O kinie (niekoniecznie) mocnym

Jak już pewnie nie raz pisałam i jeszcze nie raz napiszę, często kupuję film kierując się obsadą, nie zważając zaś na to, że gatunkowo leży on dość daleko od moich zainteresowań. Tak było też z Bad company Joela Schumachera. Tak zasadniczo to już sama okładka by mnie odrzuciła, gdyby nie fakt, że była na niej twarz Anthony Hopkinsa, dla którego gotowam obejrzeć chyba każdy film.

Opakowanie (bo już nie okładka) płyty informuje, iż jest to Mocne kino. To samo wywnioskować można z pierwszego zdania opisu:

Doskonały, trzymający w napięciu thriller szpiegowski, w którym świetne kreacje stworzyli nagrodzony Oscarem Anthony Hopkins i dynamiczny Chris Rock.

Jednak dalszy ciąg rzeczonego opisu, zdaje się sugerować co innego:

Kiedy agent CIA zostaje zabity podczas akcji, rząd postanawia zastąpić go jego bratem bliźniakiem, aby doprowadzić do końca sprawę, nad którą pracował zmarły. Sęk w tym, że ów brat jest mającym kłopoty z prawem cwaniaczkiem, który nie ma zielonego pojęcia o pracy w wywiadzie. Do akcji zostaje więc włączony emerytowany agent CIA, który ma osiem dni, żeby z ulicznego rozrabiaki zrobić asa wywiadu.

Takie streszczenie zdaje się zapowiadać raczej komedię sensacyjną niż trzymający w napięciu thriller. To samo zdaje się zresztą sugerować okładka: na czarnym tle poważna twarz Hopkinsa i szelmowsko uśmiechnięta Rocka, a na dole wybuch, samoloty i dwójka biegnących i strzelających bohaterów… Wszystko, poza uśmiechem czarnoskórego aktora sugeruje sensację, jednak ten uśmiech zdaje się kpić z każdego, kto w to uwierzy.

Jak bowiem można robić poważny film o tym, jak uliczny oszust ma w ciągu ośmiu dni wcielić się w bogatego, wykształconego biznesmena? Dzieło o tak zarysowanej fabule może być tylko komedią. Zwłaszcza komedią pomyłek. Tu jednak pomyłek nie jest tak wiele – Jake Hayes okazuje się być bardzo pojętnym uczniem, więc bez większych trudności przychodzi mu udawanie zmarłego brata. Jednak jego miny, kiedy dowiaduje się, że ma czy raczej miał rodzeństwo, kiedy zobaczył jak bliźniak mieszkał czy kiedy spotkał się z jego narzeczoną – bezcenne. Nie, nie jest to pokaz umiejętności aktorskich na miarę Oscara, ale i film zdaje się nie mieć takich ambicji. Ot, po  prostu dobra, męska rozrywka. Czyli w sam raz na towarzystwo przy prasowaniu jak najbardziej męskich koszul mojego Małżonka.

Fakt, że akurat ja doceniłam głównie warstwę komediową bynajmniej nie oznacza, iż film nie był dobrą sensacją. Tylko że mnie do takiego męskiego kina, pełnego wybuchów, pościgów i strzelanin niekoniecznie ciągnie. Choć pod sam koniec napięcie wzrosło do tego stopnia, że niewiele brakowało, a zapatrzona w monitor spaliłabym koszulę, którą prasowałam. Jednak na szczęście (choć na ogół działa mi to na nerwy) współczesne żelazka nagrzewają się tak, że naprawdę trzeba się postarać, żeby coś spalić. Czyli prasować wybitnie syntetyczny ciuch na najwyższej temperaturze. Tak się jakoś jednak złożyło, że akurat prasowałam koszulę bawełnianą, więc zaoszczędziłam sobie emocji na żywo.

Wprawdzie film zakupiłam z uwagi na odtwórcę głównej roli, jednak jeśli nabiorę ochoty na ponowny seans to bynajmniej nie dla Hopkinsa. Wolę go w innych rolach, tu był zaledwie średni. Bad company zaś obejrzę powtórnie, bo dobrze się to ogląda przy zajęciach domowych.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O kinie (niekoniecznie) mocnym

  1. lilit8 pisze:

    „Bad company”… Zbyt dużo efektów dla efektów jak na mój gust. Dla mnie Chris Rock jest ciężkostrawny. To Eddy Murphy w o wiele uboższym wydaniu. Hopkins poniżej swoich aktorskich możliwości.
    A z prasowaniem przy oglądaniu filmów ostrożnie! 😉

    • jukkasarasti pisze:

      Chyba właśnie dlatego Rock podobał mi się bardziej – Murphy jak dla mnie ma zbyt dużą ekspresję. Chyba wolę oszczędność…
      A przy czym mam oglądać filmy? Przy zmywaniu i gotowaniu się nie da, bo laptop mam bez napędu /D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s