale wiem, że: w Poznaniu jest Pyrkon, w Troruniu – Copernikon (we wrześniu), poza tym Gryfkon, Kfaskon, Polcon… trochę dużo tego jest.

      • zosiako pisze:

        dzięki za podpowiedź, jak już się wie czego szukać to koniec języka ew. wujek google za przewodnika 🙂 a ja lubię szukać i bardzo lubię poznawać, a i ciągać wszędzie ze sobą szkodniki też lubię. mnie nie było komu, więc teraz nadrabiam zaległości 😉

      • jukkasarasti pisze:

        Tylko sprawdzaj, gdzie są punkty programu dla dzieci i młodzieży, bo po co szkodniki mają się nudzić bo mamie się zachciało poszerzać horyzonty 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s