O kinie familijnym

Swojego czasu kupiłam sobie jakąś gazetę z dodatkiem w postaci Jeźdźca znikąd. O filmie nie wiedziałam nic, wystarczyło by na okładce był Johnny Depp. Wprawdzie się do niego trochę zraziłam po tym, jak zerwał z Vanessą Paradis a tym samym zachwiał moją wiarą w możliwość istnienia trwałych związków międzygwiazdorskich, ale przez to nie przestał być dobrym aktorem. Więc film nabyłam. I dziś nadeszła ta wiekopomna chwila, w której wydobyłam płytkę DVD z pudełka, włożyłam do komputera i obejrzałam.

Patrząc na okładkę spodziewałam się czegoś w stylu Zorro acz o trochę bardziej mrocznym klimacie. I oczywiście kina klasy B, albo i C. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy na początku zobaczyłam małego chłopca w masce, który ogląda starego Indianina z krukiem na głowie w przybytku będącym czymś w rodzaju muzeum osobliwości. Co więcej, Indianin zaczyna z nim rozmowę… I już wiedziałam, że z niczym ponurym i mrocznym do czynienia mieć nie będę, że to raczej kino familijne. O tym ostatnim upewnił mnie fakt, że film nie był z lektorem tylko dubbingowany, a przecież w Polsce filmów dla dorosłych się tak nie robi. Za kinem familijnym wprawdzie nie przepadam, ale cóż było robić, skoro na obranie czeka pół kilograma drobnych pieczarek, to przecież nie będę tracić czasu na przeszukiwanie płytoteki. Zresztą, Depp zawsze wart jest obejrzenia. Nawet w kinie familijnym.

No i w sumie na filmie nie zawiodłam się. Wartka akcja, dużo humoru i piękne sceny pościgów w pociągach. Taki Depp wspinający się po wysokiej drabinie w rozpędzonym pociągu to coś pięknego… szkoda, że realnie takie wyczyny nie są możliwe. Podobne jak i parę innych prezentowanych w filmie. Momentami odnosiłam wrażenie, że oglądam Tarantino czy Rodrigueza w wersji dla całej rodziny. Strzelająca z obcasa Helena Bonham Carter jako żywo przywodziła mi na myśl Planet Terror tego drugiego. Tylko Planet Terror raczej bym dziecku oglądać nie pozwoliła, w każdym razie nie dziecku w wieku moich Dzieci. Tymczasem kiedy Młodzież przyszła z przedszkola a ja oglądałam jeszcze film, nie wyrzucałam potomstwa z pokoju. Niech sobie popatrzy na dzikie pociągowe pościgi. I na Deppa w pięknym, w dodatku wodoodpornym makijażu.

A, skoro już o dubbingu wspomniałam, to warto nadmienić, że był naprawdę dobry. Warto nadmienić, bo jakkolwiek kreskówki z gatunku tych, co to nie tylko dla dzieci, dubbingowane są na ogół świetnie, tak z innymi filmami już tak dobrze nie było. Harry Potter w wersji dubbingowanej był dla mnie nie do zniesienia, więc ostatnią część obejrzałam dopiero jak się ukazała na DVD, bo kiedy już się mogłam wybrać do kina, wersji z napisami już nie było. Tymczasem Jeźdźcem znikąd byłam naprawdę pozytywnie zaskoczona.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O kinie familijnym

  1. annaa72 pisze:

    Nie oglądałam, ale lubię Johny Deepa, trudno go chyba zresztą nie lubić, ma coś w sobie. 🙂

  2. Anka (Kuchnia Wschodu i Z miłości do gotowania) pisze:

    Masz rację, że tylko bajki są w miarę dobrze dubbingowane w Polsce. Reszta woła o pomstę do nieba. Zniechęcili mnie dubbingiem do tego stopnia, że jak go tylko słyszę (nie mówię o bajkach, które lubię oglądać ;), od razu przełączam na inny kanał.

    • jukkasarasti pisze:

      No to Jeźdźca można jako bajkę potraktować. Dubbing naprawdę równie dobry. Widać dla dzieciaków się starają, a dorośli – jak nie umieją po angielsku, to niech czytają napisy albo słuchają lektora 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s