O formalnościach rozwodowych

Każdy, kto kiedykolwiek żegnał się z pracą wie, że bez względu na sposób zakończenia stosunku, z pracodawcą należy się rozliczyć. Nie ważne czy jest z czego – nawet jak nie ma, to potrzeba zebrać pieczątki potwierdzające, że rzeczywiście nie ma. Tak właśnie było w przypadku Sarasti – nie ważne, że do oddania miała jedynie pieczątkę i identyfikator – oba z nieaktualnymi: stanowiskiem i nazwiskiem, musiała obiec 5 (słownie: pięć) cokolwiek odległych od siebie budynków, by w każdym uzyskać co najmniej jedną pieczątkę. Wszak nazwa dokumentu: obiegówka zobowiązuje. Naprawdę musiałam obiec pół miasta, a w ostatnim budynku niemal każde jego piętro, żeby wypełnić tę obiegówkę. Teoretycznie było to do załatwienia w ciągu jednego dnia, ale musiałabym zacząć z samego rana… tymczasem rano trzeba było włosy umyć, bo przecież wszyscy widzieć muszą, że Sarasti z dala od Firmy rozkwita, a po długiej podróży włosy moje sterczały na wszystkie strony. Na zewnątrz zimno a Sarasti suszarki nie miała więc trzeba było czekać do południa, żeby włosy wyschły. Następnego dnia też tak jakoś zeszło, że koło południa wyszłam z domu. I po takim (o)bieganiu raz i drugi to już sił nie starczyło, żeby się do Lidla przejść, zobaczyć co tam ciekawego… A szkoda, bo było coś bardzo ciekawego – książka profesorów: Bralczyka, Miodka i Markowskiego Wszystko zależy od przyimka. Dowiedziałam się jednak o tym dopiero wczoraj po powrocie do domu czyli  późnym już wieczorem, a jak można się było spodziewać dzisiaj rzeczonej książki już nie było. Jednak choć zła to i pozytywnie zaskoczona też byłam, bowiem o ile profesorów wykupiono wszystkich, tak książek takiego Janusza L. Wiśniewskiego jeszcze trochę było. Tylko bardziej by mnie to cieszyło, gdybym ja miała ten przyimek, od którego podobno wszystko zależy.

Gdyby kto sobie myślał, że Sarasti  tak łatwo się męczy, nadmienię, że dnia pierwszego to wszystkie budynki Firmy obiegałam na piechotę a w dodatku pokoje w których miałam zebrać pieczątki znajdowały się kolejno na: czwartym, trzecim, drugim i trzecim piętrze. I ja na te piętra wchodziłam, bo jakoś tak chciałam sobie udowodnić, że dam radę. Dałam. Nazajutrz już jeździłam tramwajami oraz taksówką i nawet miałam ochotę pojeździć windą, jednak w jednym budynku winda była uszkodzona a do drugiego weszłam takim wejściem, przy którym windy nie było. Za to po kilkugodzinnej nieobecności należało Dzieciaki wyprowadzić choćby na chwilę na spacer, wszak coś z tego wyjazdu też mieć musiały. Gdybym jednak wiedziała, co na mnie w Lidlu czeka, pojechałabym we wtorek te dwa przystanki dalej i nie pozwoliła książce na siebie czekać… A tak to czekała, czekała i się nie doczekała, więc pozwoliła wziąć się komu innemu.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „O formalnościach rozwodowych

  1. zosiako pisze:

    Taaaak, polskie państwo papierkami stoi 😦 W życie ciężko wprowadzić, ale słyszałam, że powinniśmy się zastanawiać tylko nad rzeczami, które będą dla nas ważne za rok, a latanie po urzędach na pewno do nich nie należy 🙂 więc głowa do góry, a dostępność książki sprawdzę u nas w lidlu, jakoś naród u mnie bardziej rzuca się na kurtki i inne sprzęty, niż na czytelnictwo.

    • jukkasarasti pisze:

      Dzięki, ale raczej będę szukać w księgarniach wirtualnych. Chwilowo i tak mam co czytać… tylko nie mam kiedy.
      A obawiam się, że za rok też będzie dla mnie ważne latanie po urzędach. Bo jednak bez urzędów się nie da 😦

  2. anna pisze:

    Przyimek warto mieć. Kapitalna książka. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Ja w to nie wątpię – wszak zarówno prof. Bralczyk jak i prof. Miodek o – w sumie nudnych zagadnieniach zawsze mówią tak, że słucha się ich z przyjemnością. Z prof. Markowskim jeszcze się nie zetknęłam ale wątpię, żeby do dwóch ww. dołączył nudziarz 😉

  3. lilit8 pisze:

    Odnośnie papierkowych historii, współczuję 😦 I tutaj nie są one ludziom obce…
    Podziwiam Twoją kondycję fizyczną! Czytając o wspinaczce po schodach, nabawiłam się zadyszki 😉
    Na „Wszystko zależy od przyimka” i ja mam chrapkę. Poszperam w księgarniach internetowych…

    • jukkasarasti pisze:

      A ktoś mówił, że u mnie się bez zadyszki obyło? Ja się tylko cieszyłam, że wspinając się po schodach nie mijałam nikogo, kto by słyszał jak sapię i dyszę 😉
      A książkę w formacie epub (a pewnie i mobi) to zdaje się na Publio dostać można. Szkoda, że nie na Woblinku, bo tam robię regularnie zakupy więc mam koty rabatowe. Ale na razie czytam co innego, a na przyimek przyjdzie jeszcze czas…

  4. Ania G. pisze:

    Matko! Całe szczęście, że ja obiegówkę ostatni raz oddawałam na po ukończeniu studiów. Całkiem o niej zapomniałam, a Twój post mi przypomniał, że faktycznie musiałam mieć pieczątki nawet z takich miejsc,w których moja noga nigdy nie stanęła. Co za biurokracja :/

    • jukkasarasti pisze:

      Sadyzm, nie? Pracuje człowiek głównie przy biurku, mało się zza niego ruszając (co najwyżej do toalety), a kiedy już rezygnuje z pracy to mu nagle biegać po całym mieście każą 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s