O czytaniu II

Kiedyś nie byłam w stanie doczytać paru ostatnich stron Ferdydurke. Przekartkowałam, żeby zobaczyć, jak się to kończy, ale do tej pory książkę uważam za nieprzeczytaną. Nie zmienia tego fakt, że audiobooka w genialnej interpretacji Piotra Fronczewskiego przesłuchałam do końca. I nie wykluczone, że jeszcze (nie)raz przesłucham. Ale ja oddzielam książki czytane od słuchanych, o tych, które znam tylko z wersji audio nie powiem, że je przeczytałam.

Dziś dla odmiany skończyłam książkę, którą czytałam już drugi raz. Nie przeszkadzało mi to przeczytać ponownie podziękowań zamieszczonych na końcu książki… I czasem zastanawiam się, dlaczego ja takie rzeczy czytam, zwłaszcza po raz drugi. Pierwszy raz w niektórych przypadkach jest zrozumiałe – jeśli w książce występują pewne zachowania/zjawiska/przedmioty wymagające wiedzy specjalistycznej, to właśnie z podziękowań można się dowiedzieć, że autor(ka) korzystał(a) z fachowej pomocy czyli w tych sprawach powieść jest wiarygodna. Ale po co to czytać drugi raz? Z rozpędu?

I kiedy tak czytałam sobie po raz drugi te podziękowania, to nie po raz pierwszy zastanowiłam się, czy każdy tak ma, że książkę, by uznać ją za przeczytaną musi doczytać od pierwszej do ostatniej strony? Czy to nie jest tak, że czytanie zajmuje mi dużo czasu nie tylko dlatego, że czytam powoli, ale też dlatego, że czytam wszystko? Moja matka pomija w książkach to, co uzna za nieinteresujące czyli np. wszystkie opisy przyrody u Orzeszkowej czy wspomnienia Rzeckiego w Lalce, a o książkach powie, że przeczytała… Może więc to jest tak, że ci, co mają na swoim koncie dużo przeczytanych książek też potrafią nie zatrzymywać wzroku na tym, co nic do książki nie wnosi i dzięki temu niejedną kobyłę przeczytali w jeden dzień? Bo przecież jeśli daruję sobie czytanie opisów przyrody to naprawdę w większości przypadków nic na tym nie stracę. A jakbym tak na przykład darowała sobie opisy scen erotycznych w trylogii Eriki Leonard, to całość mogłabym w ciągu jednego dnia zmóc, tymczasem ja się z tym miesiącami męczyłam. Bo skoro miałam zrecenzować, to musiałam przeczytać dokładnie… Tylko że ja naprawdę inaczej nie potrafię. A potem mam kompleksy, że tak mało czytam.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O czytaniu II

  1. Anka (Kuchnia Wschodu i Z miłości do gotowania) pisze:

    Dawno temu czytałam całą książkę oprócz podziękowań. W tej chwili czytam od A do Z wraz dedykacjami i podziękowaniami. Owszem przeczytanie książki zajmuje mi więcej czasu niż kiedyś (w młodości to potrafiłam i noc zarwać, żeby doczytać do końca, a teraz muszę się wyspać, żeby w pracy nosem nie zaryć w biurko), ale nie „męczę książek”. Jak mnie nie wciąga – odstawiam i za nic do niej nie wrócę. Jak mnie wciąga to czytam codziennie po kawałku. Nie martw się, że mało czytasz – czytanie to nie wyścigi – kto więcej książek przeczytał w roku. Ważniejsze jest kto co z nich wyniósł 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Kiedy jeszcze cierpiałam na alergię na słowo pisane to wszystkie przedmowy, posłowia etc. uważałam za rzecz zupełnie zbędną. Dziś niejednokrotnie mi tego brakuje. Ale jeśli czytam dobrą książkę, która mnie męczy to potrafię dotrwać do końca. Ostatnio dopiero pod sam koniec (ostatnie 200 stron z 750) się wciągnęłam. Czytywałam książki, gdzie do końca się męczyłam, by na koniec uznać, że pozycja była tego warta. No i jeśli się podejmę zrecenzowania jakiejś książki, to muszę doczytać – nie ma że boli 😉
      A jak długo mam audiobooki to się nie martwię, że mało czytam. Dużo słucham.

  2. annaa72 pisze:

    „Ferdydurkę” bardzo lubię. Pierwszy raz czytałam i nie mogłam uwierzyć, że ktoś coś tak genialnego stworzył. Pamiętam te wrażenia. Pod ławką czytałam, bo nie mogłam się oderwać. I mojej córce też się bardzo podobało. Chyba przekazałam to jej w genach. 🙂 🙂
    Zawsze staram się czytać od deski do deski. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Ferdydurke do bardzo dobra książka… I jeśli się zostało upupionym dożywotnio, trudno to lubić. Bo boli. No i generalnie styl pisania Gombrowicza nie bardzo mi leży. A, już wiem czego nie czytam w książkach – tych niekoniecznie beletrystycznych. Indeksów wszelakich. Korzystam, jeśli muszę, ale już nie czytam po zakończeniu książki 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s