O powidłach

Kupiła sobie Sarasti 2 kg węgierek z zamiarem zrobienia powideł. Ot, tak na święta by się przydało. Boże Narodzenie a.k.a. Xmas straszy po supermarketach od jakiegoś czasu, przypominając, że warto już zacząć przygotowania, żeby potem nie zaspać. Tak jakoś wyszło, że choć początkowo sam widok duszonych śliwek odrzucał, kojarzył się bowiem z rozpaćkanymi podgrzybkami, to jednak kiedy już Sarasti przezwyciężyła opory, zamknęła oczy i spróbowała grzybopodobnej brei, to śliwki zaczęły błyskawicznie parować. Nawet kiedy gaz pod garnkiem był wyłączony. Ot, zdarza się w niejednej kuchni, u Sarasti nader często. Kiedy więc wyszło, że do słoików to  trochę mało tych powideł a poza tym jakoś tak nie słodzić strach, bo mogą spleśnieć, słodzić też źle, bo stanowczo za słodkie wyjdą, to postanowiła sobie Sarasti że spróbuje jak smakują wafle ryżowe z masłem orzechowym i powidłami. Tymczasem okazało się, że Dzieć Starszy porobił sobie hamburgery* ze wszystkich wafli ryżowych, jakie były w domu. Uznawszy, że powidła do keczupu nie pasują Sarasti najpierw się cokolwiek wściekła na Dziecia potem zaś uznała, że zanim powidła wyparują całkowicie warto usmażyć do nich naleśniki. Gryczane. Bezglutenowe. Wbiła więc do miski 2 jaja, roztrzepała, dolała trochę mleka, roztrzepała, wsypała trochę mąki gryczanej, roztrzepała, dodała jeszcze trochę mleka i jeszcze trochę mąki… aż uznała, że ciasto ma odpowiednią konsystencję a jeszcze trochę mąki i mleka to jaja nie będą w stanie związać bezgluta. I zaczęła smażyć.

Dzieć Starszy jest istotą estetycznie wrażliwą. Chce ujrzeć piękno – patrzy do lustra. Zajrzawszy zaś do garnka piękna nie ujrzał, więc uznał, że chce rogalika**. Dziecia Młodszego łatwiej było przekonać do powideł – spróbował trochę i dał znać, że można naleśnika posmarować. No to już Dzieć Starszy z następnego naleśnika zażyczył sobie kanapkę. Z dżemem. Kiedy się naleśniki skończyły Dzieć Starszy wyjadł resztki (niewiele tego było) powideł kopyścią z garnka. Znać uznał, że piękno nie tylko oczyma można dostrzec. Czego oczy nie były w stanie docenić, doceniło podniebienie. I tak oto przy niewielkim jedynie współudziale Dzieci Sarasti wykończyła 2 kg śliwek… Chociaż Małżonek też miał w tym swój udział – częstował się śliwkami zanim zostały wydrylowane i wrzucone do garnka.

Jeśli Sarasti spotka się jeszcze gdzieś po drodze ze śliwkami to może usmaży choć jeden słoik do świątecznych wypieków, a jeśli nie… trudno, nie będą to pierwsze a pewnie i nie ostatnie Święta bez powideł.

—-

* hamburger w nomenklaturze Dziecia Starszego – dwa dowolne kawałki pieczywa (połówki bułki, kromki chleba, wafelki ryżowe) sklejone keczupem. Mogą zawierać też ser. Burgera już niekoniecznie

**rogalikiem w nomenklaturze Dziecia Starszego może być także zwinięty w rulonik naleśnik

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O powidłach

  1. anna pisze:

    A ja w tym roku niestety nie zrobiłam powideł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s