O drobnych przyjemnościach II

…które powoli przyjemnościami być przestają. Niby nie jest przyjemnie patrzeć na wypłowiałe włosy i coraz dłuższe odrosty, jednak kiedy przychodzi zapłacić za wizytę u fryzjera to sama już nie wiem, czy ściąć włosy na krótko i samodzielnie farbować, czy zapuścić długie, bez grzywki i zrezygnować z farbowania… Tyko że podobno zaczynam siwieć, a przecież nie będę wzorem jednej z moich znajomych, wyrywać sobie siwych włosów, a i nie chciałabym, żeby do Dzieci ktoś mówił, że babcia przeszła. Znaczy mówić mogą… o ile to faktycznie babcia do nich przyjdzie. Ja jednak wolałabym wyglądać jak mama. No to żeby sobie trochę bardziej i trochę taniej umilić życie zrobiłam sobie (co tam będę ściemniać, że Dzieciom, i tak robię to, na co JA mam ochotę) koktajl wieloowocowy: malinowo-melonowo-gruszkowo-bnanowy. Właściwie to smoothie było a nie koktajl, bo wyłącznie z owoców. Dobre to było i zdrowe. Ale też w sumie nie najtańsze, bo o tej porze roku maliny już do najtańszych owoców nie należą. No, ale cóż zrobić skoro od jakiegoś czasu mogę na swoje Dzieci mówić smarkacze i to jest jak najbardziej uzasadnione. A ja nie chcę mieć smarkatych dzieci. Przynajmniej nie w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Wygląda więc na to, że nawet małe przyjemności coraz więcej kosztują. A i niektóre zdają się być coraz mniejszymi – wszak wiedzę, że fryzjerka dostrzegła pierwszy siwy włos na mojej skroni trudno do przyjemnych zaliczyć…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „O drobnych przyjemnościach II

  1. lilit8 pisze:

    Jestem chyba nietypowa. Uwielbiam siwe włosy (nazywam je srebrnymi) i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby je przekolorowywać. Pierwsze pojawiły się już około trzydziestki. Ładne są, uważam, tworzą efektowne pasemka 🙂
    Odsmarkaczanie dzieci (zresztą nie tylko dzieci) zdrowymi owocami, pomimo iż niektórych z nich do najtańszych jesienią zaliczyć nie można, przynosi często lepsze skutki niż karmienie ich gotowymi, niekiedy kosztownymi lekarstwami z apteki.

    • jukkasarasti pisze:

      Ja się zaczęłam farbować dawno, dawno temu, a siwe włosy fryzjerka zobaczyła dopiero teraz. Ja po prostu nie bardzo lubię naturalny kolor swoich włosów. Ich kolor określiłabym mianem bliżejnieokreślonego a ja wolę nieco bardziej dookreślone. Ale szpakowaty mój Małżonek podoba mi się i wolę go sobie nie wyobrażać pofarbowanego. Jemu na szczęście takie rzeczy do głowy nie przychodzą 🙂
      A smarkateria już jest tak kaszląca i usmarkana, że owoce to już tylko wsparcie dla syropów 😦

      • lilit8 pisze:

        A jeśli Małżonka kiedyś takie pomysły nawiedzą, wybij mu je delikatnie z głowy. Szpakowaci panowie są podwójnie atrakcyjni 🙂
        To ja tu wszerz i wzdłuż zachwalam naturalną medycynę a ta Twoja smarkateria moje mądrości sabotuje 😦 Na swoją obronę szepnę, że ostatnie potężne grypopodobne przeziębienie wyleczyłam większą konsumpcją owoców i warzyw, herbatą imbirową i sokiem z kwiatów czarnego bzu 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Nie, Małżonek stanowczo nie ma tak głupich pomysłów jak farbowanie sobie włosów. Gdyby było inaczej, to mnie by z nim nie było. Jakoś metroseksualni faceci mnie nie fascynują…
        Dzieć Starszy to tak ma, że jak raz się przeziębi to ciągnie się toto za nim. I nieważne, że owoce i warzywa to bardzo chętnie je, wszystko z malinami takoż… a w sumie to chemia pomaga jedynie tak długo, jak Dzieć zażywa, a zażywa nie dłużej niż lekarz każe. I pije teraz syrop z bzu czarnego (to kupne apteczne) i jeszcze porobiłam sok malinowo-żurawinowy. I nadal nic 😦

      • lilit8 pisze:

        Niektórych przeziębień rzeczywiście trudno się pozbyć, uparte są. Mam nadzieję, że Twoje dzieciaki wkrótce wrócą do pełnego zdrówka. Ja unikam aptekarskich specjałów na ile tylko się da. Mnóstwo leków (niekoniecznie cięższego kalibru) powoduje u mnie reakcje alergiczne a to nic przyjemnego… 😦

      • jukkasarasti pisze:

        Ja się cieszę, że moja pediatra (czy raczej pediatra Dziecia Starszego) raczej delikatne leki, sugeruje maliny w sezonie… Jak podejrzewała, że trzeba będzie podać antybiotyk to go zapisała na osobnej recepcie, na wypadek, jakby gorączka była…

  2. anna pisze:

    U nas wszyscy smarkaci. 😦 A przyjemności niestety kosztują.

    • jukkasarasti pisze:

      Nie każda przyjemność kosztuje. Spacer po pięknym jesiennym parku niekoniecznie. No, chyba że zapłatą jest bycie pociągającą i smarkatą…
      A Dzieć Młodszy to nie tylko smarkaty i pociągający, ale co gorsze kaszlący jak stary gruźlik 😦

  3. zosiako pisze:

    jak się doczytałam do Twojego wpisu, czyli dzisiaj 😦 to mam nadzieję, że Maluchom przeszło. Moje szkodniki, pomimo, że syropu z czosnku nienawidzą, to piją bo wiedzą, że działa. może spróbuj ?
    ja przeciskam czosnek przez praskę (kilka ząbków) dodaję sok z 2 cytryn i chłodną przegotowaną wodę (tak około pół szklanki), przelewam przez sitko i voila! trzymam w ciemnym miejscu. dużo zdrówka

    • jukkasarasti pisze:

      Dalej kaszle jak stary gruźlik. Doktorka słucha, zagląda do gardła i tam wszystko w porządku. Katar się nieco zmniejszył, gorączki nie ma ale ten kaszel jest okropny. Od środy do przedszkola nie chodzi i w poniedziałek nie pójdzie bo w środku dnia ma dentystę, ale w środę to ja muszę trochę spraw urzędowych pozałatwiać, więc nie ma że boli – najwyżej syrop wykrztuśny przestanę podawać a dam przeciwkaszlowy…
      Ja sobie mogę spróbować dać Dzieciowi ten syrop czosnkowy, ale wątpię, żeby Dzieć chciał to pić. Bardzo wybredne mam te Dzieci… Ale jak to dawkujesz?

      • zosiako pisze:

        syrop moim szkodnikom po dużej łyżce, ale oni są sporo starsi od Twoich, więc Twoim raczej łyżeczkę.
        na kaszel dzieciom powinien pomóc i smakować zarazem syrop z buraków, zetrzyj na tarce o grubych oczkach ze dwa duże buraki, dodaj ze 3 -4 łyżki miodu, podgrzewaj całość na małym ogniu ze 20 minut (staraj się nie zagotować) , po schłodzeniu podawaj po 1 łyżeczce nawet co godzinę, powinno pomóc 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Dzięki. Jak myślisz, jeśli kupię ekologiczny sok z buraków, posłodzę go miodem i pogotuję bez zagotowania, to też pomoże? Bo przy moich zdolnościach to ja bym całą kuchnię uczerwieniła…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s