O historii jednego przedmiotu

Dawno, dawno temu, kiedy byłam w pierwszej ciąży kupowałam dla Dziecia fotelik samochodowy. Choć sama bez prawa jazdy, starałam się kupić jak najlepszy: jednocześnie bardzo bezpieczny i wygodny jako nosidełko i możliwy do przyczepienia do stelaża i wożenia jako wózek. No i taki właśnie kupiłam. Posłużył dobrze Dzieciom, choć nie wszystkie jego zalety dane mi było przetestować. Kiedy Dzieci z niego wyrosły zaczął zajmować miejsce w domu a później w piwnicy. Nie przejmując się więc tym, że Matka Chrzestna Dziecia Młodszego kupiła dla swojego Dziecia taki sam fotelik, sprezentowałam jej swój. Skoro mają dwa samochody, to i drugi fotelik jak najbardziej mógł się przydać. Zwłaszcza że wcześniej umówiłyśmy się, że ona ten fotelik zabierze, bo po co mi to w domu. No i miała Maka Chrzestna Dziecia Młodszego fotelik u siebie w samochodzie i jej małżonek miał u siebie. Aż któregoś pięknego dnia powiedziała mi, jakby przepraszając, że ten fotelik ode mnie oddała koleżance. Nawet było mi miło, o koleżance bowiem już wiedziałam, że ma dziecko z Zespołem. Żal, gdyż przy prenatalnych lekarz sugerował, że prawdopodobieństwo bardzo małe, więc odradzał wykonywanie tych bardziej inwazyjnych badań. No i zawierzyła kobieta lekarzowi… jak z pewnością niejedna na jej miejscu by zawierzyła. W końcu ja też swoim ginom ufałam. Tymczasem okazało się, że dziecko urodziło się dość mocno obciążone… i kiepsko utrzymywało się w foteliku, jaki mu rodzice kupili jeszcze przed narodzeniem. Więc Matka Chrzestna poczuła się winna, że ona to ma dwa dobre, a tu dzieć potrzebujący ma jeden i to w dodatku nie dość dobry fotelik… więc się podzieliła. Że się podzieliła, to ja rozumiem, trudniej mi zrozumieć, dlaczego poczuła się winna, że ma lepiej. No, ale łatwo się pozbyła wyrzutów sumienia wraz z fotelikiem. Sama się raczej charytatywnie nie udzielam, ale jeśli tak wyszło, że pośrednio się przysłużyłam potrzebującym, to też mi miło.

Tym bardziej zrobiło mi się miło, kiedy dowiedziałam się, że dawny fotelik moich Dzieci uratował swoją aktualną właścicielkę. Rodzice aktualnej posiadaczki fotelika mieli stłuczkę. Nie pamiętam szczegółów, w każdym razie nie po ich stronie była wina. W swoim starym foteliku dziecko najprawdopodobniej nie przeżyło by wypadku. Więc cieszę się. Raz, z tego, że jednak fotelik trafił w odpowiednim momencie tam, gdzie okazał się potrzebny. Dwa – że dowiedziałam się, że rzeczywiście fotelik, który kupowałam swojemu dziecku okazał się tak bezpieczny, jak twierdził sprzedawca. Trzy – że po raz kolejny przekonałam się, że Dzieć Młodszy na wspaniałą Matkę Chrzestną. Nie, żebym tego ostatniego nie wiedziała wcześniej, ale takiego upewniania się nigdy dość. I mam nadzieję, że fotelik będzie jeszcze dobrze służył obecnej posiadaczce – wszak takie dzieci są bardziej delikatnego zdrowia, więc podróże od jednego specjalisty do drugiego powinny przebiegać jak najbardziej komfortowo.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s