O wypiekach świątecznych IX

Bezglutenowy makowiec

250 g maku zalałam ciepłą wodą, zamieszałam, poczekałam aż opadnie a to, szumowiny wyrzuciłam. Taki zalany, pod centymetrową warstwą wody pozostawiłam na noc. Następnego dnia ugotowałam go. Konkretnie to gotowałam na małym gazie aż cała woda się wygotowała. I odstawiłam do ostygnięcia. Kiedy już wystygł do miski miksera wbiłam 6 żółtek (białka wlałam do drugiego miksera), wsypałam jakieś 3/4 szklanki brązowego cukru. Mikser włączyłam, niech się miksuje. Tymczasem ja zabrałam się za mielenie maku. I tu pojawił się problem, albowiem maszynka do maku to fajna rzecz. Stół w kuchni też mam fajny, niestety jedno niekompatybilne z drugim, gdyż stół ma cokolwiek zaokrąglone brzegi, więc był problem z przykręceniem maszynki do stołu. Tak więc w trakcie mielenia musiałam jeszcze przytrzymywać maszynkę, żeby się nie zsunęła. W związku z powyższym mak, który powinien być zmielony dwukrotnie, zmieliłam tylko raz. Zmielony mak dodałam do kogla mogla, który w tym czasie zdążył się zmiksować na gładką, pulchną masę. Stwierdziwszy, że masa jest cokolwiek mało słodka dolałam kilka kropli stewii w płynie. Następnie wyłączyłam mikser, do masy wsypałam pół szkl. rodzynek i ok. 1/4 szkl. posiekanych orzechów włoskich i 4 czubate łyżki mielonych migdałów (to zamiast bezglutenowej bułki tartej). Włączyłam mikser z sześcioma białkami i gdy te ubijały się na sztywną pianę ja mieszałam masę makową z bakaliami. Kiedy piana już była ubita (czyli po bardzo krótkiej chwili) wmieszałam ją delikatnie do masy, masę zaś wylałam do wysmarowanej masłem szklanej keksówki a tę włożyłam do nagrzanego do 180 st. C piekarnika. Po pół godzinie sprawdziłam… i zostawiłam, bo wykałaczka sugerowała, że nadal ma się piec. Nie pamiętam po jakim czasie wyjęłam. W każdym razie po takim, po jakim wykałaczka wbita w ciasto była już całkiem sucha ale zapachu spalenizny czuć jeszcze nie było. Później zaczęły się problemy, ciasto bowiem nawet po tym, jak już wystygło, nie bardzo chciało wyjść z formy. Owszem, w przepisie źródłowym wyraźnie stało, że forma ma być wyścielona pergaminem, ale jakoś tak przywykłam, że szklanym czy ceramicznym formom wystarczy masło, by żadne ciasto do nich nie przywierało. Makowiec jednak okazał się wyjątkowy, więc cokolwiek mi się porozpadał. Ale nic to, po prostu pokroiłam go na trzy kawałki, każdy przepołowiłam, przełożyłam powidłami, posklejałam i oblałam polewą czekoladową. Polewa składała się z rozpuszczonej w kąpieli wodnej gorzkiej czekolady z Rossmana wymieszanej z odrobiną oleju kokosowego. Dobre wyszło. Lekkie, wilgotne i mało słodkie.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s