O błądzeniu

Wybrałam się z Rodziną w swoje rodzinne strony. Wybrałam się już parę dni temu, ale chciałam, żeby nim wyjedziemy, Dzieci zdążyły jeszcze być w przedszkolu. Wszak noce teraz późno zapadają, więc istniała szansa, że jeszcze przed zmierzchem dotrzemy.Jednak  choć – zgodnie z moimi przewidywaniami – korków po drodze raczej nie było, do Wroc. dojechaliśmy po zmroku. I niestety sprawiło to, że do mieszkania weszliśmy jakieś dwie godziny od wjazdu do miasta. Najpierw wydało mi się, że źle poinstruowałam Małżonka gdzie ma skręcić. Problem polegał na tym, że byłam przekonana, że to właśnie tam miał skręcać, gdzie mówiłam. Jednak w pewnym momencie zorientowałam się, że ja w ogóle nie wiem, gdzie jestem. Dojechaliśmy więc niemal do granic miasta, bo choć wiedziałam, że powinniśmy zawrócić to trochę potrwało, zanim droga na to pozwoliła. Później, kiedy już wiedziałam gdzie jesteśmy, było niewiele prościej. Byliśmy bowiem w okolicy, w której zawsze błądziłam, więc tym bardziej po ciemku nie bardzo wiedziałam jak prowadzić. Jednak w końcu dotarliśmy do kościoła, który z całą pewnością rozpoznałam i już mniej więcej wiedziałam jak dojechać. I tylko widziałam, że okoliczne sklepy nie są już tymi, którymi były jeszcze pięć lat temu, kiedy się wyprowadzałam.

W końcu dotarliśmy w okolice domu mojego rodzinnego… by przez kolejną godzinę szukać miejsca, w którym można by zaparkować. Samochodów bowiem było jak mrówków – na parkingu, na chodnikach, na pasie zieleni po środku ulicy, jednym słowem: wszędzie. I gdy tak krążyliśmy w poszukiwaniu wolnego miejsca, doznałam olśnienia: okazało się, że ja wcale nie pokierowałam źle Małżonka. My naprawdę w pewnym momencie byliśmy tuż pod domem mojej rodzicielki. Tylko że tymczasem na znanej mi ulicy wyrósł nieznany mi budynek. Czyli gdybyśmy jechali za dnia, bylibyśmy co najmniej godzinę wcześniej. Ale ile czasu szukalibyśmy miejsca do zaparkowania to nie mam pojęcia. Po prostu mieliśmy w pewnym momencie trochę szczęścia i miejsce na parkingu się zwolniło.

Teraz już wiem, że Wrocław obecnie to zupełnie inne miasto, niż to, z którego się wyprowadziłam. Co więcej, to miasto, do którego nie chciałabym się wprowadzić. Zresztą, zdążyłam już się przekonać, że nawet za dnia nie byłabym dobrym pilotem po tym mieście, nawet bowiem w pełnym świetle mam problemy z rozpoznaniem miejsc, w których jeszcze tak niedawno bywałam. Przybyło galerii handlowych, pasaży, estakad… Czyli przyjechałam do zupełnie obcego mi miasta. Miasta, w którym spędziłam większość mojego życia.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O błądzeniu

  1. lilit8 pisze:

    Wyrastamy ze starych miejsc, wrastamy w nowe, gdzie jesteśmy ze zmianami w otoczeniu na bieżąco. Być może dlatego reagujemy na owe zmiany inaczej.

    • jukkasarasti pisze:

      W tym wypadku to niezupełnie w ten sposób. To nie ja wyrosłam z Wrocławia, to Wrocław mnie przerósł. Myślałam o wyprowadzce zanim zaszła w ciążę i musiałam (?) wynieść się do Torunia. Tylko pracy nie mogłam znaleźć poza Wroc. Ale miasta miałam już dość od paru lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s