O odchudzaniu

Nie, Sarasti się nie odchudza. Chociaż, kto wie, może jak skończy czytać książkę o diecie czekoladowej to zacznie. Tymczasem żyje sobie mniej więcej w zgodzie z nadprogramowymi kilogramami i gotuje, piecze i konsumuje. Jednak fakt, że żyje w zgodzie z tymi kilogramami, które ma, w żadnym razie nie oznacza, że każdy kolejny kilogram jest mile widziany. Wręcz przeciwnie, żadnego dodatkowego kilograma Sarasti u siebie widzieć nie chce. I nie chce, by jej Dzieci z figury upodabniały się do mamy. Do Taty tym bardziej. Więc postanowiła odchudzać świąteczne wypieki. Te, które się dało odchudzać. Oczywiście, taki FiKowy mazurek można by odchudzić czy raczej zmniejszyć jego IG zastępując daktyle innymi bakaliami i niewykluczone, że za rok tak uczynione zostanie. Mogłaby też w świątecznych babach drożdżowych masło zastąpić olejem, ale czy baba z olejem to wciąż będzie ta sama baba? Powinna też zrezygnować z lukru na tej babce, ale to także nie wchodzi w rachubę. Może, kiedy Dzieci oduczą się (jeśli w ogóle oduczą się) obgryzać lukier z baby, cukier zastąpi ksylitolem. Może też wyjdzie… Tymczasem operacji odchudzania poddany został sernik. Nadawał się do tego świetnie, gdyż składał się wyłącznie z masy serowej, bez żadnego kruchego spodu, bez żadnych pianek na wierzchu. Po prostu masa serowa i już.

Oryginalny przepis wyglądał tak (składniki na ciasto o średnicy 26 cm):

1 kg tłustego twarogu dwukrotnie zmielonego

125 g masła oraz niewielka ilość do wysmarowania formy

250-270 g cukru

10 jaj

2 czubate łyżki mąki ziemniaczanej

10 ml olejku waniliowego

100-150 g namoczonych rodzynek

zmielone biszkopty do obsypania formy (pokruszone, przesiane przez sito)

dekoracja: cukier puder do dekoracji

Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Białka odstawiamy do lodówki na później. Do jajek dodajemy stopniowo miękkie masło i twaróg, ciągle mieszając. Do masy przesiewamy dwie czubate łyżki mąki ziemniaczanej, dodajemy olejek waniliowy i mieszamy. Białka ubijamy na sztywną pianę i mieszamy z masą serową aż wszystkie składniki się połączą. Dodajemy rodzynki wcześniej zamoczone w wodzie i obtoczone w mące. Formę smarujemy roztopoionym masłem i posypujemy zmielonymi biszkoptami. Na przygotowaną formę wylewamy masę serową i pieczemy ok. 50 min. w temp. 180 st. C (termoobieg) lub 190-200 st. C (bez termoobiegu). Sernik studzimy przy uchylonym piekarniku. Możemy udekorować cukrem pudrem.

W lajtowej wersji by Sarasti sernik został pozbawiony cukru. Zamiast niego pojawił się erytrol w ilości jednej szklanki i nieustalona ilość kropli stewii. Ta druga tutaj akurat pasowała – dodawała nie tylko słodyczy ale i smaku sernikowi. Tłusty twaróg został zastąpiony chudym i półtłustym (bo nie było chudego w wystarczającej ilości a zakupy już w Wiekli Piątek robiłam więc nie było czasu na rajd po sklepach). Tak po prawdzie, jak już chyba pisałam, wolę serniki z chudego twarogu bo się jakieś takie konkretniejsze wydają. No i zamiast maszynką do mielenia, ser został potraktowany mikserem. Też wyszedł gładki. Olejek waniliowy został zastąpiony został esencją waniliową własnej produkcji, a kruszone biszkopty do wysypania formy – tartymi migdałami. Zrezygnowałam też z moczenia rodzynków i obtaczania ich w mące – praktyka dowodzi, że te zmoczone i zmączone tak samo szybko lądują na dnie blachy jak te, z którymi się takich cudów nie wyprawia. Nie wiem też dlaczego formę mam smarować masłem topionym skoro wygodniej się ją smaruje normalnym miękkim masłem. Masło topione dodałam natomiast do sernika – po dodaniu do masy żółtkowo-erytrolowej twarogu i mąki ziemniaczanej. Wygodniejsze to niż dodawanie miękkiego do jajek i cukru. Oczywiście skoro sernik MOŻNA udekorować cukrem pudrem, oznacza to, iż robić tego nie TRZEBA. Więc nie robiłam. Sernik smakował prawie tak samo, jak ten, który drzewiej moja rodzicielka robiła. Tylko był mniej tłusty i mniej słodki, rodzicielka bowiem dodawała oprócz rodzynek własnej roboty kandyzowaną skórkę pomarańczową tudzież smażoną pigwę, ja poprzestaję na rodzynkach. Kto wie, może kiedyś zamiast rodzynek dodam brzoskwinie w syropie…

Skoro piszę o mojej wersji sernika, wypadałoby podać źródło przepisu oryginalnego. Otóż źródło, z którego czerpałam wiedzę to opisywana niedawno książka kucharska Cukiernia Lidla.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „O odchudzaniu

  1. Sylwia P. pisze:

    A co sądzisz o małych porcjach kupnych wypieków? Wtedy nie kusi nas aż tak bardzo, bo mamy tylko po jednej porcji 😉

    • jukkasarasti pisze:

      Już to przerabiałam. Ale im więcej piekę i gotuję tym mniej smakuje mi kupne. No i ja nie używam białego cukru, mąki pszennej i margaryny, a bez tego nie ma kupnych ciast. Innymi słowy: szkoda mi zdrowia na kupne.

  2. annaa72 pisze:

    Nieźle Ci idzie to odchudzanie słodkości. 🙂

  3. zosiako pisze:

    ludzie dzielą się na odchudzających się i szczęśliwych. bądź więc szczęśliwa 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s