O zasypywaniu dołów

Doła mam od zawsze. A w każdym razie odkąd sięgam pamięcią. Doły najlepiej zasypuje się cukrem. Tak więc wczoraj, pierwszy raz od jakichś 20 lat zjadłam całą tabliczkę czekolady. Ale i tak jest lepiej niż lata temu – w czasach studenckich stres związany z sesją tak zajadałam i wówczas potrafiłam zjeść jedną czekoladę do jednej kawy. Fakt, więcej kaw niż jedna w ciągu dnia nie pijałam. Wczoraj tę czekoladę jadłam przez cały dzień. Dziś dla odmiany czekoladę piłam. Wprawdzie zrobioną z 1/3 tabliczki, za to mocno posłodzoną. I z dodatkiem dużej ilości chilli. Tak właściwie to cukier nie był dodatkiem do gorącej czekolady. To czekolada, podobnie jak wcześniej owsianka a później kawa były dodatkiem do cukru. Ale bez kawy, czekolady i owsianki cukier też smakował . Nie, nie zamierzam się usprawiedliwiać, ale gdybym miała, to zawsze mogłabym powiedzieć, że cukier był dobry, bo nie dość, że smakował lepiej niż jakiekolwiek cukierki, lepiej niż najsmaczniejsze nawet krówki, to jeszcze posiada niski indeks glikemiczny. Co nie zmienia faktu, że w przeciwieństwie do ksylitolu i erytrolu, cukier palmowy naprawdę jest cukrem… a ja cukru nie powinnam.

Zasypywanie dołów cukrem ma to do siebie, że owszem, potem z tego cukru podawanego pod różnymi postaciami powstaje górka. Tylko jakoś tak się paskudnie składa, że ta górka wcale nie w miejsce doła powstaje, tylko obok, przez co, prawem kontrastu, dół robi się jeszcze głębszy. Wygląda więc na to, że od jutra trzeba zacząć wypróbowywać inny sposób na cięższe nastroje. Chyba nie pozostało mi nic innego jak:

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O zasypywaniu dołów

  1. lilit8 pisze:

    Najlepszym sposobem na doły, zdaniem jednego z tutejszych lekarzy, jest nigdy w nie nie wpadać… 😉 Mam lepszy sposób, wymuszanie na sobie kreatywności 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Ja wpadłam dawno temu i wyjść z niego nie mogę. I nie wiem jak kreatywnie zmywać naczynia (wytłuc wszystkie i kupić nowe, czyste?), prać (zostawiać tłuste palmy i obrysowywać je szminką?) czy prasować (wypalać gustowne dziury albo robić pliski w starannie wybranym przez siebie miejscu?). Jedynie kreatywny porządek wciąż u mnie panuje :///

      • lilit8 pisze:

        Oj, zaserwowałaś mi sporą dozę sarkazmu… 😉
        Podejrzewam, że poza czasem przeznaczanym na konieczne zmywanie, prasowanie i pranie, miewasz i Ty chwile, które możesz poświęcać na rozwijanie w sobie nowych zainteresowań…

      • jukkasarasti pisze:

        Nie mam na to siły. Zresztą, próbowałam… i okazało się to totalną porażką. Więc w chwilach wolnych od prac fizycznych zmieniam słuchawki na książkę i zamiast słuchać – czytam. I tyle o moich zainteresowaniach 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s