O pokusach i (niekoniecznie skutecznych) próbach ich przezwyciężania

Tak, wszędzie dookoła czyha pokusa… Sposób na radzenie sobie z pokusami proponował swojego czasu Oscar Wilde pisząc: Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej*. Jednak jeśli przypomnieć sobie jak wcielanie w życie tej zasady skończyło się dla pisarza, może jednak warto próbować przezwyciężać pokusy. Przynajmniej niektóre.

Od kiedy dawno, dano temu zostałam zdiagnozowana i dowiedziałam się, że choruję od co najmniej lat dziesięciu uznałam za stosowne zadbać nieco bardziej o swoje zdrowie. Skoro bowiem żyłam sobie z SMem już tyle czasu prawie bez objawów to należałoby to docenić i dbać, by gad jak najrzadziej o sobie przypominał. Postanowiłam więc nieco lepiej się odżywiać. Głównie chodziło o ograniczenia słodyczy i eliminację chemii w żywieniu. Z tym drugim radziłam sobie lepiej niż z pierwszym, od słodyczy bowiem jestem uzależniona. Przy każdym zaostrzeniu choroby znów wracam do ulepszeń w diecie… by potem znów wracać do starych nawyków. Cóż, czasem brak mi kogoś, kto stałby nade mną i pilnował, bym nie jadła tego, czego nie powinnam. Ale staram się nie sięgać po kupne słodycze. Przynajmniej te z chemią i te z mąką pszenną. No i generalnie unikać mąki pszennej. Różnie mi z tym wychodzi, bo ani u  świekrów ani u matki nie bardzo mam taką możliwość. Gorzej, jak głodna wejdę do Lidla albo Biedronki – tamtejsze gorące bagietki z czosnkiem tak kuszą… Na szczęście dane mi było spróbować jakiś czas temu takiej nieco już chłodnej bagietki – woń masła i czosnku była słabsza, za to w smaku wyraźnie dała się wyczuć margaryna. Teraz więc już nawet bardzo głodna zagryzę zęby i zrezygnuję z tego przysmaku. Podobnie miałam też ostatnio z jednym z moich ulubionych słodyczy: ptasim mleczkiem. Stoi sobie takie w lodówce, Małżonek kupił, bo w promocji było. Na szczęście nie było to ani wedlowskie ani milkowe ptasie mleczko, do tych bowiem, zwłaszcza do tego drugiego, mam słabość. Stoi sobie więc takie otwarte opakowanie i kusi… No to się skusiłam. Borę do ręki, unoszę do ust, biorę głęboki wdech nosem… i odkładam słodycz na miejsce. Ktoś stanowczo za mocno przesadził z aromatem, poczułam taką chemię, że od razu mi się odechciało. Smutne tylko, że mój Małżonek takie rzeczy jada a ja muszę pilnować, żeby się tym z Dziećmi nie dzielił. Kupnych słodyczy najedzą się one w przedszkolu, w domu nie muszą. Ewentualnie w domu mogą jeść takie, jakie mama kupiła, uważnie przestudiowawszy uprzednio ich skład chemiczny.

*cytat pochodzi z powieści Portret Doriana Graya

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „O pokusach i (niekoniecznie skutecznych) próbach ich przezwyciężania

  1. lilit8 pisze:

    Ze zwalczaniem pokus daję sobie nieźle radę. Wyjątkami są czekolada i… ptasie mleczko. I mnie przydałby się jakiś stróż, który często przypominałby mi o tym, o czym przypomina mi od czasu do czasu lekarz – Jedz mniej słodyczy!

    • jukkasarasti pisze:

      Ja po prostu głównie robię słodycze. A słodzić można oprócz miodu, ksylitolu i erytrolu: bananami, daktylami i innymi bakaliami… Tak więc grunt to nie kupować sobie słodyczy 😉 (wiem, to takie trochę oszukiwanie siebie, ale jednak własnoręcznie robione to jeśli nawet nie zdrowsze, to przynajmniej mniej szkodliwe)

      • lilit8 pisze:

        Ale niektóre z tych kupnych czekolad są tak niebiańsko pyszne, że nie można się im oprzeć… 😦

      • jukkasarasti pisze:

        Przewaga gorzkiej nad mleczną (poza oczywiście ilością chemii): gorzką jem na kostki, mleczną potrafiłam na tabliczki… znaczy bywało, że tabliczkę na raz, do gorzkiej kawy.

  2. lilit8 pisze:

    I ja wolę gorzką, ale nie jem jej na kostki… 😉

  3. jaszmij pisze:

    Ech, zwalczanie pokus jest proste, to kwestia świadomości stawki, o którą się gra. W zasadzie z dnia na dzień musiałem zrezygnować praktycznie ze wszystkich ukochanych dotąd słodyczy, części owoców, wszystkiego pszennego i gazowanego. I bardzo szybko przestały mnie kusić, bo wiedziałem jak mogę skończyć, jak się poddam. Sam się zdziwiłem, że można się tak przestawić. Powodzenia.

    • jukkasarasti pisze:

      Dzięki. Ja też wiem jak mogę skończyć, jeśli nie zrezygnuję… Ale bywają takie czasy, że jedyną przyjemnością jaką mam są słodycze i wówczas mam gdzieś ewentualne konsekwencje.

  4. anna pisze:

    Jak ja doskonale to znam. Walczę z pokusami każdego dnia. Ale trzymam się na razie dzielnie. Czasami jakąś bitwę przegram, ale wiem, że wojnę wygram! 🙂 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      W to to nie wątpię, ale i tak na wszelki wypadek 3mam kciuki 🙂
      Tymczasem ja powoli wdrażam swoją strategię. I tylko nie wiem kto będzie robił szybciej postępy: moja strategia czy moja choroba. Cóż, jeśli ta druga przyspieszy to i ja przyspieszę z wdrażaniem tej pierwszej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s