O Cioci na urodzinach

Dzieć Starszy obchodzi urodziny mniej więcej w środku tygodnia. I uroczystości domowe pt. dmuchanie świeczek na torcie i konsumpcja tegoż planowane były na przyszły weekend. Tak się jednak złożyło, że jedyny gość, jaki mógł się ewentualnie pojawić czyli Ciocia Gabit zadzwonił w piątek około południa, że nazajutrz wpadnie złożyć Dzieciowi życzenia. No to skoro pojawi się gość (a wiem, że o chwilę czasu naprawdę u niej trudno), to i torta należało zrobić tydzień wcześniej. Więc Sarasti, choć padnięta pędzi do dom (akurat była poza) via targowisko i kilka marketów, żeby produkty stosowne zakupić. Oraz prezent dla Futurka czyli synka Cioci Gabit, który niedawno także urodziny obchodził.

Dzieć od dłuższego już czasu truł mamie, że chce na urodziny tort z truskawkami. Konkretnie to taki… tak, zdarzyło się bowiem temu Dzieciu zobaczyć jak mama przegląda blog i upatrzył sobie właśnie Pawłową. Niby przepis prosty, więc uznałam, że to zrobię. Oczywiście zakupienie przyzwoitej śmietany 30 lub 36% to nie lada wyzwanie. Niejaka Anna G. z blogu Z miłości do gotowania informowała mnie wprawdzie, że spółdzielnia mleczarska Jana robi takowe śmietany ale ja widziałam inne produkty rzeczonej spółdzielni, śmietany do ubijania jednak nie. Mogłabym jeszcze zamówić w sklepie mięsnym śmietanę firmy Klimeko, ale nie tak z dnia na dzień. Wiem także, że 30procentówka marki President jest w porządku, tylko co z tego skoro jej nie ma… Stanęło więc na najmniejszym złu – śmietanie 30% marki własnej Tesco. Wprawdzie pasteryzowana (ale nie UHTa) i homogenizowana ale bez karagenu i innych atrakcji. Skoro w dzieciństwie na potęgę jadłam serki homogenizowane i takież mleko (sprzedawane w foliowych torebkach) pijałam, to Dzieciom się chyba większa krzywda nie stanie jeśli raz na rok albo i rzadziej homogenizowaną śmietaną je uraczę.

Wieczorową porą, kiedy Potomstwo już uśpione zostało a i ja sama z nóg padałam, zabrałam się za urodzinową bezę. Kiedy się ciasto, które jest klasykiem robi pierwszy raz wypadałoby jednak sprawdzić parę innych wersji a nie ślepo wierzyć pierwszej napotkanej. Niby słyszałam, że bezy się nie piecze tylko suszy, jednak serio potraktowałam słowa: piec 1,5 godz. w 180 st. C. No i po pół godzinie beza była delikatnie przypalona ze wszystkich stron i ani trochę chrupka na zewnątrz. Druga sprawa to taka, że później w innych przepisach znalazłam, że ilość cukru też ma znaczenie, bo jak się doda mniej to beza nie wyjdzie taka, jak powinna. A ja nie dość, że dałam mniej to jeszcze część zastąpiłam erytrolem a on jakoś niekoniecznie się chce rozpuszczać. Koniec bezy był taki, że rano zjadłam toto do spółki z Dziećmi. Tak, na szczęście nieudane wypieki też zawsze znajdują amatorów.

Tort jednak być musiał. I to truskawkowy, gdyż taki obiecałam. Powiadają niektórzy, że tort truskawkowy to banał: biszkopt a na to bita śmietana i truskawki. Faktycznie banał… o ile potrafi się piec biszkopty albo nie ma się nic naprzeciw zakupieniu w cukierni blatu biszkoptowego. Ja niestety ani upiec po ludzku biszkoptu nie potrafię ani nie zamierzam karmić Dzieci czy Cioci Gabit, która także zwraca uwagę na to, co je, kupnym niewiadomoczym o nazwie blat biszkoptowy. Czyli ta opcja odpada. Ratunku więc poszłam szukać – jak zwykle – u FiKa. Wszak jego niewypieki to coś, przy czym nie muszę się stresować, że nie wyrośnie. Bo wiem, że nie wyrośnie. Tym razem nie szukałam jednak gotowego przepisu. Szukałam inspiracji. Tort bowiem z wierzchu miał wyglądać mniej więcej tak, jak Dzieć zapamiętał ze zdjęcia. Czyli miał być bitą śmietaną obłożoną truskawkami. I tak wyglądał. Pod warstwą bitej śmietany zaś krył się sernik na zimno.

Tort urodzinowy Dziecia Starszego – wersja autorska Sarasti na bazie przepisu FiKa:

Spód (prawie jak z kruchych ciasteczek):

200 g mielonego siemienia lnianego (żadnej mąki zbożowej czy orzechowej nie miałam, orzechów mielonych ani czasu na zmielenie niemielonych takoż)

ok. 10 wydrylowanych surowych daktyli irańskich (pewnie te suszone z Rossmana też mogły by być, ale akurat irańskie miałam pod ręką)

bliżej nieokreślona ilość oleju kokosowego ekstra virgin

Wszystko to zmiksowałam do konsystencji wilgotnej gleby, wsypałam do wyłożonej pergaminem tortownicy, ugniotłam i włożyłam do lodówki. Podczas gdy gniot zestalał się w lodówce robiłam masę serową:

500 g chudego twarogu

parę kropli stevii w płynie i ze 2 łyżki melasy z korabu

resztka oleju kokosowego extra virgin (miałam końcówkę, więc bez odmierzania starałam się dzielić po równo pomiędzy spód a masę serową)

Wszystko to zmiksowałam na gładką masę. Masę tę wyłożyłam na schłodzony spód i z powrotem do lodówki. Po jakimś czasie ubiłam śmietanę i kiedy Ciocia Gabit przyszła ja właśnie zajmowałam się wykładaniem bitej śmietany na sernik tym samym przekształcając go w tort. Wszak każde okrągłe ciasto może za tort robić.

Tak więc Ciocia przywitała się z Dziećmi, wręczyła prezenty, pokazała do czego służą i jak ich prawidłowo używać (tak, oba Dziecie dostały prezenty, wszak jutro Dzień Dziecka, a poza tym z racji, że między nimi 1,5 roku różnicy z okazji urodzin prezenta dostają obydwa, ale świeczki z tortu zdmuchuje to, które kończy pełną liczbę lat, bo jakoś zapalanie na torcie połowy świeczki przekracza granice mojej wyobraźni), Sarasti wniosła tort. Dzieć pięknie zdmuchnął świeczki i można było rozpocząć konsumpcję. Do tortu zrobiłam sałatkę owocową złożoną z truskawek (całą łubiankę kupiłam), banana i żółtego kiwi. No i jeszcze podałam jedyną czekoladę mniej więcej mleczną, jaką toleruję czyli czekoladę pełną, śmietankową z całymi orzechami marki Bellarom (albo coś około tego) z Lidla. Jakieś 50% kakao i w składzie surowcowym na pierwszym miejscu orzechy, na drugim dopiero cukier. I bez lecytyny tudzież innych emulgatorów o trudnych do wymówienia nazwach. Od święta może być… Czyli impreza skromna ale i Ciocia zapowiedziała się tylko na 1,5 godziny i to w dodatku dość niespodziewanie. I nie wiem jak Ciocia ale Dzieciaki były przeszczęśliwe. A skoro Dzieciaki to ja takoż.

Gdyby komuś przyszła chęć zrobić sernik wg tego przepisu to:

1) siemię lniane robi się z deka glutowate, co daje dziwny efekt: kruchego acz glutowatego ciasta. Jeśli komuś taka opcja niekoniecznie pasuje może wykorzystać jakieś mielone orzechy czy mąkę słonecznikową;

2) część mielonych orzechów/siemienia lnianego można zastąpić surowym kakao, spód tylko zyska na smaku. Ja z uwagi na Ciocię Gabit musiałam zrezygnować z kakao;

3) masę serową najlepiej posłodzić pastą waniliową, ja jednak takowej nie posiadałam. Cukru waniliowego takoż. Melasy musiałam dodać, gdyż stevii mi się kropnęło o parę kropli za dużo i ten smak czymś musiałam zatuszować;

4) bita śmietana nie musi zawierać cukru, zwłaszcza jeśli się masę serową posłodzi. Moja śmietana jednak jakoś nie chciała się zagęścić, więc jakby nieco z desperacji dodałam bliżejnieokreśloną ilość cukru trzcinowego brązowego typu demerara.

Zdjęcie tortu zamieszczę jeśli Ciocia G. znajdzie chwilę, by mi je posłać, mnie bowiem wyczerpała się bateria od aparatu, więc nie miałam czym fotografować. Ciocia zaś nie jest istotą tak niewspółczesną jak Sarasti i Małżonek, była więc wyposażona w smartfona…

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „O Cioci na urodzinach

  1. annaa72 pisze:

    Przy bezie daję zawsze 150 stopni. Wychodzi idealnie.

  2. Anka (Kuchnia Wschodu i Z miłości do gotowania) pisze:

    Jeszcze nie piekłam bezy, ale o uszy mi się obiło, że jakieś 140-150 stopni. Na razie nie zabieram się za takie cuda, bo ani nie za bardzo jadam a i cukiernik ze mnie taki sobie. Ważne, że impreza wyszła i dzieci były szczęśliwe 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      W przepisie, na który powoływała się autorka linkowanego blogu było: wkładam do piekarnika rozgrzanego do 180 st. C i po 10 min. zmniejszam temperaturę do 140. Ciocia Gabit mówiła, że też wkłada do 180 st. C – na pół godziny a potem wyłącza piekarnik i beza dalej suszy się w tym piekarniku. I jeszcze o kilkugodzinnym suszeniu w 120-130 st. C czytałam… ale to już wszystko było po tym, jak moja nie wyszła 😉

      • Anka (Kuchnia Wschodu i Z miłości do gotowania) pisze:

        A ile razy czytałam o czymś, robiłam według wskazówek a i tak nie wyszło?! Ot, każdy piekarnik jest inny. Teraz piekę na chłopski rozum i oko 😉

      • jukkasarasti pisze:

        Ja na ogół też. Tylko że wówczas nie miałam siły żeby stać, kucać i co chwilę oglądać jak się zachowuje to, co jest w piekarniku. Wniosek: jesteś padnięta – rób to, co potrafisz zrobić nawet z zamkniętymi oczami a nie eksperymentuj 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s