O śniadaniach

Ostatnio, od kiedy Dzieciaki są w przedszkolu, na śniadanie do kawy najczęściej robię sobie wafle ryżowe z jakimś bardziej lub mniej słodkim dodatkiem. Może to być np. masło orzechowe (takie ze zblendowanych niesolonych orzechów arachidowych) a na to plasterki banana. Bez banana też może być. Ostatnio zaś do masła orzechowego dodałam resztki surowego kakao i trochę syropu klonowego (jakoś miód mi tu mniej pasował)… po czym zauważyłam, że takie masło orzechwo-kakaowe (bo tego kakao zbyt mało było, by smarowidło nazwać masłem czekoladowym czy nutellą) bardzo ładnie się komponuje z konfiturą żurawinową. Ale taką kwaśną, typu do mięs i serów. Konfiturę taką (wiem, po polsku to się nazywa konfitury, ale konfitura i tak mi się bardziej podoba, więc to co ja robię z żurawin to jest konfitura) robi się bardzo prosto. Najpierw należy wybrać się do lasu albo na targ po żurawiny. Kilogram takich żurawin myjemy,  przebieramy i suszymy. Kiedy sobie przebieramy te owoce tudzież kiedy się one suszą robimy syrop z 200 g cukru brązowego typ demerara i 1/2 szkl. wody. Do syropu wsypujemy czyste, suche i przebrane owoce i czekamy aż puszczą sok. Kiedy już to się stanie dosypujemy do garnka jeszcze 200 g cukru i wszystko smażymy cały czas mieszając przez ok. pół godziny. Gorącą konfiturę przekładamy do gorących słoiczków, słoiczki zamykamy gorącymi zakrętkami, odwracamy do góry dnem i przykrywamy ściereczką, żeby im zimno nie było. Po paru godzinach można już znosić te konfitury do piwnicy, spiżarni czy innego pomieszczenia, w którym trzyma się przetwory. Jeśli zamierzamy konsumować na bieżąco to oczywiście ani słoik, ani pokrywka nie muszą być gorące. Jeśli żurawinę zastąpimy czerwoną borówką to nic złego się nie stanie, też będzie dobre. Tylko że ja wolę żurawinę. Jako że ja po żurawinę chodzę na targ to mam taką ładną, wielkoowocową, która ma tę przewagę nad leśną, że tej drugiej odpadła mi połowa przy przebieraniu, z tej drugiej tylko kilka owoców. I wolę się nie zastanawiać na czym hodowana jest ta wielkoowocowa, której użyłam. Na pewno skład chemiczny mojej konfitury lepszy niż kupnych.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „O śniadaniach

  1. lilit8 pisze:

    Za żurawinami nie przepadam, ale dzielnie przygotowuję się do robienia konfitur z owoców dzikiej róży i rokitnika. Polecam, palce lizać 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Rokitnika nie pamiętam, czyli pewnie nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. A co do róży – wolę płatki od owoców. Zwłaszcza konfitury z płatków, chociaż i ucieranymi płatkami nie pogardzę… o ile ktoś inny je przygotuje. Bo cały dzień roboty, żeby otrzymać 1 (słownie: jeden) mały słoiczek to chyba nie dla mnie… No ale konfitury z róży to ja już nie podam do mięs czy serów 😉

  2. Ania G. pisze:

    Konfitury i dżemy najlepiej robić samemu, ja w ogóle nie jadam kupnych, robionych na skalę przemysłową. A co do masła orzechowego, to u mnie zawsze musi „iść” z czymś kwaśnym. Jem je więc z (także z domowymi) konfiturami śliwkowymi, galaretką z czerwonej porzeczki, a ostatnio dżemem z pigwowca. Pyycha!

    • jukkasarasti pisze:

      Ja czasem kupuję w takich małych słoiczkach, producent: Fungopol Sp.j. – one się tylko z owoców i cukru składają. Jaki masz dobry przepis na dżem z pigwowca? No ja robię tylko konfiturę z pigwy i to bardzo słodką, żeby mi za bakalie do noworocznego keksu służyła.

  3. anna pisze:

    Mam wielkoowocową żurawinę w ogródku, owoce ma jak wiśnie. A rośnie sobie zwyczajnie w kwaśnej ziemi i tylko wymaga częstego podlewania, więc ta, którą kupiłaś, może też tak sobie ekologicznie wyrosła. 🙂

  4. anna pisze:

    Aha, a zapomniałam dodać, że mam też dwie w donicach ustawione na tarasie i też pięknie owocują. 🙂 Na zimę tylko wkopuję je w ziemię (z donicami). Moi rodzice na przykład hodują je na balkonie w skrzynkach. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      No to mnie pocieszyłaś. Miło wiedzieć, że taka żurawina nie potrzebuje wiele by wielka wyrosnąć 🙂
      A tak z innej beczki – dzisiaj zauważyłam w Toruniu ulicę Kociewską. Od razu mi się z Tobą skojarzyła 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s